Było 3:6, 1:3, gdy Fręch rzuciła się w pogoń. Sceny na korcie w Dosze

1 godzina temu
Magdalena Fręch pożegnała się z turniejem WTA 1000 w Dosze. Polka przegrała w drugiej rundzie z Amerykanką Ann Li 3:6, 4:6, a to spotkanie zupełnie nie układało się po myśli Łodzianki. Szczególne problemy nasza tenisistka miała z forhendami posyłanymi przez rywalkę.
Magdalena Fręch w pierwszej rundzie turnieju WTA 1000 w katarskiej Dosze pokonała Ludmiłę Samsonową po bardzo wymagającym, niemal trzygodzinnym pojedynku 6:4, 4:6, 7:6(7). Polka trafiła na Amerykankę Ann Li, która wcześniej ograła Kanadyjkę Leylah Fernandez.

REKLAMA







Zobacz wideo Świątek zatrzymana przez Rybakinę w Australian Open! Czego zabrakło?



Pierwszy set do zapomnienia. Fręch musiała odrabiać straty
Łodzianka nie weszła zbyt dobrze w mecz, a rywalka zaskakiwała ją skutecznymi serwisami. Po chwili Li zdobyła pierwsze w tym spotkaniu przełamanie, choć Fręch zdołała wybronić jednego z dwóch break pointów. Forhend amerykańskiej tenisistki był jednak bezlitosny.
Magda nie była w stanie złapać dobrego rytmu, co spowodowało, iż w kolejnym gemie w decydującym momencie wyrzuciła najpierw return, a potem bekhend. Zrobiło się 0:3 i już w tym momencie jasne było, iż o awans do trzeciej rundy Polka łatwo mieć nie będzie.


Po zmianie stron sytuacja na korcie trochę bardziej się wyrównała, a zawodniczki walczyły na dłuższe wymiany. Łodzianka jednak zmarnowała okazję na wygranie gema, a Li zagrała forhendowego winnera, podwyższając prowadzenie.
Fręch zminimalizowała straty dzięki znakomitym dwóm odpowiedziom na skróty Li, a ponadto popisała się doskonałymi returnami. Po zdobyciu przełamania przyszedł czas na wygranie gema serwisowego, kończąc go w najlepszym możliwym stylu - asem! Niestety, Amerykanka wróciła do optymalnej dyspozycji i ostatecznie udało jej się rozstrzygnąć pierwszego seta wynikiem 6:3.



Przełamanie za przełamaniem
Druga partia rozpoczęła się od popisów forhendowych Li. Na domiar złego Fręch posłała piłkę w siatkę i dała przeciwniczce szansę na przełamanie, którą Amerykanka bez problemu wykorzystała. Na szczęście gwałtownie doszło do przełamania powrotnego - Łodzianka dobrze returnowała, a na koniec posłała skuteczny forhend po krosie i wyrównała stan seta.


Obie panie postanowiły łamać się w najlepsze - Li odegrała się naszej zawodniczce jej bronią - forhend krosem i znów była na prowadzeniu. Z tym, iż w grze Magdy widać było dużo więcej pewności niż w poprzedniej odsłonie meczu. Choć Amerykanka prowadziła już 3:1, to popełniała błędy przy serwisach Fręch, a następnie dwukrotnie chybiła z bekhendu. Polka doprowadziła do remisu 3:3.
Ann Li podejmowała ryzyko i to była dla niej gra warta świeczki. Rywalka naszej tenisistki dobrze czuła się w dłuższych wymianach, a jeszcze lepiej grała z forhendu. To poskutkowało jeszcze jednym przełamaniem, co na szczęście nie podłamało Fręch. Polka walczyła, ale dawała się tym samym wyciągać pod siatkę, co stwarzało Amerykance kolejne okazje do minięcia 28-latki. Ostatecznie wyrównany gem padł łupem Łodzianki, gdyż Li niespodziewanie popełniła podwójny błąd serwisowy, broniąc break pointa.
Szkoda było przede wszystkim piłki, którą Fręch zmarnowała po kapitalnej wymianie na początku dziewiątego gema w drugim secie. Amerykanka w dalszym ciągu posyłała głębokie forhendy i nie pozostawiała naszej zawodniczce złudzeń. Ostatecznie to Ann Li zameldowała się w trzeciej rundzie, pokonując Polkę 6:3, 6:4 po nieco ponad godzinie gry.



Zobacz też: Kolejna porażka Sabalenki. "Jest z tym większy problem"
Idź do oryginalnego materiału