Co za mecz w Lidze Mistrzów! Zaczęło się od lania. Wilfredo Leon cierpiał

2 godzin temu
Zaczęło się od wielkiego lania, a potem były wielkie sportowe emocje, z przerwą na oświadczyny. Siatkarze PGE Projektu Warszawa pokonali Bogdankę LUK Lublin 3:1 (25:14, 23:25, 26:24, 25:20) w pierwszym meczu hitowego ćwierćfinału Ligi Mistrzów. Cierpiał Wilfredo Leon, cierpiał też mistrz Polski.
Nieco ponad dwa tygodnie temu kibice Projektu pod koniec meczu ligowego w warszawskiej hali Torwar spuszczali głowy, widząc jak siatkarze Bogdanki LUK Lublin punktują bezlitośnie ich ulubieńców. I niewielkim pocieszeniem były rozdawane przez zawodników po przegranej 1:3 (w ostatnim secie 12:25) kwiaty na Dzień Kobiet. Ale zrehabilitowali się wtorkowym występem, w którym przetrwali kryzys. Po ostatnim punkcie była wielka euforia, choć z fetą trzeba jeszcze poczekać.

REKLAMA







Zobacz wideo Koniec fazy zasadniczej PlusLigi. Michał Winiarski podsumowuje



Mieliśmy w ostatnich latach już polskie finały i półfinały Ligi Mistrzów, więc trudno uznać ten ćwierćfinał za coś wyjątkowego. Ale rozczarowania pod względem emocji we wtorek nie było, a to dopiero półmetek zmagań w tej rywalizacji.
Trudno było wskazać jednoznacznie faworytka w tej parze. Co prawda Bogdanka debiutuje w LM, ale mowa o mistrzu Polski, który w tym sezonie zdobył już oba krajowe trofea, jakie były do zdobycia (Superpuchar Polski i Puchar Polski). A do tego miejsca w ćwierćfinale LM wywalczył bezpośrednio dzięki wygraniu grupy. Projekt przepustkę do ósemki wyszarpał po pełnym dramaturgii dwumeczu ze słynny (choć osłabionym brakiem największej gwiazdy) włoskim Itasem Trentino. Do tego rok temu lały się łzy zawodnikom i kibicom stołecznej ekipy, bo była o krok od upragnionego Final Four w Łodzi, ale zapłaciła surową cenę za potknięcie w pierwszym meczu ćwierćfinału.
Teraz zaczęła tak, jakby chciała pokazać, iż wyciągnęła wnioski. W pierwszym secie świetnie wykorzystali słabość rywala, wywierając na nim wielką presję zagrywką. Najpierw w polu serwisowym na dobre zadomowił się Bartosz Bednorz, potem asy dokładali jeszcze Bartosz Gomułka i Kevin Tillie. Drużyna gości miała duże problemy w ofensywie. Warto pamiętać, iż do gry powoli wraca dopiero rezerwowy atakujący Mateusz Malinowski, a Kewin Sasak, który długo pauzował, wprowadzany jest epizodycznie.
Na zagrywce – tak, jak w sobotnim meczu ligowym – pojawił się wracający po zniesieniu tymczasowego zawieszenia Mikołaj Sawicki. Ale o ile trzy dni temu popisał się dobrą serią, to teraz posłał piłę w siatkę i to był koniec jego występu tego dnia. Trener Stephane Antiga bowiem dobrze zdawał sobie sprawę, iż nie ma tu miejsca na eksperymenty z graczem, który potrzebuje jeszcze czasu. Problem polegał jednak na tym, iż we wtorek długimi fragmentami mistrzom Polski brakowało ognia. Wilfredo Leon, który miał opatrunek na lewej ręce i nie trenował rano, nieraz z posępną obserwował to, co się działo.



Po ostatniej piłce pierwszej partii gwiazdor reprezentacji Polski pokazywał kolegom, iż muszą jak najszybciej zapomnieć o tym laniu. Sam starał się też na początku drugiej partii pokazać swoją grą, iż wszystko jeszcze jest możliwe. Wygraną w tej odsłonie jednak przynajmniej częściowo zawdzięczają rywalom. Ci bowiem roztrwonili dużą przewagę. Dość powiedzieć, iż od stanu 20:16 zdobyli już tylko trzy punkty. A obok Leona najważniejsze punkty zdobywał Hillir Henno.
Choć emocji nie brakowało, to w przerwie doszły dodatkowe. Po występie cheerleaderek jednej z nich – ku uciesze kibiców wypełniających Torwar – oświadczył się na środku parkietu jej partner. Gdy wrócono do walki emocji znów nie brakowało. Miano lidera cierpiącej Bogdanki bezsprzecznie należało do Henno. Młody Francuz dwoił się i troił, ale to nie wystarczyło. Po rywalizacji „punkt za punkt" w końcówce górą był Projekt. Zdecydował challenge, który wykazał, iż na koniec gospodarze popisali się asem.
Przy zmianie stron środkowy Jurij Semeniuk podskakiwał i pobudzał kibiców do jeszcze bardziej żywiołowego dopingu, choć nie było to potrzebne. Jego drużyna też poszła za ciosem, a Bogdanka coraz bardziej opadała z sił. Wymowny był m.in. pojedynczy blok Gomułki na Leonie. A ostatni punkt gospodarze zdobyli właśnie po zepsutej zagrywce największego gwiazdora ekipy z Lublina, który zwykle nęka w tym elemencie rywali.
Rewanż w Lublinie odbędzie się w przyszłą środę o godz. 18.
Idź do oryginalnego materiału