Leon Madsen niespodziewanie brał udział w poważnym wypadku podczas pożegnania Grzegorza Walaska. Duńczyk do samego końca walczył o powrót do zdrowia przed pierwszym meczem ligowym, ale ostatecznie drużyna pojechała bez niego na mecz z Betard Spartą Wrocław. Samo zamieszanie odbijało się negatywnie na zespole, który otrzymał srogie lanie od wrocławskiego kolektywu pod nadzorem Piotra Protasiewicza. Betard Sparta Wrocław wygrała, a Leon Madsen walczył o powrót na motocykl. Jak przyznał prezes Stelmet Falubazu Zielona Góra Adam Goliński, Duńczyk nie był w stanie pojechać tego piątkowego meczu.
– To nie są tylko otarcia, to nie jest tylko upadek. To był dość spory wylew w części wewnętrznej oraz zewnętrznej – przyznał Goliński w Kolegium Żużlowym. – Ciało zostało uszkodzone. On (Leon) do dzisiaj odczuwa poważne bóle. To nie jest tak, iż Leon nie przyjechał, bo nie chciał. (…) Leon nie był gotowy usiąść na motocykl, po prostu. Regulaminy wewnętrzne mówią, iż nie można naciskać na zawodnika, a sam zawodnik nie może zbyt wcześnie wsiadać na motocykl.
Duńczyk powraca
Leon Madsen ma natomiast wystąpić podczas niedzielnego spotkania Stelmet Falubazu Zielona Góra z Bayersystem GKM-em Grudziądz. Takie wieści przekazał właśnie Adam Goliński podczas wejścia na żywo. Sam działacz jednak zauważa, iż sama obecność Madsena we Wrocławiu kilka by zmieniła. Sam Grzegorz Walasek nie ukrywał rozgoryczenia na temat ustawienia swojego zespołu.
– Pamiętajcie, iż to był debiut Grzeogrza (Walaska) w tej PGE Ekstralidze. Chciałby wygrać swój pierwszy mecz na tymże poziomie. Niestety trafiliśmy na bardzo trudny grunt. Okazało się, iż gdyby choćby był Leon (Madsen), to by nic wielkiego się nie zmieniło. Grzesiek chciał ten mecz wygrać, bo o tym rozmawialiśmy. Dyskutowaliśmy na temat „ZZ-tki” za Leona czy innych ruchów. Widzieliście, ile zmian taktycznych było robionych, aby łapać ustawienia – przyznał Goliński.
Leon Madsen „pali gume”












