Przed meczami z Litwą i Maltą rozgorzała dyskusja o przyszłości naszej reprezentacji. Wygląda na to, iż rysuje się ona w ciemnych barwach. Najlepszym dowodem na to jest fakt, iż regularnie grających młodych Polaków w najlepszych pięciu ligach Europy zwyczajnie nie ma. Słabo wyglądają postępy młodych graczy, którzy w ostatnich latach wyjeżdżali z polskiej ligi za rekordowe kwoty. Znakomita większość z nich raczej odbiła się od wielkiej piłki, niż się w niej zadomowiła.
REKLAMA
Zobacz wideo
Demografia ma znaczenie
Oczywiście nie można odmówić racji tym, którzy za taki stan rzeczy obwiniają szkolenie w Polsce albo sięgają jeszcze głębiej, do poziomu lekcji wychowania fizycznego. Mówił o tym na pierwszej konferencji prasowej i kapitan reprezentacji Polski Robert Lewandowski, i trener Michał Probierz.
W całej tej dyskusji umyka jednak jeden zasadniczy problem: demografia i wszystko, co można upchnąć w pojęciu "warunki społeczne". Te dwie rzeczy należy uwzględnić, by znaleźć najgłębsze przyczyny tego, dlaczego mamy coraz mniejsze szanse, by doczekać się takiej drużyny jak za czasów Górskiego, Piechniczka czy choćby Nawałki.
- Nie wierzę w to, iż w prawie 40-milionowym narodzie nie mamy talentów na miarę europejskiego poziomu - mówił na konferencji prasowej Robert Lewandowski.
I oczywiście najlepszy polski piłkarz ma rację. Tu trzeba jednak dodać, iż szansa, aby się taki talent narodził między 1988 rokiem, gdy przeszedł na świat Robert Lewandowski, a 2024, zmniejszyła się ponad dwukrotnie. 37 lat temu urodziło się w Polsce 590 tys. dzieci, a w tym poprzednim - 251 tys. Na przełomie tysiącleci, a więc w tym czasie, gdy na świat przychodziła generacja zawodników, którzy Lewandowskiego i jego rówieśników powinni zastąpić, przychodziło na świat między 374 tys. (2006) a 351 tys. (2003).
Rośnie konkurencja o miejsca w najlepszych ligach świata
W tym samym czasie świat nie stał w miejscu. Udział mieszkańców Polski w globalnej liczbie ludności świata zmalał z 0,74 proc. w 1988 r. do 0,49 proc. w 2021. Te promile mają znacznie, bo przecież razem z globalnym wzrostem ludności wzrosła na świecie liczba piłkarzy. W ostatnich 35 latach był to najpewniej wzrost ponad dwukrotny. To pokazuje, iż dziś polscy zawodnicy nie tylko wybierani są z mniejszej liczby rodzących się w Polsce dzieci, ale także napotykają nieporównywalnie większą konkurencję na świecie niż wcześniej.
I nie chodzi tylko o liczbę, chodzi też o coraz większą profesjonalizację szkolenia zawodników poza Europą. "New York Times" przy okazji mistrzostw świata w Katarze napisał: "Każdy aspekt globalnej kultury piłki nożnej jest teraz określony przez potrzeby rynku w głównych ligach Anglii, Niemiec, Hiszpanii, Włoch i Francji. Ta prowadząca ręka decyduje, jakiego rodzaju gracze mają szansę wejść do akademii i ustawić się na ścieżce do sławy. Określa, do czego są szkoleni po przybyciu. Określa, w jaki sposób uczą się grać".
Przez 30 ostatnich lat rywalizacja o miejsca w składach drużyn w ligach top 5 wzrosła gigantycznie. I utyskiwanie, iż kiedyś to mieliśmy dużo więcej zawodników w Bundeslidze czy Ligue 1, nie uwzględnia też tego czynnika, iż nie wszystko zależy od podnoszenia poziomu szkolenia w Polsce, ale rolę gra tu także zwiększona konkurencja międzynarodowa.
Małe miasta ratują reprezentację Polski
Przyszłość reprezentacji Polski rysuje się w jeszcze ciemniejszych barwach, gdy popatrzymy na pierwsze kluby naszych obecnych reprezentantów powołanych na mecze z Maltą i Litwą: Stegny Wyszogród, Polonia Łaziska Górne, Sokół Kleczew, Sokół Ostróda, UKS Jasło, FC Kłodawa 13, Pogoń Grodzisk Mazowiecki, Fortuna Wieleń, Unislavii Unisław, TOP 54 Biała Podlaska, Lechia Dzierżoniów, Rawia Rawicz, Huragan Międzyrzec Podlaski, RKP Rybnik, Pogoń Zabrze, GKS Tychy, Gwiazda Ruda Śląska, Szombierki Bytom, Jagiellonia Białystok, Lech Poznań, Lechia Gdańsk (dwóch), Bronowianka Kraków, Varsovia. Na 24 zawodników tylko sześciu startowało do swoich karier w miastach powyżej 200 tys. mieszkańców. Przy czym jedyny w tym zestawieniu warszawiak, Robert Lewandowski, na stadion Varsovii musiał jechać ponad 30 km. Na co dzień mieszkał bowiem w podwarszawskim Lesznie.
Jak widać z powyższego zestawienia, najłatwiej zostać reprezentantem Polski, gdy zaczyna się karierę w mieście poniżej 50 tys. mieszkańców (13 zawodników) lub w konurbacji górnośląskiej (5).
Dlaczego tak się dzieje? Moim zdaniem z prostego faktu, iż najzdolniejsza młodzież z dużych miast ma dużo szerszą paletę możliwości realizacji swoich talentów niż sport. Zwłaszcza iż i nastawienie rodziców jest takie, żeby ich utalentowane dziecko nie marnowało czasu w piłkę nożną, skoro może zostać w przyszłości lekarzem, prawnikiem albo menedżerem w biznesie. A to przecież kariera na całe życie, a nie tylko do trzydziestki.
Rodzice nie chcą, by ich jedynacy marnowali życie
Skoro rodzi się mniej dzieci, skoro najczęściej pary posiadają tylko jednego potomka, to nie chcą, aby latorośl podejmowała ryzyko kariery piłkarskiej, choćby jeżeli jest uzdolniona w tym kierunku. W momencie dylematu "nauka albo sport" wybierają to pierwsze. A piłka nożna jest niestety takim sportem, któremu trzeba się poświęcić na sto procent, jeżeli chce się w niej osiągnąć coś wybitnego.
Poza dużymi miastami wybór ścieżki edukacyjnej dla dziecka jest mniejszy. Mniejsze są też możliwości finansowe rodziców, aby posłać potomków na studia, więc zdolne dzieci mają większą aprobatę ze strony matek i ojców dla rozwijania swoich zdolności sportowych. Stąd potem nadreprezentacja małych miast w gronie obecnych reprezentantów Polski.
Ale i to się niedługo skończy. Właśnie małe miasta i wieś wyludniają się w Polsce najszybciej. Młodzi ludzie wolą mieszkać w dużych ośrodkach lub w gminach je otaczających, bo tam łatwiej o pracę i łatwiej o dobrą szkołę dla dzieci, jeżeli się w ogóle na nie zdecydują.
Owszem: kariera piłkarska cały czas jest atrakcyjna dla młodych ludzi, gdy widzą Roberta Lewandowskiego, ale już nie dla ich rodziców, bo obok Lewandowskiego pamiętają o całej masie swoich kolegów, którzy poświęcili się piłce, a nic nie osiągnęli ani w sporcie, ani w życiu, bo edukację skończyli na ósmej klasie szkoły podstawowej.
Kadra ma problem przez niskie bezrobocie wśród młodych?
jeżeli chodzi o przyszłość kadry, naprawdę najważniejsze nie są: liczba talentów i poziom szkolenia. Chiny mają jedno i drugie. Mają ponad miliard ludności i gigantyczne akademie piłkarskie z najlepszymi fachowcami na świecie. A jednak wyników z tego nie ma, bo przez politykę jednego dziecka rodzice najzdolniejszych młodych ludzi wybierają dla nich kariery w innych dziedzinach życia. Poświęcenie się piłce nożnej jest zbyt ryzykowne, już lepiej wybrać dyscyplinę, którą można lepiej pogodzić z nauką.
Z drugiej strony mamy Hiszpanię. Zachwycamy się tamtejszym poziomem piłki nożnej. Tyle tylko, iż jeżeli mamy długotrwale utrzymujące się bezrobocie wśród młodego pokolenia na poziomie 34 procent (średnia w latach 1986-2024), to łatwiej podjąć decyzję, żeby poświęcić się karierze sportowej, bo choćby ukończenie studiów nie daje pewności zdobycia satysfakcjonującej pracy.
w tej chwili w Hiszpanii stopa bezrobocia wśród młodych ludzi (15-24) wynosi 26,7 proc., a w Polsce - 10,9 proc. I tu kontrowersyjna teza sama się narzuca. Może dlatego nie mamy dobrej reprezentacji, bo młodzi ludzie w Polsce, zwłaszcza ci utalentowani, mogą łatwo wybrać inną ścieżkę kariery? jeżeli spojrzeć na to z tej perspektywy, to wcale nie jest u nas tak źle.