Dla Mai Chwalińskiej ćwierćfinał turnieju rangi WTA 250 już był dużym osiągnięciem. Być może choćby największym w karierze, bo w cyklu WTA Polka jeszcze nigdy nie zaszła tak daleko, choćby w 250-tkach. W drodze do 1/4 finału nasza reprezentantka ograła Anę Bogdan oraz Olgę Danilović (wcześniej przebrnęła też kwalifikacje). Szczególnie ten drugi mecz był dla niej trudny. Zobaczyliśmy w nim dwie twarze Mai, na szczęście tę lepszą częściej, bo to Polka wygrała 6:1, 1:6, 6:2, odnosząc swoje siódme w karierze zwycięstwo nad zawodniczką z Top 100 światowego rankingu.
REKLAMA
Zobacz wideo Damian Żurek: Nie mam obaw, jestem spokojny. Wizualizuję sobie olimpijski start, ale nie dmucham balonika
Brutalny popis faworytki już w pierwszym secie. 25 minut wystarczyło
Teraz jednak poprzeczka jeszcze bardziej się podnosiła. Na drodze Polki do półfinału stanęła turniejowa "jedynka" Emma Raducanu. Mistrzyni US Open z 2021 roku wybrała grę w Cluj-Napoca, co aż tak bardzo nie dziwi, biorąc pod uwagę jej rumuńskie korzenie (ojciec pochodzi z Bukaresztu). Jak dotąd bardzo pewnie szła przez drabinkę, pokonując bez straty seta Greet Minnen oraz Kaję Juvan. Chwalińska jeszcze nigdy nie pokonała kogoś na papierze tak mocnego. Jednak wcale nie należało jej skreślać. Zresztą było o co grać. Ćwierćfinał już dawał Polce awans na 134. pozycję w rankingu WTA, a półfinał oznaczałby kolejne pozycje do góry (na 126.).
Niestety Raducanu bardzo gwałtownie pokazała Polce, iż tutaj rywalizacja wchodzi już na naprawdę wysoki poziom. Od początku widać było różnicę w mocy uderzenia. Na korzyść Brytyjki, rzecz jasna. W pierwszych trzech gemach meczu Raducanu aż dwa razy przełamała Chwalińską, wywierając returnem dużą presję. Szczególnie szkoda gema nr 3, bo tam po bardzo dobrych serwisach było już 30:0 dla Polki, a skończyło się wygraną Brytyjki na przewagi. W dalszej części seta nie było lepiej. Maja nie miała sposobu, by wymuszać błędy rywalki, a Raducanu niewymuszonych praktycznie nie popełniała (tylko 3). Posłała za to 10 uderzeń wygrywających. Wszystko to mogło oznaczać tylko jeden wynik w secie, czyli 6:0. Potrwał on tylko 25 minut.
Przełamanie nadziei. Bardzo krótkiej nadziei
Tylko siedem wymian wygrała Polka w pierwszym secie. Zdecydowanie za mało pokazała Polka, bo choć od Raducanu dzieli ją 116 miejsc w rankingu WTA, to nie jest to aż tak gigantyczna różnica. W drugą partię Chwalińska weszła znacznie lepiej. Wygrała gema przy własnym podaniu i to do zera, posyłając aż cztery winnery. Do poważnego myślenia o odrabianiu strat było jeszcze daleko, ale w końcu trafił się pozytywny sygnał. Podobnie wyglądało to w drugim gemie serwisowym Polki w tym secie. Niestety trzeci... to już inna historia.
Przy stanie 2:2 Chwalińska serwowała nieco gorzej, a Raducanu od razu to wykorzystała. Znów uderzała z pełną mocą, a przy pierwszej piłce setowej Polka popełniła podwójny błąd serwisowy i tak doszło do przełamania. Wydawało się, iż to dla Mai początek końca, ale szansa na odrobienie strat przyszła zaskakująco szybko, bo już w kolejnym gemie. Miks błędów Emmy dał naszej reprezentantce pierwszego breakpointa, przy którym Polka wytrzymała napór rywalki, aż ta w końcu się pomyliła. Straty zostały błyskawicznie odrobione!
Mieliśmy nadzieję, iż to będzie dla naszej reprezentantki bodziec do jeszcze lepszej gry. Niestety już w kolejnym gemie sytuacja znów zrobiła się zła. Raducanu ponownie odważniej zaatakowała, a do tego była bardzo precyzyjna. Przełamała Polkę piąty raz w meczu. Po tym nie było już odwrotu. Chwalińska co prawda uniknęła kolejnego przełamania, ale sama też takowego nie wywalczyła. Raducanu pewnie dokończyła dzieła, wygrywając 6:0, 6:4 w 71 minut. Rywalką Brytyjki w półfinale będzie Ukrainka Ołeksandra Olijnykowa, która niespodziewanie pokonała Chinkę Xinyu Wang.

1 godzina temu










![Igła w stogu ścieków. Jak laser i algorytmy pomagają wykrywać niewidoczne zagrożenia w wodzie [Gość Infor.pl]](https://g.infor.pl/p/_files/39050000/gosc-inforpl-dr-karolina-orlowska-39049709.jpg)



