Alaksandr Chackiewicz jest legendą Dynama Kijów. Grał tam w latach 1996-2004 i przez ten czas ośmiokrotnie sięgnął po mistrzostwo, a cztery razy po Puchar Ukrainy. Ponadto był istotną postacią zespołu, który w okresie 1998/99 dotarł do półfinału Ligi Mistrzów. Już po zawieszeniu butów na kołku pracował tam jako trener (2012 i 2017-2019), dwukrotnie zdobywając Superpuchar Ukrainy. Później trafił do Polski, skąd nie ma zbyt dobrych wspomnień.
REKLAMA
Zobacz wideo Legia straciła swoją markę? Kosecki: W tej chwili jest rozpoznawalna tylko dzięki nim!
Alaksandr Chackiewicz nie zrobił furory w Polsce. Odchodził w atmosferze skandalu
Chackiewicz był konsultantem w Skrze Warszawa, klubie wówczas grającym w A Klasie. Zdecydowanie większym wyzwaniem była dla niego praca w Zagłębiu Sosnowiec, ówczesnym pierwszoligowcu, które w okresie od stycznia do kwietnia 2024 r. poprowadził w sześciu spotkaniach. Nie dość, iż wyniki były fatalne (dwa remisy i cztery porażki), to klub był pogrążony w chaosie organizacyjno-finansowym.
Białorusin sam dolewał oliwy do ognia, chociażby kuriozalnymi wystąpieniami na konferencjach prasowych. Wielkim skandalem było natomiast zaatakowanie go przez kiboli Zagłębia. - Na trening przyszła hołota w kominiarkach, agresywnie nastawiona, i zaczęła mieć pretensje do drużyny - wspomniał już po opuszczeniu Sosnowca.
- Gdy obróciłem się w ich kierunku, powiedziałem po angielsku "zdejmijcie maski". Wtedy jeden człowiek wyprowadził cios. Zablokowałem go. Prawo ulicy mówi, iż jeżeli dostałeś cios jako pierwszy, to możesz odpowiedzieć. Rozumiałem jednak, iż jeżeli odpowiem, to dojdzie do wielkiego konfliktu z trudnymi do przewidzenia konsekwencjami - dodawał. Teraz znów opowiedział o pobycie w Polsce.
Alaksandr Chackiewicz nie zostawia złudzeń ws. pracy w Zagłębiu. Wprost o ludziach z Sosnowca
W wywiadzie dla ukraińskiego serwisu ukrfootball.ua 52-latek, który od września 2025 r. pełni funkcję wiceprezesa Polissy Żytomierz, został zapytany o pracę na Cyprze oraz w naszym kraju. - Złe doświadczenie to też doświadczenie - wymownie zaczął.
Jego wspomnienia z czasu spędzonego w Zagłębiu wykraczają poza kwestie sportowe. - W Polsce sytuacja jest nieco inna (niż u Cypryjczyków - red.). Kluby są miejskie, a władze miasta mają duży wpływ. Sosnowiec to małe górnicze miasteczko. Ludzie tam się nie uśmiechają - wypalił.
Sprawdź także: W Polsce będzie wielka reforma. Chodzi o sędziów. To już pewne
Jednocześnie w samym zespole nie działo się dobrze. - Przyjechał zagraniczny trener i wielu zagranicznych zawodników, a rezultatu nie było - zaczęło się napięcie. We wszystkich drużynach, w których trenowałem lub grałem, panowała jedność, dążenie do jednego celu, ale w Zagłębiu tego nie widziałem - stwierdził.
Na Cyprze, gdzie Chackiewicz w sześciu meczach poprowadził Karmiotissę, napotkał zupełnie inne przeszkody. - Wszystko było w porządku, dopóki nie powiedziano mi, iż muszę grać w "ustawione gry" - ustawione mecze. To nie moja (bajka - red.). Więc nasza relacja bardzo gwałtownie się zakończyła - wyjawił. - Rozumiesz, iż nie możesz wpłynąć na tę sytuację i zmienić systemu. Taki jest system i nie da się z nim walczyć: albo akceptujesz zasady, albo nie. Ja ich nie akceptuję - zakończył.
Poza Zagłębiem Sosnowiec, Karmiotissą i Dynamem Kijów Alaksandr Chackiewicz w przeszłości prowadził m.in. Rotor Wołgograd (2019-2021), reprezentację Białorusi (2014-2016) czy Witebsk (2008-2009). - Przyznaję się i o tym już mówiłem, iż największa moją pomyłką był wyjazd do obsr****o Wołgogradu i do tej obsr***j Rosji - tak wspomniał pracę nad Wołgą.

1 godzina temu









