Czegoś takiego Polacy jeszcze nie przeżyli. "Duże rozczarowanie"

7 godzin temu
- Może nie do końca głowa dojeżdżała - zastanawia się Marcin Komenda, wracając do ostatnich niespodziewanych porażek w Lidze Narodów. Wygraną z Francją polscy siatkarze zmazali tamte dwie plamy i przegonili "zdziwienie, zaskoczenie i duże rozczarowanie". Trener Nikola Grbić od razu zaserwował im zimny prysznic, ale jego zawodnicy raczej go nie potrzebowali.
Niedzielny pojedynek z Francuzami jeszcze się nie zaczął, gdy okazało się, iż polscy siatkarze spadli ze szczytu światowego rankingu. Dzięki zwycięstwu 3:2 gwałtownie na niego wrócili, ale to ich zupełnie nie obchodziło. - Ranking FIVB? Od lat nie słyszałem tego słowa - zapewnia Jakub Kochanowski. Za to on, jego koledzy i dziennikarze - za sprawą trenera Nikoli Grbicia - w ostatnich dniach w Gdańsku słyszeli mnóstwo razy inne słowo.


REKLAMA


Zobacz wideo Zbliża się nowy sezon PlusLigi. Prezes Artur Popko zapowiada


To ten element sprawił, iż Polacy się odrodzili. Wielka przemiana w 24 godziny
Wystarczyło tylko zerknąć na Marcina Komendę, by błyskawicznie przekonać się, jak wiele się zmieniło w ekipie Polaków w ostatnich dniach. Po czwartkowej przegranej z Kubą 1:3 rozgrywający wyglądał na całkowicie przybitego. kilka się zmieniło po spotkaniu z Bułgarią (2:3), choć on sam grał wtedy tylko przez chwilę. Po zwycięstwie nad Francją, w którym ani na chwilę nie zszedł z parkietu, szeroki uśmiech niemal nie schodził mu z twarzy.
- Wydaje mi się, iż dużo pozytywnego zadziało się w naszych głowach. W poprzednich meczach przegrywaliśmy często końcówki, takie stykowe momenty. W takich sytuacjach trudno wskazać jakieś kwestie techniczne. Myślę, iż bardziej może nie do końca głowa "dojeżdżała". W niedzielę było zupełnie inaczej - od początku chcieliśmy pokazać, iż te dwa poprzednie spotkania to były wypadki przy pracy i tak też to odbieramy - opowiada dziennikarzom rozgrywający.
Dla niego i występującego na tej samej pozycji Jana Firleja ten sezon w kadrze jest wyjątkowy. Dotychczas obaj byli jedynie wsparciem na początku sezonu, ale na najważniejsze turnieje nie jeździli. Teraz to właśnie oni mają poprowadzić grę drużyny narodowej w kluczowych imprezach, czyli turnieju finałowym LN i wrześniowych mistrzostwach świata.
Ogółem w zespole doszło do wielu zmian (wiele z nich wynika z kłopotów zdrowotnych) i to z oczywistych względów daje o sobie na razie znać w kontekście zgrywania się. O potrzebie budowania tożsamości tej nowej drużyny mówił wcześniej już w Gdańsku Kochanowski. Najbardziej doświadczony z kadrowiczów pod względem stażu wrócił do tego także po triumfie nad Francuzami, mistrzami olimpijskimi z Tokio i Paryża.


- Bardzo ważne było dla nas, by choćby niekoniecznie wygrać ten mecz, ale by poprawić te elementy, które można poprawić ot tak. Żeby walczyć, żeby grać z Francuzami jak równy z równym. I to nas doprowadziło do zwycięstwa i na pewno jest to bardzo budujące pod kątem ćwierćfinału LN. Nie mamy dużo czasu do niego, ale te kilka treningów będziemy mogli poświęcić na to, by te szczegóły jeszcze bardziej dopracować - analizuje kapitan Polaków.
Grbić przed niedzielnym meczem uczulał drużynę, by nie myślała o dwóch wcześniejszych niespodziewanych przegranych, a jedynie skupiała się na każdej kolejnej akcji.
- Mieliśmy do zagrania trudny mecz, bo nie dość, iż z przeciwnikiem wysokiej klasy, to jeszcze czwarty w turnieju zawsze jest na delikatnym zmęczeniu - psychicznym i fizycznym. Nie było to więc łatwe zadanie. Tym bardziej jestem dumny z chłopaków i z samego siebie, iż podołaliśmy - podkreśla Kochanowski.


Zakończenie godne Polaków. Leonowi się nie przeszkadza, ale czasem trzeba go schować
Zarówno on, jak i inni kadrowicze przyznają, iż ostatni tydzień był wymagający. Zaczęło się od kontuzji stopy, która wykluczyła Aleksandra Śliwkę dzień przed pierwszym meczem w Gdańsku, potem doszedł pięciosetowy bój z Iranem i wspomniane wpadki w meczach z teoretycznie znacznie słabszymi rywalami. Nigdy wcześniej za kadencji Grbicia Polacy nie przegrali dwóch spotkań z rzędu o stawkę. I choć bardziej doświadczeni kadrowicze zapewniali o spokoju i apelowali o niego do kibiców, to gracze, którzy dotychczas w drużynie narodowej pełnili mniejszą rolę, mocniej odczuli te wyniki.
- Na pewno spodziewaliśmy się czegoś innego. Te dwie porażki podrażniły nas, zdziwiły, zaskoczyły, ale też bardzo rozczarowały. W niedzielę chcieliśmy zostawić na boisku wszystko, co mamy, by zakończyć ten tydzień w takim stylu, w jakim reprezentacja Polski może i powinna kończyć - zaznaczył w wywiadzie dla Polsatu Sport libero Jakub Popiwczak, który też dostał w tym roku szansę na większe pokazanie się w kadrze.


W pierwszym secie niedzielnego pojedynku Polacy rzeczywiście pokazali, iż wyciągnęli wnioski po boleśnie przegranych końcówkach we wcześniejszych meczach. Ale w drugiej partii wydawało się, iż problem chwilowo wrócił, bo od stanu 20:20 nie zdobyli już punktu.
- Tylko chciałbym zwrócić uwagę na to, jak ten set się skończył. Tam były trzy zagrywki po 125 km/h, których - moim zdaniem - żaden przyjmujący na świecie nie byłby w stanie utrzymać. Myślę, iż żadna drużyna w tamtym momencie by nie wygrała z Francuzami. To są mistrzowie olimpijscy i mają w sobie na tyle dużo jakości, żeby jedna czy dwie osoby wyszły na zagrywkę i zrobiły różnicę. Także tutaj bym nie wieszał na nas psów, iż przegraliśmy jedną końcówkę, kiedy przeciwnik tak dobrze zagrywa. My mnóstwo takich końcówek również wygrywamy, kiedy do nas na zagrywkę idzie Wilfredo Leon albo Tomek Fornal - argumentuje Kochanowski.
W meczu z Francją świetnie - nie tylko na zagrywce - spisał się właśnie Leon. Jeden z liderów kadry zdobył w tym meczu aż 30 punktów. Początkowo Komenda posyłał więcej piłek do atakującego Kewina Sasaka, ale potem już głównie trafiały one do brylującego przyjmującego.
- Wilfredo jest fenomenalnym zawodnikiem, więc tutaj naprawdę duża w tym wszystkim jest jego zasługa, a ja - powiedziałbym - mam mu nie przeszkadzać. Są takie momenty, kiedy można na niego liczyć, ale też przeciwnik zdaje sobie z pewnych rzeczy sprawę i trzeba tego ostatniego trochę przechytrzyć. To trochę taka gra w chowanego - opowiada Komenda, który zgrywał się już z Leonem w minionym sezonie klubowym.


Grbić tonuje nastroje. Dawno niesłyszane słowo
Rozgrywający potwierdza, iż zawodnicy - tak samo jak dziennikarze - codziennie w Gdańsku słyszeli wielokrotnie od Grbicia o potrzebie cierpliwości w grze. Obie grupy też usłyszały po niedzielnym zwycięstwie, iż jak po wcześniejszych porażkach Polacy nie byli najgorsi na świecie, tak po zwycięstwie nad Francją nie stali się najlepsi.


- Cierpliwość oznacza, iż jeżeli rywal obroni twój atak, to przy następnej próbie nie ryzykujesz, bo wtedy popełnisz błąd. Ważna jest kontynuacja i wiara. Dlatego powtarzam - po przegranej nie następuje koniec świata, a wygrana nie może za bardzo uspokoić - tłumaczy szkoleniowiec.
Ale można odnieść wrażenie, iż żadnemu ze swoich zawodników nie musi o tym przypominać. Oni sami zgodnie powtarzają na każdym kroku, iż czeka ich jeszcze wiele pracy. Serb przyznaje jednak też, iż choć Francuzi zagrali w nie najmocniejszym składzie, to i tak jest to cenne zwycięstwo pod kątem budowania pewności siebie zespołu.
Dwie niespodziewane przegrane z niżej notowanymi rywalami sprawiły, iż w niedzielę na kilka godzin - po raz pierwszy od ponad trzech lat - Biało-Czerwoni stracili miano lidera światowego rankingu. Jeden z dziennikarzy spytał Kochanowskiego, czy ten temat pojawił się w ich myślach, czy też w ogóle nie zdawali sobie z tego sprawy.
- Słowa "ranking FIVB" nie słyszałem od wielu lat. Może ewentualnie pojawiło się przy temacie kwalifikacji olimpijskich, bo wtedy miał on znaczenie. Ale i tak byliśmy w nim już wcześniej na tyle wysoko, iż byliśmy pod tym względem bezpieczni. Uważam, iż nie ma co patrzeć na ranking, bo pokazuje on tylko to, co się mniej więcej w danym momencie dzieje. Lepiej patrzeć na to, jak gramy z dnia na dzień. A o ile będziemy dobrze grać i te mecze wygrywać, to wysoka pozycja w rankingu będzie po prostu tego rezultatem - podsumowuje kapitan Polaków.
Kolejną szansę na zaprezentowanie dobrej gry wicemistrzowie olimpijscy z Paryża będą mieli w przyszłym tygodniu w turnieju finałowym LN. Będzie to też dla nich szansa na kolejne cenne przetarcie.


- Mam nadzieję, iż pokazaliśmy w niedzielę, iż ta drużyna ma naprawdę ogromny potencjał i iż o ile będziemy dobrze pracować oraz iść razem w jedną stronę, to jeszcze dużo fajnego może się w tym sezonie kadrowym wydarzyć - dodaje na zakończenie uśmiechnięty Komenda.
Idź do oryginalnego materiału