Dumas znów królem góry, Polak na mecie Pikes Peak

rallyandrace.pl 2 godzin temu
Zdjęcie: Dumas znów królem góry, Polak na mecie Pikes Peak


Romain Dumas po raz szósty w karierze sięgnął po tytuł „Króla Góry”, wygrywając 104. edycję legendarnego Pikes Peak International Hill Climb. Francuz za kierownicą elektrycznego Forda Super Mustang Mach-E EV pokonał liczącą blisko 20 kilometrów trasę w czasie 8:18,202. Dla polskich kibiców najważniejszą wiadomością jest jednak historyczny debiut Macieja Serafina, który jako pierwszy reprezentant naszego kraju ukończył słynny „Wyścig do Chmur”.

Dumas od początku należał do głównych faworytów i potwierdził swoją klasę podczas niedzielnej rywalizacji. Sześciokrotny triumfator Pikes Peak wyprzedził czterokrotnego „Króla Góry” Robina Shute’a, który zwyciężył w klasie Super Unlimited z czasem 8:29,497. Na trzecim miejscu w klasyfikacji generalnej uplasował się obrońca tytułu Simone Faggioli, którego jazdę zakłóciły problemy techniczne. Mimo tego Włoch osiągnął rezultat 8:32,997.

Emocji nie zabrakło również w pozostałych klasach. W Time Attack 1 najlepszy okazał się były kierowca IndyCar JR Hildebrand z czasem 9:30,104, przed Jeffem Zwartem i Davidem Donnerem. Rywalizację przerwał groźny wypadek Patricka Culligana w klasie Super Unlimited. Kierowca został przetransportowany do szpitala, gdzie był przytomny i znajdował się w stabilnym stanie.

Historyczny moment dla polskiego motorsportu napisał Maciej Serafin, który jako pierwszy Polak nie tylko stanął na starcie Pikes Peak International Hill Climb, ale także ukończył jeden z najtrudniejszych wyścigów świata. Serafin ruszył na trasę jako 33. z 72 zakwalifikowanych zawodników i siódmy kierowca klasy Time Attack 1. Choć celem było przede wszystkim bezpieczne dotarcie do mety, Polak osiągnął wynik znacznie przekraczający oczekiwania.

Na mecie uzyskał czas 10:36, co dało mu szóste miejsce w klasie. Do piątej lokaty zabrakło zaledwie trzech sekund, a rezultat okazał się lepszy od obowiązującego przez osiem lat rekordu trasy dla samochodów z napędem na przednią oś.

Fot. Rozmus Photography

„Tak, jak obiecałem, jestem na mecie Pikes Peak. Odbiera mi mowę. Uzyskałem czas 10:36 na tej skrajnie niebezpiecznej i technicznej trasie. Zabrakło mi raptem trzy sekundy do Daijiro Yoshihary – zawodowego kierowcy, który z zespołem fabrycznym Hondy przygotowywał się do bicia tego rekordu od trzech lat. Wszyscy mówią tu, iż mój wynik jest «amazing»” – podsumował kierowca.

Historia startu Serafina jest wyjątkowa także z innego powodu. Były motocyklista po ciężkim wypadku na Słowacji, podczas którego przez kilkadziesiąt sekund nie wykazywał funkcji życiowych, wrócił do motorsportu i zdobył trzy tytuły mistrza Polski oraz dwa mistrza Europy w wyścigach górskich. Start w Pikes Peak był jego wieloletnim marzeniem.

Sam zawodnik już zapowiedział, iż tegoroczny występ jest dopiero początkiem: „Wrócę tu na pewno. Pokazaliśmy moc polskiego motorsportu i mamy teraz coś do udowodnienia. Za rok trzeba ponownie wystartować i pobić rekord, bo zabrakło naprawdę niewiele, a teraz bogatszy w doświadczenia wiem, co mogę zrobić lepiej, co poprawić, żeby osiągnąć jeszcze lepszy wynik”.

Jeśli chcesz być na bieżąco z informacjami ze świata motorsportu, obserwuj serwis RALLY and RACE w Wiadomościach Google.

Idź do oryginalnego materiału