Bukowiecka może wygrać finał i zostać bez medalu. To nie żart

1 godzina temu
- Mogę wygrać finał i zostać bez medalu. Dobiegnę do mety i nie będę wiedziała czy mam się cieszyć, czy nie - mówi Natalia Bukowiecka. Nasza gwiazda biegu na 400 metrów pewnie awansowała do finału tej konkurencji na halowych mistrzostwach świata w Toruniu. Ale teraz czeka ją rywalizacja, której zasady trudno zrozumieć i zaakceptować.
W piątkowej sesji porannej Natalia Bukowiecka bez problemów wygrała swój bieg eliminacyjny, a w sesji wieczornej w jeszcze lepszym stylu triumfowała w swoim półfinale. W nagrodę w sobotni wieczór nasza multimedalistka olimpijska pobiegnie w pierwszym z dwóch finałów. Tak, władze światowej lekkoatletyki naprawdę uznały, iż dobrym pomysłem będzie rozbicie walki o medale na dwa biegi.

REKLAMA







Zobacz wideo Ada Sułek wyznaje: "Miałam trenera, który miał problem z alkoholem. Do Tokio pojechałam sama"



- To źle, iż pobiegnę w pierwszej serii. Kurczę, nie podoba mi się to. Mogę wygrać swój finał i zostać bez medalu. Dobiegnę do mety i nie będę wiedziała czy mam się cieszyć, czy nie – mówi wprost Bukowiecka.
Absurdalny pomysł działaczy. Finał, a za osiem minut kolejny finał
Jeszcze rok temu w halowych mistrzostwach świata w chińskim Nankinie wszystko odbywało się normalnie – w finale 400 metrów na sześciotorowej bieżni wystartowało sześć najlepszych zawodniczek. Na pewno w hali dużo większe znaczenie niż na stadionie ma to, którym z torów się biegnie. Ale trudno tymi różnicami usprawiedliwić wprowadzenie nowego formatu finału. Absurdalnego formatu.
W sobotę o godzinie 20.40 na starcie pierwszego finału staną cztery zawodniczki: mająca trzeci czas półfinałów Lieke Klaver (51,23 s), legitymująca się czwartym wynikiem Bukowiecka (51,41), piąta w półfinałach Blanca Hervas (51,58) i szósta Zoe Sherar (51,61). Osiem minut później w bloki startowe wejdą cztery kolejne finalistki – najszybsza w półfinałach Henriette Jaeger (50,95), Lurdes Gloria Manuel (50,96), mająca siódmy wynik Mercy Oketch (51,90) i Wadeline Venlogh, która uzyskała ósmy rezultat (52,04).
- To wszystko jest dziwne. W normalnej walce widzi się rywalki albo czuje je za plecami. Na pewno dużo ciekawsza byłaby rywalizacja, gdybyśmy biegły jak zawsze – komentuje Bukowiecka.



Bukowiecka nie pomoże polskiej sztafecie
Nasza faworytka do medalu, może choćby do złota, jest zirytowana nowymi zasadami, ale jednocześnie jest zadowolona ze swojej formy i spokojna o to, iż w finale też pokaże się z bardzo dobrej strony. – Niestety, w południe tylko w telewizorze obejrzę finał sztafety mieszanej [o godzinie 12.00]. Chciałabym tu przyjechać, a najbardziej chciałabym biegać, ale niestety, nie tym razem – mówi. Dlaczego? To jasne: - Muszę oszczędzać wszystkie siły na indywidualny finał. Myślę, iż trzeba będzie pobiec w granicach 50,50 s, żeby wygrać. Mam nadzieję na rekord Polski. Dobrze się czuję, dobrze wyglądam, dotychczasowe biegi kontrolowałam – mówi.


Rekord Polski należący do Bukowieckiej od 2023 roku to 50.83 s. W tym roku Natalia na razie dobiegła do wyniku 50,97 s. To jest dziesiąty najlepszy rezultat na świecie w bieżącym sezonie. Ale widać, iż to, co najlepsze nasza brązowa medalistka olimpijska indywidualnie oraz złota i srebra w sztafetach naprawdę kumuluje w sobie na sobotni wieczór.
Obyśmy tylko po tych przedziwnie rozegranych finałach nie mieli poczucia, iż zostały wypaczone. – Nas, zawodniczek, absolutnie nikt z działaczy nie pytał o zdanie. Pytają nas o to tylko dziennikarze. I nie słyszałam, żeby którejkolwiek z dziewczyn się ten nowy format podobał. Ale zobaczymy po finale, może ktoś będzie zadowolony – podsumowuje Bukowiecka. Obyśmy zadowoleni byli my, którzy w Toruniu jesteśmy w zdecydowanej większości. Obyśmy dzięki Natalii wysłuchali tu „Mazurka Dąbrowskiego". Ale też obyśmy takie finały przeżywali pierwszy i ostatni raz. Podobno szef World Athletics Sebastian Coe już daje sygnały, iż właśnie tak będzie.
Idź do oryginalnego materiału