Dostał polski paszport w 9 miesięcy. Skandal, co teraz mówi. "Zawsze"

1 miesiąc temu
Zdjęcie: https://www.youtube.com/watch?v=YBUIJXvk8t0 / AG


- Gdziekolwiek byłem w innym kraju, zawsze chciałem tu wrócić - tak o Białorusi mówił Arseń Zdaniewicz - były mąż Krysciny Cimanouskiej. I tak też zrobił. Jak ujawniła biegaczka, mimo iż zaledwie po 9 miesiącach otrzymał polski paszport jako uchodźca polityczny, mężczyzna znów pojechał na Białoruś. Teraz sam wystąpił w tamtejszych mediach. Oto co mówił o swoim kraju i Aleksandrze Łukaszence.
- Chciałabym, żeby Polska przynajmniej rozpatrzyła sprawę jego obywatelstwa i je unieważniła, bo paszport dostał dzięki mnie - apelowała niedawno do polskich władz Kryscina Cimanouska. Pochodząca z Białorusi sprinterka miała na myśli swojego byłego męża Arsenia Zdaniewicza. Para znalazła się w Polsce po tym, jak Cimanouska uciekła z wioski olimpijskiej podczas igrzysk w Tokio. W Polsce dostała azyl polityczny, obywatelstwo, a w końcu pozwolenie na starty w naszych barwach. Polski paszport w ekspresowym tempie - w dziewięć miesięcy - jako uchodźca polityczny otrzymał także Zdaniewicz. Teraz jednak okazało się, iż wrócił na Białoruś.


REKLAMA


Zobacz wideo Bartłomiej Bołądź po wygranej w ćwierćfinale pucharu Polski: Powiedzieliśmy sobie, iż musimy bardziej zaryzykować


Cimanouska o sprawie byłego męża. Ten już bryluje w białoruskich mediach
Cimanouska, która rozwiodła się ze Zdaniewiczem w 2024 r., zauważyła w mediach społecznościowych filmik, na którym znajdował się w jednej z myjni samochodowych w Mińsku. Wtedy też podniosła alarm, gdyż jest on poszukiwany w związku z oszustwami finansowymi, jakich miał się dopuszczać, prowadząc firmę sprowadzającą samochody z USA. Ten jednak nie zamierzał się ukrywać, tylko wystąpił na kanale białoruskiego youtubera Grigorija Azarienoka.


Zdaniewicz przyznał, iż nie jest zaskoczony działaniem Cimanouskiej. Twierdzi, iż ta celowo próbuje mu zaszkodzić. - Moja była żona lubi być na pierwszym miejscu, krzyczeć, udawać, iż ja jestem przeciwko wszystkim. A ja byłam dla niej jak lalka. Mówiąc w skrócie, byłem zabawką, która przesuwało to tu, to tam - mówił w trakcie wywiadu.
Biegaczka nie ukrywała zdziwienia powrotem Zdaniewicza. Ujawniła, iż po przyjeździe do Polski niejednokrotnie wypowiadał się przeciwko białoruskiemu rządowi, uczestniczył w wiecach przeciwników Aleksandra Łukaszenki oraz nosił biało-czerwono-białą flagę. W związku z tym na miejscu mogły go spotkać kłopoty. Tymczasem sam Zdaniewicz ujawnił, iż nie miał żadnych problemów z przekroczeniem granicy.
Były mąż Cimanouskiej był uchodźcą z Białorusi. Nagle coś mu się odmieniło. "Nigdy nie uważałem..."
Zupełnie też zmienił narrację i o Białorusi oraz rządzącym nią Aleksandrze Łukaszence zaczął wypowiadać się bardzo pozytywnie. - Powiem tak: gdziekolwiek byłem w innym kraju, zawsze chciałem tu wrócić. Osobiście wziąłem udział w wyborach, które odbyły się w 2020 r. i głosowałem na Aleksandra Grigoriewicza. Wszystko poznajemy przez porównanie. Nigdy nie uważałem, żeby było tu źle. W porównaniu z Europą, w której byłem, jest tu niezwykle czysto i bezpiecznie - zachwalał.


W kwestii oskarżeń o oszustwa finansowe Zdaniewicz zadeklarował chęć współpracy z białoruskimi śledczymi. - Mam nadzieję, iż wszystko będzie dobrze. Oni wszystko załatwią - mówił. Sam zaś zarzucił byłej żonie, iż jeszcze przed ucieczką z Białorusi rozmawiała z przedstawicielami polskich służb wywiadowczych.
Idź do oryginalnego materiału