W niedzielę odbyło się tylko jedno spotkanie rozgrywane w ramach Krajowej Ligi Żużlowej. Na krakowskim owalu miejscowy Speedway Kraków podejmował Ultrapur Omega Gniezno. Początkowo goście wyszli na dziesięciopunktowe prowadzenie. W ostatnich pięciu biegach Krakowianom udało się jednak doprowadzić do remisu i zakończyć mecz z kolejnym punktem do ligowej tabeli. W znaczący sposób przyczynił się do tego Michael West.
Australijczyk podchodził do meczu jako rezerwowy. Na tor wyjechał jednak już w drugiej serii. W biegu siódmym 22-latek zastąpił Richarda Lawsona i znakomicie przywitał się z krakowską publicznością. Do mety przywiózł bowiem „trzy” punkty. Nie był on jednak usatysfakcjonowany ze startów w pierwszych dwóch wyścigach. Nie będąc pewnym tego, co powinien zrobić, postanowił zadzwonić do mechanika Villadsa Nagela, który zasugerował mu zmiany w ustawieniach. Przyniosły one pożądany efekt.
– Naprawdę poczułem ulgę, ponieważ stresowałem się przed meczem. Wszystko ze mnie jednak zeszło i wszystko poszło dobrze. W pierwszych dwóch wyścigach nie miałem najlepszych startów, ale zrobiłem zmiany w motocyklu. Nie byłem pewien, co zrobić, więc zadzwoniłem do swojego kolegi, który powiedział mi coś, zmieniłem to i po tym było wyraźnie lepiej, więc bardzo się z tego cieszę – mówił nam po zawodach Michael West.
Przed meczem z zespołem z Gniezna West brał udział w ligowym spotkaniu Speedway Kraków na torze w Gdańsku. Tamta rywalizacja nie poszła jednak po jego myśli. Zdobył on bowiem jeden punkt w trzech startach. Tak Australijczyk wypowiedział się na temat poprawy względem rywalizacji z Wybrzeżem.
– Mój ostatni mecz był naprawdę słaby, więc to szalone. Żużel jest szalony, jak jeden mecz może być bardzo, bardzo słaby, a następny fenomenalny. To nie ma sensu i jest to z jednej strony irytujące, ale również fajne – przyznał.
Sztab szkoleniowy Speedway Kraków bardzo gwałtownie zdecydował się na roszady taktyczne. Najpierw w biegu piątym Łobodzińskiego zastąpił Lewiszyn, a następnie w biegu siódmym Lawson został w parku maszyn kosztem Westa. Jak przyznał sam Australijczyk, nie było konkretnego planu, a on sam jeszcze przed meczem myślał w pewnym momencie, iż będzie w podstawowym składzie swojej drużyny.
– Wszystko dzieje się w chwilę, więc nie było wcześniej przygotowanego planu. Czasami może być to irytujące, ale to nie jest mój pierwszy raz, przywykłem do tego teraz, więc jest to okej. Przed meczem plany się nieco zmieniały, ponieważ myślałem, iż będę w składzie, więc byłem na to przygotowany. Potem się to zmieniło i wróciłem do numeru szesnaście, ale jest to w porządku – zaznaczył.
Ostatecznie Michael West zrobił prawdziwą furorę jako rezerwowy i pokazał, iż zebrane w tym roku doświadczenie procentuje. On sam nie zamierza narzekać na taką rolę w meczach i docenia możliwość wyjazdu na tor i pokazania się kibicom. Jak przyznał, w tym roku chce skupić się na uczeniu się ligowych realiów.
– W moim pierwszym sezonie, to okej, żeby być rezerwowym. Nie ma na mnie zbyt wiele presji i jest to dla mnie dobra pozycja, aby wyjechać czasem na tor i nabierać doświadczenia. Ten rok według mnie jest głównie pod znakiem nauki i myślę, iż na pewno to robię. Jestem zadowolony z mojego progresu w tym sezonie – zakończył.














