To nie był mecz jakich wiele, choć drużyny dzieli przepaść. Mistrz Hiszpanii i aktualny lider La Liga mierzył się z 12. zespołem drugoligowej tabeli. W poprzedniej rundzie Pucharu Króla Albacete wyeliminowało jednak Real Madryt, a potem rozpoczęło passę ligowych zwycięstw. Entuzjazm w mieście w południowo-wschodniej Hiszpanii był wielki, gdy następnym rywalem skromnego klubu została Barcelona. Kibice Albacete marzyli, iż gwiazdozbiór z Katalonii z Lamine Yamalem i Robertem Lewandowskim w składzie zostanie kolejną wielką ofiarą ich drużyny.
REKLAMA
Zobacz wideo Czy trener Widzewa poukłada drużynę? Kałucki: Nie widzę tego, nie wiem co on wykombinuje
Odrodzenie Ronalda Araujo
W pierwszej połowie Yamal zdobył gola na 1:0, a w 56. min gry Marcus Rashford mocno dośrodkował piłkę z rzutu rożnego. To była wielka chwila Ronalda Araujo, który pełni rolę pierwszego kapitana Barcelony po odejściu bramkarza Marca-Andre ter Stegena do Girony. Urugwajczyk zdobył bramkę na 2:0 strzałem głową. Jego koledzy i kibice Barcelony poczuli wagę tego momentu.
Pierwszy z gratulacjami pospieszył Yamal, a potem na plecy Araujo wskoczyli inni koledzy. Znają się z akademii La Masia, do której Urugwajczyk trafił jako nastolatek, w sierpniu 2018 roku. Dla Lamine’a i innych wychowanków klubu był starszym kolegą - wzorem waleczności, poświęcenia, dokładnie takim, jak zdecydowana większość graczy z Urugwaju. A ponieważ w ostatnich miesiącach przeszedł przez piekło, euforia jego i kolegów była wyjątkowa.
Kiedy Araujo trafiał z rezerw do pierwszej drużyny Barcelony, zaledwie półtora roku po przybyciu do La Masii, wydawało się, iż wyrośnie na jednego z najlepszych obrońców na świecie. Przy wzroście 191 cm, który w niskim zespole jest wyjątkiem, dysponuje siłą tura i szybkością geparda. Kibice Barcy uważali, iż Urugwajczyk zostanie następcą takich gigantów jak Carles Puyol czy Gerard Pique. Co poszło nie tak?
Zanim Araujo dotknął kryzys psychiczny, zaliczył okres gry znakomitej. Poprzedni trener Barcelony Xavi Hernandez zasłynął tym, iż w klasykach z Realem Madryt wystawiał Urugwajczyka nie na środku, ale na boku obrony. Araujo miał być odpowiedzią na największą wtedy gwiazdę Królewskich, Viniciusa Juniora. Po kilku pojedynkach z Urugwajczykiem Brazylijczyk przyznał, iż nie ma dla niego w La Liga trudniejszego przeciwnika.
Nieszczęście Araujo zaczęło się od ćwierćfinału Ligi Mistrzów 2024 roku, kiedy Barcelona prowadziła w dwumeczu z PSG 4:2. Rewanż odbywał się w Katalonii, gospodarze byli o krok od półfinału, gdy w 29. min Urugwajczyk wyleciał z boiska z czerwoną kartką, po głupim faulu. W ubiegłym sezonie zawalił z kolei półfinał z Interem Mediolan. Wszedł na boisko stadionu San Siro w 76. min. Dziesięć minut później Raphinha zdobył gola na 3:2. Barcelona była o kilkadziesiąt sekund od finału, ale w 93. min Araujo popełnił błąd przy golu Francesco Acerbiego, który dał Interowi prawo do dogrywki, a potem zrobił kolejny przy bramce Davide Frattesiego. Inter wygrał 4:3 i pojechał na finał. Dla Barcelony był to cios druzgocący.
Apogeum nastąpiło jednak 25 listopada 2025 roku w Londynie. Z opaską kapitana Araujo wyprowadził Barcelonę na mecz przeciwko Chelsea na Stamford Bridge. Potem jednak zaatakował arbitra za nieodgwizdanie faulu na koledze z drużyny, za co dostał żółtą kartkę. W 44. min, przy stanie 1:0 dla Chelsea, sfaulował Hiszpana Marca Cucurellę w tak absurdalny sposób, iż arbiter musiał dać mu drugą żółtą kartkę i wyrzucić z boiska. Barcelona przegrała mecz fazy ligowej Champions League 0:3.
Depresja obrońcy
Na Araujo spadła fala hejtu. Przypomniano sobie, iż już ligowy debiut w Barcelonie zakończył z czerwoną kartką. Wtedy wydawało się, iż zapłacił za brak doświadczenia, ale po meczu w Londynie wyglądał na nieuleczalnego recydywistę.
26-letni obrońca z Urugwaju sam czuł się winowajcą i nie umiał sobie poradzić z poczuciem winy. Zaraz po porażce na Stamford Bridge przyjechał do ośrodka treningowego Barcelony w towarzystwie swoich agentów. Wydawało się nawet, iż poprosi o pozwolenie na opuszczenie klubu. Stwierdził jednak, iż nie czuje się na siłach, by grać w kolejnych meczach. Od Hansiego Flicka i szefów klubu dostał czas na odbudowę psychiczną.
Klub z Katalonii wydał komunikat o infekcji żołądkowej u zawodnika, ale nikt w to nie uwierzył. Kapitan przeżywał głęboki kryzys psychiczny. Flick poprosił dziennikarzy, by to uszanowali i nie pytali o szczegóły. Prezes Laporta stwierdził, iż fala hejtu, która spadła na Araujo w mediach społecznościowych, jest wyjątkowo niesprawiedliwa. Urugwajczyk przestał trenować. Jego stan nazywano oficjalnie kryzysem psychicznym lub syndromem wypalenia. Nie było jasne, kiedy wróci do gry.
To był kolejny trudny moment w jego karierze. W lipcu 2024 roku na Copa America Araujo uległ kontuzji uda. Stracił przez nią pół roku, do gry wrócił dopiero w grudniu, po 147 dniach. Długo walczył o powrót do formy, Barcelona zastanawiała się nawet, czy nie przyjąć oferty Juventusu Turyn, który dawał za Urugwajczyka 30 mln euro. Flick uznał jednak, iż go potrzebuje. – Jest dla nas jak ojciec. Bez jego wsparcia nie dałbym rady – opowiadał Araujo po meczu z Albacete.
Teraz, już przed ligowym meczem z Realem Oviedo 25 stycznia Flick powiedział, iż Araujo jest gotowy do gry. Ale go nie wystawił. Urugwajczyk wszedł z ławki w spotkaniu Ligi Mistrzów z FC Kopenhaga i w meczu La Liga z Elche. Wreszcie w Albacete wrócił do podstawowej jedenastki. Zdobył gola, ale co najważniejsze nie popełnił błędu w defensywie. Barcelona straciła bramkę już po tym, jak Flick zastąpił go Julesem Kounde. Końcówka była dramatyczna, Gerard Martin wybił piłkę z pustej bramki Barcelony, ratując ją przed dogrywką.
Niestabilność w grze Araujo ma też swoje lepsze strony. U Flicka bywa specem do zadań specjalnych. 18 października 2025 roku Barcelona grała ciężki mecz ligowy z Gironą. W 82. min wciąż było 1:1, kiedy zdesperowany Flick zapytał urugwajskiego stopera, czy chce zagrać jako środkowy napastnik. „Tak" – usłyszał. Jeszcze na ławce Araujo mówił kolegom, iż jak tylko trener da mu szansę gry, zdobędzie zwycięską bramkę. Niemiec liczył na wzrost Urugwajczyka, tymczasem w 93. min Araujo zdobył gola nogą - na 2:1. Po czym całował herb Barcy na koszulce. Araujo nie przesadza, Barcelona to jego dom. Gdyby nie tamta bramka, klub z Katalonii nie byłby dziś liderem La Liga.
Dobry mecz z Albacete nie rozwiązuje problemów Araujo. Flick podkreśla, iż proces psychicznego odradzania się obrońcy trwa i wciąż będzie wprowadzał go do zespołu ostrożnie. Nie można więc ogłaszać, iż Urugwajczyk odzyskał miejsce w podstawowej jedenastce i pozycję jednego z liderów drużyny. Wykonał jednak istotny krok w tym kierunku.

2 godzin temu

















