Dramatyczne sceny w Ekstraklasie. "Jeden z gorszych meczów"

2 godzin temu
Widzew Łódź przed rundą wiosenną wydał kilkanaście milionów euro. Tylko iż pieniądze nie grają, więc Łodzianie drżą o utrzymanie w Ekstraklasie. Dziś podopieczni trenera Jovicevicia mogli zrobić duży krok w kierunku pozostania w lidze, bo podejmowali mającą ostatnio problemy Cracovię. Niestety to spotkanie zawiodło. Kiepski, rwany mecz, zakończył się bezbramkowym remisem.
23 punkty w 21 meczach - taki był bilans Widzewa przed startem dzisiejszego meczu z Cracovią. Gorsze od Łodzian były tylko trzy drużyny w Ekstraklasie - Arka Gdynia, Legia Warszawa i Bruk-Bet Termalica Nieciecza. Dziś gospodarze mieli świetną szansę. Zwycięstwo z Cracovią sprawiłoby, iż Widzew tej kolejki na pewno nie skończyłby w strefie spadkowej. A wygrana była realna, bo drużyna gości wygrała tylko jeden z ostatnich pięciu meczów.

REKLAMA







Zobacz wideo Kosecki tłumaczy się ze swoich słów: Posypuję głowę popiołem, jest mi głupio



Tak Widzew zagrał z Cracovią. Żenujące sceny w Ekstraklasie
Pierwsza połowa nie przyniosła niemal żadnych emocji. Biorąc pod uwagę ligową pozycję obu drużyn, bardziej zadowolony z bezbramkowego remisu mógł być Widzew, ale kibice gospodarzy po pierwszych 45 minutach pod taką opinią raczej by się nie podpisali. Okazji do zdobycia gola było niewiele. W 36. minucie przez chwilę cieszyli się kibice gości, bo gola na 1:0 dla Cracovii zdobył Zahiroleslam. To trafienie nie mogło jednak zostać uznane, bo Amerykanin znajdował się na spalonym. W tej sytuacji warto jednak zwrócić uwagę na formę Bartłomieja Drągowskiego. Bramkarz reprezentacji Polski straciłby tę bramkę, choć Zahiroleslam oddał strzał prosto w niego. Golkiper na razie prezentuje podobną formę jak pozostali bramkarze Widzewa w tym sezonie - słabiutką.


Druga połowa meczu musiała zostać przerwana na sam koniec 62. minuty. Kibice Widzewa Łódź odpalili race i uniemożliwili dalsze rozgrywanie meczu. W końcu sędzia Daniel Stefański kazał zawodnikom zejść z boiska. Gra została wznowiona dopiero po kilkunastu minutach, od momentu 67. minuty (co oznaczało, iż doliczone zostanie na pewno pięć minut).
Po tej wymuszonej przerwie lepiej spisywali się piłkarze Widzewa, którzy z każdą kolejną minutą nakładali coraz większą presję. Wciąż nie było to jednak dobre spotkanie. - Jeden z gorszych meczów w tym roku w naszej Ekstraklasie - nie gryzł się w język komentator Canal+.


Sędzia Daniel Stefański nie miał jednak litości. Poza obowiązkowymi pięcioma minutami, doliczył też kolejne trzy i znacząco przedłużył męczarnie kibiców obecnych na stadionie, oglądających ten mecz telewidzów oraz samych piłkarzy.



Najlepszą okazję dla Cracovii wywalczył w 96. minucie Wiktor Bogacz, który był faulowany tuż przed polem karnym gospodarzy. Niestety zapłacił za to zdrowiem. Nowy napastnik Cracovii zszedł z boiska zalany łzami. Dziennikarze Canal+ przekazali już po zakończeniu spotkania, iż najpewniej złamał obojczyk - taka diagnoza oznacza około dwumiesięczną przerwę od gry.
Sam rzut wolny nie sprawił większego zagrożenia.
Wątpliwe jest, iż w tym meczu padłaby bramka, choćby gdyby trwał on 900 minut. Wynik 0:0 nie satysfakcjonuje żadnej z drużyn. Widzew wciąż może zakończyć kolejkę w strefie spadkowej, a Cracovia takimi meczami na własne życzenie oddala się od walki o mistrzostwo Polski.
Idź do oryginalnego materiału