Czarna dziura w polskich skokach. Kto "wisi" na medalu Tomasiaka

1 godzina temu
Olimpijski medal Kacpra Tomasiaka rozświetla czarną dziurę w polskich skokach narciarskich i daje odpowiedź na pytanie: kto przyciągnie kibiców pod skocznie w Wiśle i Zakopanem, kiedy karierę zakończy Kamil Stoch.
Lęk o przyszłość towarzyszył Adamowi Małyszowi co najmniej od 2021 roku, kiedy inni jeszcze nie przeczuwali krachu. Rozmawialiśmy zaraz po tym, jak Kamil Stoch wygrał Turniej Czterech Skoczni po raz trzeci w karierze, a broniący tytułu Dawid Kubacki stanął na najniższym stopniu podium klasyfikacji generalnej. Piotr Żyła był piąty, Andrzej Stękała szósty, ex aequo z genialnym Japończykiem Ryoyu Kobayashim.

REKLAMA





Tomasiak przekracza granice niemożliwego
Polskie skoki jawiły się nam wtedy jak imperium, nad którym słońce nigdy nie zachodzi. Małysz, jeszcze jako dyrektor sportowy PZN, wiedział jednak, iż nie ma następców dla 34-letniego Stocha, 34-letniego Żyły i 31-letniego Kubackiego. Sportowy zmierzch mistrzów był tylko kwestią czasu.
Wiadomo, czym są skoki dla Polskiego Związku Narciarskiego. Koniem pociągowym nie tylko w sensie sportowym, ale i finansowym. Mimo lęku o przyszłość kluczowej dyscypliny Małysz zdecydował się kandydować na prezesa. I od 25 czerwca 2022 roku, jako szef związku, bezradnie patrzył, jak polskie skoki osuwają się w przepaść.
Stoch ostatni raz na podium Pucharu Świata stanął 11 grudnia 2021 roku. Kilkanaście miesięcy później, 16 marca 2023 roku, Kubacki wygrał konkurs w Lillehammer, ale od tamtej pory już nie wrócił na podium PŚ. Nieobliczalny Żyła obronił tytuł mistrza świata w 2023 roku w Planicy, był to jednak jego ostatni sezon w światowej czołówce. Kryzys zawisł nad polskimi skokami, oglądalność telewizyjna konkursów Pucharu Świata zaczęła drastycznie spadać. Dwa lata temu sytuację ratował jakoś Aleksander Zniszczoł, przed rokiem Paweł Wąsek, ale choćby pojedyncze miejsca na podium PŚ nie były w stanie zadowolić kibiców, rozpieszczonych dwoma dekadami wielkich triumfów Małysza, Stocha, Kubackiego i Żyły.


Z najlepszej drużyny w światowych skokach Polska stała się gwałtownie najstarszą. Kryzys był już teraźniejszością. Przed rokiem, gdy Małysz organizował PolSKI Turniej w Pucharze Świata, był świadomy, iż tłumów kibiców zjeżdżających pod skocznie w Wiśle, Szczyrku i Zakopanem, nie da się zatrzymać na dłużej bez sukcesu sportowego. Tak jak następcą Małysza został Stoch, tak trzeba było znaleźć następcę Stocha. To była najpilniejsza misja dla PZN. Od tego zależała przyszłość skoków i związku. Sam Małysz nie widział jednak nikogo, kto mógłby zahamować i odwrócić pogarszającą się sytuację.



Te tłumy kibiców, zjeżdżających co roku na Puchar Świata do Wisły i Zakopanego, to kapitał PZN, na którym związek buduje swój dobrobyt. Dzięki temu ma środki na rozwój od sponsorów. Imprezy w skokach stały się w Polsce kultowe, tysiące ludzi z całego kraju płaci słono za bilety i zjeżdża co roku w Beskidy i Tatry, by dobrze się bawić. Nie zmieniło się to, mimo sportowej zapaści polskich skoczków.
Małysz wiedział jednak, iż to nie będzie trwało wiecznie. Trzeba było coś zrobić, zanim dojdzie do tego, iż nazwą go nieudolnym prezesem. Na co zresztą pozwolił sobie niedawno szef Polskiego Komitetu Olimpijskiego Radosław Piesiewicz, który w poniedziałek, po olimpijskim wzlocie nastolatka z Bielska-Białej, z dumą ogłosił światu, iż "Tomasiak przekroczył granice niemożliwego". Działacze sportowi uwielbiają wypinać pierś do orderów, po sukcesach, z którymi nie mają nic wspólnego.
kilka ponad rok temu, czyli 11 stycznia 2025 roku na Wielkiej Krokwi w Zakopanem rozegrano mistrzostwa Polski. Dziewięć dni przed osiągnięciem pełnoletności wystartował w nich nieznany szerzej Kacper Tomasiak. Zajął 13. miejsce - przegrał z Wąskiem, Stochem, Jakubem Wolnym, Zniszczołem, Żyłą, Kubackim, zaproszonymi do zawodów Ilią Mizernychem i Daniłem Wasiliewem z Kazachstanu oraz Słowakiem Hektorem Kapustikiem. Wyprzedzili go też Jarosław Krzak, Mateusz Gruszka i Tomasz Pilch – siostrzeniec Małysza, w którym kiedyś pokładano wielkie nadzieje. Kto mógł wtedy pomyśleć, iż niespełna 13 miesięcy później Tomasiak będzie sportowym bohaterem Polaków?
Tomasiak po Stochu
Skoki są sportem nieprzewidywalnym do bólu. W tym ich urok. Wyniki poniedziałkowego konkursu olimpijskiego na normalnej skoczni w Predazzo mogą szokować. Złoto zdobył Niemiec Philipp Raimund, który nigdy nie wygrał zawodów w Pucharze Świata, srebro wywalczył Tomasiak, choć nigdy w Pucharze Świata nie stał na podium. Obaj osiągnęli apogeum w najważniejszym momencie kariery, choć wierzymy, iż to, co najlepsze wciąż przed 19-letnim Tomasiakiem.



Ten srebrny medal młodego Polaka zmienia wszystko. Małysz nie będzie już wysłuchiwał złośliwych uwag Piesiewicza i jemu podobnych. Nagle trener kadry Maciej Maciusiak staje się człowiekiem sukcesu. Tuż po konkursie spadł mu z serca ciężki kamień. Przecież ten sezon polskich skoczków w Pucharze Świata jest słaby, a może wręcz fatalny. Tomasiak jest 14. w klasyfikacji generalnej i to jedyna pozytywna wiadomość. Pozostali polscy kadrowicze są w trzeciej i czwartej dziesiątce klasyfikacji. Polska zajmuje szóstą pozycję w drużynowym Pucharze Narodów, mając ponad czterokrotnie mniej punktów od prowadzących Austriaków. Tymczasem najlepszy ze skoczków z Austrii był w poniedziałek, w konkursie olimpijskim w Predazzo dopiero siódmy.


Dwoma olimpijskimi skokami Tomasiak przewrócił świat do góry nogami. Ale zostawmy na chwilę wielki sukces nastolatka, spójrzmy na chłodno na poniedziałkowe wyniki. W finałowej rundzie konkursu na skoczni normalnej Polska miała tylu zawodników co Chiny – kraj w skokach egzotyczny. Wąsek i Stoch przepadli po pierwszym skoku. Tomasiak udźwignął presję, walcząc samotnie.
Gratulacje od trzykrotnego mistrza olimpijskiego Kamila Stocha to być może dla nastolatka największy zaszczyt i nagroda. Choć oczywiście przed kamerami telewizji Kacper dziękował przede wszystkim rodzinie i trenerom. Maciusiak z kolei dzielił się zaszczytami z wszystkimi, którzy pracują na rzecz polskich skoków: w szkółkach, klubach, szkołach mistrzostwa sportowego. Nagle można było pochwalić system, który w ostatnich latach wydawał się niewydolny. Taka jest moc sukcesu olimpijskiego.
Wygranych jest więc wielu u boku Tomasiaka. Ten srebrny blask medalu igrzysk rozświetla czarną dziurę w polskich skokach, a może choćby w sportach zimowych. Do 2002 roku specjaliści od dyscyplin uprawianych na śniegu i lodzie byli w Polsce sportowcami drugiej kategorii. Przez trzy dekady nie potrafili zdobyć medalu na igrzyskach. W Salt Lake City Małysz przełamał impas, za nim poszła biegaczka Justyna Kowalczyk.



W biegach narciarskich nie udało się napisać dalszego ciągu sukcesów, w skokach bajka trwa, mimo tak poważnych turbulencji. W ostatnich 24 latach polscy skoczkowie przywieźli z igrzysk 10 medali, łyżwiarze, Kowalczyk i biatlonista Tomasz Sikora - drugie 10. Medalowa seria nie zostanie przerwana w Mediolanie i Cortinie. Co nie znaczy, iż Małysz może już spać spokojnie. Tomasiak ma szansę zastąpić Stocha, który po sezonie zakończy karierę. Dziesiątki tysięcy polskich fanów będą miały dla kogo przyjeżdżać do Wisły i Zakopanego. Jeden młody skoczek, najbardziej choćby obiecujący, to jednak wciąż za mało. Cieszmy się jego sukcesem, ale niech z niego coś wyniknie.
Idź do oryginalnego materiału