Dramat polskiego mistrza świata na igrzyskach! Postawił wszystko na jedną kartę

1 miesiąc temu
Trzy lata temu był mistrzem świata. Przed trzema tygodniami wycofywał się z Pucharu Świata, bo puchło mu kolano, roztrzaskane w wypadku motocyklowym. Na igrzyskach olimpijskich w Mediolanie i Cortinie d'Ampezzo Oskar Kwiatkowski pojechał na całego. Walczył, zaryzykował, ale - niestety - nie zdołał awansować do fazy finałowej.
Oskar Kwiatkowski byłby naszą dużą nadzieją na medal igrzysk olimpijskich Mediolan/Cortina d’Ampezzo 2026. Byłby, gdyby był w pełni przygotowany. Ale nie był. Tak naprawdę to imponujące, iż mistrz świata z 2023 roku w ogóle w tych igrzyskach wystąpił.


REKLAMA


Zobacz wideo Piesiewicz ujawnia, jak Polska chce zorganizować igrzyska olimpijskie


- Jechałem motocyklem, kierowca samochodu wymusił pierwszeństwo i wjechał we mnie, w bok. Spadając z motocykla zahaczyłem nogą o kierownicę, gdy nad nią przelatywałem. I dlatego poszły więzadła i łąkotka – opowiadał Kwiatkowski w rozmowie ze Sport.pl tuż przed swoim olimpijskim startem.


Do tamtego wypadku doszło 10 lutego ubiegłego roku. Kwiatkowski zerwał dwa więzadła i roztrzaskał łąkotkę. Był operowany, później przechodził trudną i bolesną rehabilitację. Lekarze próbowali go przekonać, żeby nie ścigał się z czasem i odpuścił sobie igrzyska. Ale on nie posłuchał.
Kwiatkowski dostał przydomek jak legendarny Herminator
- Od połowy stycznia czuję się już super. Jestem zdrowy, a najważniejsze, iż kolano jest zdrowe – deklarował przed startem. Starał się patrzeć na wszystko pozytywnie. Ale przecież tak naprawdę kolano puchło mu jeszcze trzy tygodnie temu. Cały ten sezon w Pucharze Świata ma nieudany, przerywany ze względu na problemy zdrowotne.
Gdy rozmawialiśmy o Kwiatkowskim w olimpijskim studiu Sport.pl w przeddzień jego startu, stwierdziliśmy, iż to „Kwiatonator", bo jego historia skojarzyła się nam z tą Hermanna Maiera. Legendarny narciarz alpejski dominował w swoim sporcie choćby po wypadku, w wyniku którego mógł stracić nogę.


Kwiatkowski ma za sobą nie tylko wypadek z 10 lutego 2025 roku, ale też z 10 lutego 2016 roku. Wtedy wjechał autem pod autobus. Czołowo. Złamał wówczas dwa kręgi kręgosłupa i kilka żeber. Miał też odmę płucną.
Kwiatkowski odpadł, a Aleksandra Król-Walas powalczy o medal
- Najdziwniejsze, iż oba wypadki miałem 10 lutego. Niesamowity zbieg okoliczności. Nie rozumiem tego. Ale oczywiście jadąc tamtego dnia na motocyklu kompletnie nie wiedziałem, iż równo dziewięć lat wcześniej miałem wypadek. Wtedy też byłem mocno pogruchotany, ale żaden uraz nie wymagał operacji. A po tym drugim wypadku nie było szans, iż włożę nogę do gipsu i za jakiś czas będzie dobrze. Operacja była konieczna. A po niej trudna rehabilitacja. Po pierwszym wypadku miałem dużo roboty, żeby wrócić do siebie, za drugim razem było jej jeszcze więcej. Bez operacji nie mógłbym wrócić do sportu. Wróciłem i chciałbym jakoś w końcu odczarować ten 10 lutego – dopiero co mówił nam Kwiatkowski.


Trochę żartując, ustaliliśmy, iż najlepszym odczarowaniem będzie wybranie się na przejażdżkę z olimpijskim medalem na szyi. Niestety, szansa na taki medal odjechała Kwiatkowskiemu w drugim przejeździe eliminacyjnym. Po pierwszym Oskar był 14 - do fazy finałowej, rozgrywanej systemem pucharowym, awansowało 16 z 32 zawodników. W drugim przejeździe nasz mistrz poszedł na całość. I – niestety – popełnił błąd, a po nim kolejne.
- Rozpoczął bardzo dobrze, bardzo blisko atakował bramki, ale parę razy trafił w takie miejsca, gdzie go wybiło i stracił rytm – analizowała komentująca zawody w Eurosporcie Jagna Marczułajtis, czwarta zawodniczka igrzysk olimpijskich Salt Lake City 2002.


Po eliminacjach olimpijskiego giganta w snowboardzie alpejskim w Livigno w walce o medale została nam Aleksandra Król-Walas. W eliminacjach nasza kandydatka do medalu miała bardzo dobry, piąty wynik. Poza Kwiatkowskim, sklasyfikowanym na 28. miejscu, z rywalizacją pożegnali się już również Michał Nowaczyk (był 23.) i Maria Bukowska-Chyc (27.).
Idź do oryginalnego materiału