W maju tego roku miną 22 lata, odkąd Arsenal Londyn po raz ostatni został mistrzem Anglii. W niezapomnianym sezonie 2003/04 "Kanonierzy" nie zostali jednak tylko najlepszą drużyną w kraju - stali się "The Invincibles", czyli "Niezwyciężonymi". Pierwszym angielskim zespołem od Preston North End w latach 80. XIX wieku, który sięgnął po tytuł, nie ponosząc po drodze ani jednej porażki. Wdrapali się na najwyższy ze szczytów w najlepszym możliwym stylu. Mogli patrzeć na wszystkich z góry. Tym, czego się wówczas spodziewać nie mogli, było to, iż na kolejny taki moment będą czekać dekady.
REKLAMA
Zobacz wideo Kosecki szczerze o zwolnieniu Urbana: To było dla mnie strasznym ciosem
Jak mistrz do Londynu to tylko na Stamford Bridge, na Stamford Bridge
Arsenal przez lata tylko patrzył. Patrzył, jak tytuł mistrzowski wielokrotnie odwiedzał Londyn, ale nigdy Emirates Stadium, tylko położone około 11 km na południowy zachód Stamford Bridge - tamtejsza Chelsea po 2004 roku zdobywała tytuł pięciokrotnie. Cieszyła się też czerwona część Manchesteru (United wygrywali pięć razy), cieszyła się błękitna część Manchesteru (City triumfowało ośmiokrotnie), cieszyła się czerwona część Liverpoolu (dwa mistrzostwa "The Reds"). Cieszyło się choćby Leicester, które w okresie 2015/16 sprawiło, iż w całej Anglii słychać było huk opadających na ziemię szczęk. Arsenal? Cztery razy wygrywał Puchar Anglii, ale to były tylko skrawki. Spragnieni sukcesu fani pod koniec 2019 roku zaczęli jednak słyszeć "Trust the process", czyli "Zaufajcie procesowi".
"Trust the process", czyli jak Arsenal i Mikel Arteta chcieli wyjść z cienia
Interesy Arsenalu i Mikela Artety się pokrywały. Londyńczycy pragnęli wyjść z cienia innych i w końcu poczuć smak zwycięstwa, a Hiszpan, były piłkarz "Kanonierów", który przez trzy lata uczył się trenerskiego fachu od Pepa Guardioli, chciał zapracować na swój własny blask. Początki wymagały jednak i planu, i cierpliwości.
Pod koniec 2019 roku Arsenal potrzebował remontu. Z jednej strony Mesut Oezil miał już 30 lat, a z drugiej Bukayo Saka i Gabriel Martinelli mieli po 17-18. W obronie biegali Shkodran Mustafi, David Luiz i Sead Kolasinac, na co fani "Kanonierów" do dziś reagują ciarkami na plecach. Potencjał do powrotu na szczyt był, ale wiele rzeczy trzeba było zmienić. Arteta mówił o początku procesu i prosił o zaufanie.
To zaufanie nie zawsze było. Jego debiutancki sezon 2019/20 Arsenal skończył na ósmym miejscu, w dwóch kolejnych były kolejno ósma, a potem piąta lokata. Hasło "Trust the process" stało się podobnym memem, jak swego czasu czwarte miejsce, które "Kanonierzy" w latach 2005-13 zajmowali sześciokrotnie. Ze strony wielu fanów pojawiła się presja na klub, by Artetę zwolnić i pewnie w niejednym klubie by to zrobiono, choćby bez dodatkowej zachęty. Jednak coś działaczom na Emirates podpowiedziało, by go nie zwalniać - po drodze zespół zdobył Puchar Anglii w 2020 roku.
Ponad dwa lata czyszczenia i budowy przygotowały koronę. Brakuje w niej jednak klejnotu
Trzy ostatnie sezony Arsenalu to już poważna walka o mistrzostwo, Arteta w końcu zbudował zespół godny tego zadania. Z potężnym duetem Gabriel - William Saliba na środku obrony, w latach 2023-25 wspartym Jakubem Kiwiorem jako rezerwowym. Ze środkiem pola, w którym kreatywność gwarantuje Martin Odegaard, a wszystko spina Declan Rice. Z Bukayo Saką na skrzydle, który wyrósł na czołowego zawodnika na swojej pozycji na świecie. Arsenal w końcu się przepoczwarzył. Proces zmienił się w projekt.
Ale ten projekt wciąż się nie zakończył, przez ostatnie trzy lata Arsenal potrafił koncertowo przegrywać mistrzostwa. Dwa razy ścigał się z Manchesterem City, w okresie 2023/24 wciskał gaz do dechy, gdy wygrał 16 na 18 ostatnich ligowych spotkań, a i tak przegrał tytuł o dwa punkty. Natomiast w kolejnych rozgrywkach, gdy "The Citizens" znacząco osłabli, świetnie zaczął grać Liverpool pod wodzą Arne Slota. "The Reds" wygrali tytuł o 10 punktów przed Arsenalem, a gdyby nie spuścili z tonu w końcówce, gdy mistrzostwo już mieli praktycznie w kieszeni, to mogliby być lepsi i o drugie tyle.
Dla "Kanonierów" było to trzecie srebro z rzędu. W dodatku rana została solidnie nasmarowana solą i pokropiona sokiem z cytryny. Wszak finalnie Liverpool zgarnął tytuł, Chelsea wygrała Ligę Konferencji, Tottenham przełamał się po latach i zwyciężył w Lidze Europy i choćby Puchar Anglii powędrował w ręce Crystal Palace. Trofea na lewo i prawo, tylko nie na Emirates. Dlatego właśnie to, co dzieje się w tym sezonie, traktowane jest przez wielu w kategorii "now or never", czyli "teraz albo nigdy".
Mur nie do przebicia. Arteta przypomina Premier League, co znaczy defensywa
Jest druga połowa stycznia. Arsenal jest liderem Premier League, ma absolutnie najlepszą obronę w lidze, środkiem pola trzęsą Declan Rice i Martin Zubimendi, a kadra jest szeroka, z jakościowymi zmiennikami na wielu pozycjach. adekwatnie jedynym kłopotem jest brak masowo strzelającego gole napastnika, bo Viktor Gyokeres ma ich w Premier League na razie tylko pięć. Jednak jeżeli Arsenal był w stanie robić takie wyniki bez skutecznej dziewiątki, to strach myśleć co będzie, jeżeli Szwed się rozkręci.
Sam Thierry Henry, były znakomity napastnik "Kanonierów", mówił w grudniu, iż dla Arsenalu nie ma wymówek w tym sezonie. Musi wygrać ligę. Co więcej, na Emirates dobrze o tym wiedzą. - Wewnątrz drużyny wciąż panuje względny spokój, choć pojawiają się ostatnio obrazki, takie jak frustracja Declana Rice'a. Podczas jednego z ostatnich spotkań, gdy Arsenal nie wykorzystał potknięcia Manchesteru City, widać było jak kłóci się z asystentem Artety. Z kolei po ostatnim meczu ligowym, zremisowanym tylko 0:0 z Nottingham Forrest, głośno, sam do siebie, ale i w przestrzeń, powiedział "Za każdym razem coś takiego się dzieje!". Ogólnie jednak z zespołu płynie przekaz taki, iż zachowują spokój, są nastawieni na sukces. interesująca jest wręcz ta taktyka medialna Artety i zespołu. Oni cały czas powtarzają, iż chcą tych trofeów. Wręcz sami na siebie nakładają presję - mówi Sport.pl Radosław Przybysz z portalu Meczyki, prywatnie kibic Arsenalu.
Tylko oni wciąż czekają. Przełamał się choćby Tottenham
Triumf w lidze to jedno, ale "Kanonierzy" wyglądają jak dotąd na zespół, który może zrobić coś, co jeszcze nigdy mu się nie udało. To tak naprawdę jedyny z największych angielskich klubów bez choćby jednego znaczącego triumfu na arenie międzynarodowej. choćby kojarzony z kompletnym brakiem trofeów Tottenham wygrał rok temu Ligę Europy. Arsenal? Przegrał jeden finał Ligi Mistrzów (1:2 z Barceloną w 2006 roku), a także dwa Ligi Europy (po karnych z Galatasaray w 2000 roku, gdy był to jeszcze Puchar UEFA i 1:4 z Chelsea w 2019). "Kanonierzy" wygrali jedynie nieistniejący już Puchar Zdobywców Pucharów w 1994 roku.
Teraz widać szanse na coś więcej, bo w fazie ligowej Ligi Mistrzów Arsenal jest na razie jedynym niepokonanym zespołem. Ma komplet zwycięstw w siedmiu meczach i jest pewny awansu do 1/8 finału. Pokonał m.in. Inter Mediolan na wyjeździe (3:1), rozbił w drobny mak Atletico Madryt (4:0), a rady nie dał mu choćby piekielnie silny w tym sezonie Bayern Monachium (3:1). Oczywiście faza pucharowa będzie mieć swoje zasady - Liverpool rok temu zajął pierwsze miejsce w tabeli, ale potem w 1/8 finału odpadł z późniejszym zwycięzcą, czyli PSG. Faza ligowa o niczym nie świadczy, ale w przypadku Arsenalu potwierdza, iż obecny zespół jest znakomicie dysponowany.
- Arsenal nie jest w pozycji do wybrzydzania, Arsenal jest wygłodniały sukcesów. Może jakiś kibic powiedziałby dzisiaj, iż "nie, jaka Liga Mistrzów, nas obchodzi tylko Premier League". Jednak myślę, iż gdyby znów byłoby drugie miejsce w lidze, ale udałoby się wygrać Ligę Mistrzów, to nikt by nie narzekał - uważa Przybysz. I jednocześnie podkreśla, iż dla samego Artety bardziej "lśniącą" perłą w koronie byłoby jednak mistrzostwo Anglii. - Wygranie ligi to jest dowód tego, jak potrafisz być równy i stabilny długimi miesiącami. Jakby spojrzeć na ostatnie 2-3 lata, Arsenal obok City jest najbardziej stabilną drużyną Premier League. Triumf na krajowym podwórku byłby lepszym uznaniem jego pracy - ocenia dziennikarz.
Premier League znów mówi "sprawdzam". Co odpowie Arsenal?
Przed Arsenalem najważniejsze pół roku pod wodzą Artety. Ich pozycja różni się od tych, które mieli w poprzednich latach. To nie oni ścigają się z mocarzem o mistrzostwo Anglii. Oni tym mocarzem są. Gablota została otwarta i teraz ich w tym głowa, by w końcu coś do niej wsadzić. Sam Hiszpan potrzebuje stempla na wszystkim, co dotąd zrobił. Na zaufaniu, którym został obdarzony, a dostał go naprawdę sporo. Znacznie więcej niż jego poprzednik Unai Emery.
- On jest właśnie takim menedżerem w stylu angielskim. Zmienił wiele rzeczy, ma ogromny wpływ na funkcjonowanie całego klubu, poprawił mnóstwo, jeżeli chodzi też o sprawy pozaboiskowe. Do tego doszło sukcesywne wzmacnianie zespołu. Arsenal po prostu robi się mocniejszy z sezonu na sezon. Jest w klubie dążenie do perfekcji, tym wręcz opętany jest Arteta. Każdy, kto się z nim spotyka, mówi, jak bardzo on jest nastawiony na sukces. Zaraża też tym piłkarzy - podsumowuje pracę Hiszpana Przybysz. A co gdyby jednak znów się nie udało? - Nikt w zarządzie na Artetę ręki nie podniesie. Prędzej sam by zrezygnował - ocenia ekspert.

1 godzina temu












