31-letnia Polka zapowiada wielką sensację. Zaraz trąbić może o niej cały świat

1 godzina temu
- Wyobrażam sobie medal olimpijski, marzę o nim - odważnie deklaruje Maryna Gąsienica-Daniel. Polska gigancistka jeszcze nigdy nie wjechała na podium imprezy rangi mistrzowskiej czy Pucharu Świata, ale tuż przed igrzyskami Mediolan/Cortina d'Ampezzo prezentuje życiową formę. - Od lat nie miałam tak dobrych odczuć, tak dużo frajdy - mówi narciarka, która po trzech latach przerwy znów zajmuje miejsca w pierwszej dziesiątce Pucharu Świata. Właśnie zajęła piąte miejsce w gigancie w Kronplatz!
Maryna Gąsienica-Daniel w trakcie igrzysk olimpijskich Mediolan/Cortina d’Ampezzo skończy 32 lata. Właśnie wyrównała swój najlepszy w życiu wynik w Pucharze Świata, zajmując we wtorek 20 stycznia piąte miejsce w gigancie w Kronplatz!

REKLAMA





- Mogłabym pomyśleć, iż 32 lata to już dużo, ale wydaje mi się, iż granica się przesunęła na tyle, iż nie powinnam się martwić. W zeszłym roku z podziwem patrzyłam na Federicę Brignone, która w wieku 34 lat [rocznikowo choćby 35] wygrywała gigant za gigantem - stwierdza nasza specjalistka od giganta.


Zobacz wideo Tak Maryna Gąsienica-Daniel trenuje przed IO! "Niektórzy skakali na skoczni"



27 grudnia Maryna zanotowała najlepszy wynik w życiu, zajmując piąte miejsce w gigancie PŚ w austriackim Semmeringu. A teraz, 20 stycznia, powtórzyła ten wynik w Kronplatzu.
Po pierwszym przejeździe Polka była szósta. Spisała się świetnie, zwłaszcza jak na fakt, iż wylosowała dopiero 15. numer startowy. Gąsienica-Daniel losuje w drugiej grupie (jest dziesiąta w pucharowej klasyfikacji giganta, w pierwszej grupie losowane są zawodniczki z miejsc 1-7), gdzie można trafić numer od 8 do 15. Im niższy numer, tym mniej zniszczona trasa. W drugim przejeździe Gąsienica-Daniel miała drugi czas! To pozwoliło jej awansować o jedną pozycję. Lepsze od Polki były tylko Julia Scheib z Austrii (o 1,01 s), Szwajcarka Camille Rast (o 0,64 s), Szwedka Sara Hector (o 0,55 s) i Amerykanka Mikaela Shiffrin (o 0,15 s).
Przed igrzyskami odbędzie się jeszcze jeden gigant w Pucharze Świata - 24 stycznia w czeskim Szpindlerowym Młynie. Gąsienica-Daniel chce jeszcze przed Cortiną powalczyć o pierwsze w karierze miejsce na podium. Ale jej największym celem pozostaje podium olimpijskie. Gdyby na nie wjechała, wywalczyłaby pierwszy w historii medal igrzysk dla Polski w narciarstwie alpejskim. I zmusiłaby Adama Małysza do zgolenia wąsów.



Łukasz Jachimiak: Po prawie trzech latach wróciłaś do pierwszej dziesiątki Pucharu Świata w gigancie. Zastanawiam się, ile cię to kosztowało.
Maryna Gąsienica-Daniel: Tęskniłam i to bardzo! Ale choćby bardziej niż za takimi wynikami tęskniłam za komfortem jazdy na nartach. Od lat nie miałam tak dobrych odczuć, tak dużo frajdy. Znów jadę, czując wolność!
Wiem, iż za tobą trudny czas pod względem sprzętowym. Słyszałem choćby tak mocne opinie o dostawcy sprzętu, czyli firmie Atomic, iż nie nadają się publikacji.
- A to niepotrzebnie ktoś źle mówił o firmie, bo zdecydowanie nie chodziło o to, iż ktoś coś źle zrobił. Po prostu musiałam zmienić narty.
Zmieniono trochę parametry w produkcji i kiedy wyszyły modele krótsze od tych wcześniejszych, miałam problem, żeby się do nich przyzwyczaić, dopasować. Ale ostatniego lata dostaliśmy kolejne modele nart, te już bardziej pasowały do mojej techniki jazdy, znowu zaczęłam się czuć naprawdę komfortowo i teraz już wszystko gra.
Nie dostajesz idealnie spersonalizowanego sprzętu?
- W personalizowaniu są pewne ograniczenia, jakieś normy, które wiążą konstrukcję narty z bazą. Nie wszystko da się zrobić idealnie pod zawodniczkę.



choćby jeżeli ta zawodniczka nazywa się Mikaela Shiffrin? Amerykanka nie ma dopasowanych nart co do milimetra?
- Na pewno u nas nie jest tak, jak w skokach narciarskich, gdzie każdego się dokładnie mierzy i sprawdza, czy aby ktoś nie ma za długich nart, chociaż o milimetr. Co do Mikaeli, to oczywiście jest znakomitą narciarką, w Atomiku od wielu lat najlepszą, i to jasne, iż ma troszkę większe możliwości dopasowywania nart niż ja. Mikaela może dać więcej sugestii na temat sprzętu, których firma wysłucha. Może się tak zdarzyć, iż będzie w stanie coś specjalnie dla niej zrobić, ale na pewno nie jest tak, iż wszystko, co Mikaela powie, jest robione. Oczywiście ona ma łatwiejszą drogę do dopasowania sprzętu, ale nie powiedziałabym, iż ma w stu procentach spersonalizowane narty, a ja nie.
A propos drogi - na ostatniej, już bardzo krótkiej, prostej do igrzysk czujesz przede wszystkim podekscytowanie, bo jest forma i chcesz walczyć o marzenia, czy jeszcze coś chciałabyś zdążyć poprawić?
- Zdecydowanie jestem podekscytowana! Igrzyska zbliżają się wielkimi krokami, wszyscy o nich coraz głośniej mówią i nie da się o tym nie myśleć, mimo iż mamy napięty kalendarz startów i wszystkie są ważne, bo trzeba utrzymać dobrą formę i zagwarantować sobie dobry numer startowy na igrzyskach.
Planujesz powalczyć o losowanie numeru w pierwszej grupie? Teraz jesteś losowana w drugiej, ale pewnie pierwsze w życiu podium w Szpindlerowym Młynie mogłoby dać ci awans?
- Mogłoby tak być. Chociaż w pierwszej grupie jest bardzo ciasno, więc trudno to wszystko przekalkulować. Ale choćby jeżeli miałabym nie przeskoczyć do pierwszej grupy, i tak chcę pojechać jak najlepiej, żeby się przed igrzyskami jak najlepiej czuć.
Pomówmy o różnicy, jaką mogłoby dać jeżdżenie w pierwszej grupie. Analizując twoje piąte miejsce w Semmering i siódme w Kranjskiej Górze, widzimy, iż po pierwszych przejazdach byłaś dwunasta i dziewiąta, a kończyłaś na miejscach piątym i siódmym. W drugich przejazdach miałaś odpowiednio trzeci i czwarty wynik. [W Kronplatz po pierwszym przejeździe Maryna Gąsienica-Daniel była szósta, skończyło się na miejscu piątym, ale w drugim przejeździe zanotowała drugi czas! Rozmawialiśmy przed tymi zawodami - red.] Na ile te awanse są kwestią podejmowania ryzyka i mocnego mentalu, a na ile tego, iż w pierwszych przejazdach startowałaś po najgroźniejszych rywalkach i już miałaś trasę trochę przez nie zniszczoną, a w drugich to one startowały później niż ty?
- Jak się jedzie z dziewiątym numerem, warunki nie są złe. Tak naprawdę są porównywalne do tych, jakie miały pierwsze dziewczyny. Akurat po prostu w pierwszych przejazdach - i w Semmeringu, i w Kranjskiej - popełniłam małe błędy, które kosztowały mnie trochę czasu i dlatego zajmowałam dalsze miejsca. Ale uważam, iż to i tak były naprawdę dobre przejazdy. A te drugie były na jeszcze wyższym poziomie. Jechałam w nich niby przed prowadzącymi dziewczynami, ale tu znowu muszę powiedzieć, iż te różnice w kolejności przejazdów nie robią wielkiej różnicy.



Twój drugi przejazd w Semmering był trzecim wynikiem w stawce, a drugi przejazd w Kranjskiej - czwartym. Na ile zbliżyłaś się w nich do swojego maksymalnego poziomu? Bo pewnie idealny żaden z nich jeszcze nie był?
- Jasne, iż nie był. Zawsze da się szybciej pojechać. Uważam, iż to były naprawdę dobre przejazdy, nie pojawiały się w nich jakieś większe błędy, ale da się pojechać lepiej skręt czy dwa i to się przekłada na koniec na różnicę 0,1-0,2 s. Można lepiej najechać na jedną czy drugą górkę i zyskać jeszcze więcej prędkości, a dzięki temu urwać kolejne setne sekundy. Ale to są rzeczy, których prawie nie widać. Narciarstwo jest naprawdę trudnym sportem. Bardzo dużo rzeczy składa się na dobry czas. Często nie widać w dwóch bardzo dobrych, podobnych przejazdach, gdzie ktoś zyskał przewagę. Dopiero na analizie da się zauważyć, iż ktoś gdzieś lepiej wykonał jeden skręt. Moje drugie przejazdy z Semmeringu i Kranjskiej były na bardzo dobrym poziomie, chociaż wiem, iż mogę pojechać lepiej. I wierzę, iż gdybym mogła pojechać te przejazdy jeszcze raz, zrobiłabym to jeszcze lepiej.
Po twoich ostatnich świetnych wynikach korespondowałem z twoim trenerem i wiem, iż do każdego startu podchodzisz z myślą, iż możesz wygrać. Stąd wasz pomysł, żeby się założyć z Adamem Małyszem, iż jeżeli zdobędziesz medal olimpijski, to on zgoli wąsy?
- Ha, ha, po prostu w ramach żartu trener powiedział o tym w jednym z wywiadów. Wyszło spontanicznie, nie było to w żaden sposób planowane. Ale fajnie, wyszedł z tego interesujący zakład.
Wspominasz czasem swój olimpijski debiut? Popatrzyłem na twoje wyniki sprzed dwunastu lat w Soczi i już to mi w pełni uświadomiło, jak bardzo inną sportsmenką dziś jesteś. Ale ciekaw jestem, jak ty to wspominasz, jeżeli w ogóle.
- Raczej zupełnie tego nie wspominam. Zdarza się tylko, gdy z kimś rozmawiam. Jestem na zupełnie innym etapie kariery, mam całkiem inny mental, inne nastawienie.
W Soczi byłaś w gigancie 32., do najlepszej Tiny Maze straciłaś 8,63 s.
- No tak, młodziutka byłam, startowałam z dalekim numerem. Miałam małe szanse na dobre wyniki. Pojechałam tam zbierać doświadczenie. I myślę, iż to mi dużo dało, na następne igrzyska, do Pjongczangu i Pekinu, jechałam już z lepszym nastawieniem. Już po dobre wyniki.



Cztery lata temu w Pekinie byłaś ósma, do najlepszej Sary Hector straciłaś tylko 1,42 s. Dziś powiesz, iż to dobry wynik, czy raczej czujesz niedosyt, bo mogłaś mieć medal?
- W Pekinie miałam i pozytywne emocje, i negatywne. Wiedziałam, iż jestem w bardzo dobrej formie i oczywiście tylko ósme miejsce budziło i budzi mój niedosyt. Ale wiedząc, z jakimi problemami z plecami zmagałam się dosłownie jeszcze dwa dni przed gigantem, powinnam być dumna, iż wywalczyłam tak wysoką pozycję. Miałam bardzo dobre przejazdy.
Ja się ścigam z najlepszymi dziewczynami na świecie, więc jeżeli tylko coś nie domaga, jak tylko jest jakiś problem, na pewno wpłynie to na wynik. Z jednej strony byłam naprawdę dumna z ósmego miejsca, ale z drugiej bardzo mi było szkoda, iż akurat w tamtym okresie miałam problemy zdrowotne i nie byłam w stanie pokazać swojego najlepszego narciarstwa.
Często masz problemy zdrowotne, a mimo to zajmujesz wysokie miejsca. Na wielkich imprezach startowałaś już, mając kłopoty z plecami i z żołądkiem. Pamiętam też, jak byłaś w czołówce mimo połamanych żeber. A jak jest teraz? Czy wreszcie z twoim zdrowiem wszystko jest dobrze?
- Tak, teraz naprawdę dobrze się czuję. Na szczęście udało się uporządkować właśnie te żołądkowe problemy, które mi dokuczały w zeszłym roku, a zwłaszcza dwa lata temu. Udało się wyprowadzić na prostą też małe problemy z piszczelem. Czuję się dobrze i to jest najważniejsze.
Ósme miejsce w Pekinie zajęłaś, mając 28 lat. W 2021 roku miałaś 27 lat, gdy sięgnęłaś po szóste miejsce w gigancie na mistrzostwach świata w Cortinie. Wtedy wszyscy mówili, iż "wjechałaś" w optymalny wiek na sukcesy. Dziś masz 32 lata i powiesz, iż to jeszcze ciągle jest bardzo dobry wiek na życiowe osiągnięcia?
- Myślę, iż bardzo się przesuwa ta granica. Oczywiście, iż najlepiej byłoby osiągać super wyniki w wieku 25 lat, a choćby 20, bo wtedy możemy przywidywać dużo dłuższą karierę z dobrymi wynikami. Ale też musimy wiedzieć, iż u nas, w Polsce, droga w narciarstwie alpejskim nie jest prosta i przebicie się do czołówki zajmuje dużo czasu. Teraz bardzo się cieszę, iż miałam cierpliwość, i iż z moim zespołem naprawdę do końca wierzyliśmy, iż jesteśmy w stanie się przebić. Teraz mam 32 lata i mogłabym pomyśleć, iż to już dużo, ale wydaje mi się, iż granica się przesunęła na tyle, iż nie powinnam się martwić. W zeszłym roku z podziwem patrzyłam na Federicę Brignone, która w wieku 34 lat [rocznikowo choćby 35 - red.] wygrywała giganta za gigantem. Mam więc nadzieję, iż moje 32 lata to jeszcze niedużo.



Powiedziałaś dyplomatycznie, iż droga do sukcesów w narciarstwie alpejskim w Polsce nie jest prosta, a tak naprawdę jest przecież na tyle trudna, iż ciebie ciągle nie ma w domu. Słusznie podejrzewam, iż od świąt nie byłaś u siebie, a z bliskimi spotkasz się pewnie tylko przelotnie przy okazji Pucharu Świata w czeskim Szpindlerowym Młynie?
- Dokładnie tak to wygląda. Program startów jest bardzo napięty, nie mamy czasu, żeby wracać do domu, jesteśmy cały czas w drodze. Jak nie ma startów, jesteśmy gdzieś we Włoszech i trenujemy. Być może tuż przed igrzyskami uda mi się pojechać do domu na dosłownie kilka dni, ale to nic pewnego.
Włoszki, Austriaczki, Szwajcarki, Niemki - większość rywalek ma łatwiej, one nie są ciągle na wygnaniu.
- Tak, mają łatwiej, są blisko do domów, mogą sobie wyskoczyć na dwa-trzy dni przerwy. A u nas wiąże się to z dziesięciogodzinną podróżą, więc rzadko kiedy wracamy do domu.
Czy dobrze słyszałem, iż Cortina to jedno z twoich ulubionych miejsc na ziemi?
- Tak, Cortinę bardzo lubię, a też zajmując tam szóste miejsce na mistrzostwach świata w 2021 roku okazałam się czarnym koniem i to był dla mnie może najważniejszy start w karierze. Startowałam spoza pierwszej "piętnastki". Pamiętam, iż dało mi to bardzo dużo radości, dużo dobrych emocji i wiary, iż ja i mój zespół faktycznie jesteśmy w stanie osiągać bardzo duże sukcesy w narciarstwie alpejskim. Myślę, iż tam przeżyłam jedne z największych emocji i byłam najbliżej medalu wielkiej imprezy. Tam, i później na igrzyskach w Pekinie. Liczę, iż teraz w Cortinie przypomnę sobie tamte dobre emocje, iż to sobie odświeżę, jakoś odtworzę i znów będę miała dużo radości. Oby choćby jeszcze więcej niż wtedy.
Niedawno łyżwiarz szybki Damian Żurek zaskoczył, mówiąc na Sport.pl, iż marzy mu się olimpijskie złoto, a za premię - kupno domu w niemieckim Inzell. Może pójdziesz w podobnym kierunku?
- Hmm... Nie planuję takich rzeczy. Wyobrażam sobie medal olimpijski, marzę o nim, ale myślę, iż jeżeli go zdobędę, najpierw się bardzo z moim teamem ucieszymy, a dopiero później będziemy się zastanawiać i planować, co dalej.



Na igrzyskach wystartujesz tylko w gigancie?
- Jeszcze w supergigancie. Już niestety nie ma rywalizacji w gigancie równoległym, a też zawody drużynowe wyglądają całkiem inaczej niż na ostatnich igrzyskach i nie weźmiemy w nich udziału. Ale na gigant naprawdę szykuję się najlepiej, jak potrafię.
Idź do oryginalnego materiału