Dwukrotny pretendent do tytułu mistrza świata podsumował swój kolejny sezon w cyklu Grand Prix. Brady Kurtz zakończył tegoroczne zmagania na trzecim miejscu, sięgając po brązowy medal indywidualnych mistrzostw świata. Choć Australijczyk ma za sobą kapitalny rok, w którym wygrał jeden turniej, sześciokrotnie stawał na podium i aż ośmiokrotnie meldował się w ścisłym finale, w jego słowach słychać zarówno ogromną dumę, jak i pewien niedosyt.
Dla zawodnika reprezentującego na co dzień barwy wrocławskiej Sparty był to dopiero drugi pełny sezon w elitarnym gronie, a po raz drugi z rzędu liczył się w grze o złoto do ostatniego wyścigu sezonu. W pokonanym polu zdołał wyprzedzić go jedynie rewelacyjny Robert Lambert, który przypieczętował swój pierwszy tytuł w karierze. Kurtz nie ukrywa, iż poprzeczka po genialnym debiucie zawieszona była niezwykle wysoko, a wyścig o koronę po raz kolejny przyniósł skrajne emocje.
Słodko-gorzki smak brązowego medalu
W swoim wpisie w mediach społecznościowych Australijczyk szczerze ocenił minione miesiące na światowych owalach. Zwrócił uwagę na niesamowity poziom rywalizacji i trudność w powtórzeniu tak wybitnych wyników rok do roku.
– Trudno uwierzyć, iż to już dwa pełne sezony w Speedway GP. Mam wrażenie, iż to był rok w stylu „prawie się udało”. Poprzeczka i oczekiwania zawieszone w 2025 roku były niezwykle trudne do powtórzenia. Walka o mistrzostwo świata do ostatniego biegu przez dwa lata z rzędu to z jednej strony wielkie osiągnięcie, a z drugiej niezwykle gorzka pigułka do przełknięcia. Wielkie gratulacje dla Roberta Lamberta i jego teamu za w pełni zasłużony tytuł – przekazał Brady Kurtz.
Mimo niedosytu związana z utratą szansy na złoto, 30-letni żużlowiec docenia wagę wywalczonego krążka. Stanąć na podium cyklu SGP wśród trzech najlepszych zawodników globu to wyczyn, który na stałe wpisuje go do historii czarnego sportu.
– Stanąć na podium na koniec sezonu z brązowym medalem to coś, z czego wciąż jestem ogromnie dumny. Nie potrafię wystarczająco podziękować mojemu teamowi (Komin, Hubert i Tom) za ich wysiłek i zapewnienie mi jak najlepszych możliwości. Nie mógłbym marzyć o lepszych ludziach wokół siebie. Podziękowania należą się także ASH-TECH i jego ekipie – podkreślił lider wrocławian.
Oczy zwrócone w stronę Antypodów i zapowiedź walki o złoto
Ważną częścią podsumowania były podziękowania skierowane do najbliższych oraz kibiców, którzy wspierali go na stadionach na całym świecie, a także przed telewizorami – w tym do fanów w Australii, którzy z powodu różnicy czasu śledzili jego zmagania w środku nocy.
Kurtz kończy jednak swój wpis mocnym, optymistycznym akcentem, który wywoła sporo emocji w parku maszyn przed kolejnymi zmaganiami. Po wejściu w wiek 30 lat Australijczyk uważa, iż najlepsze momenty w jego karierze są dopiero przed nim.
– Dziękuję mojej rodzinie, sponsorom, wszystkim na stadionach, przed telewizorami oraz tym, którzy w Australii wstawali w środku nocy. Wasze wsparcie było niesamowite. To może nie był mój rok, ale jestem cierpliwy. Mam teraz 30 lat i wierzę, iż moja najlepsza forma jest dopiero przede mną – podsumował reprezentant Australii.
















