Nazwisko Hancock od dekad elektryzuje kibiców na całym świecie. Gdy na owalach dominował czterokrotny indywidualny mistrz świata, Greg Hancock, fani zachwycali się nienagannym stylem i niezwykłą klasą Amerykanina. Z czasem w jego ślady poszedł najstarszy z synów, Wilbur. Wychowany w parkach maszyn oraz cyklu Grand Prix, naturalnie chłonął charakterystyczny zapach spalonego oleju. Choć wróżono mu rozwój i śledzono jego starty w USA czy podczas edycji Ekstraliga Camp w Toruniu, młody reprezentant Stanów Zjednoczonych postanowił sprawić spory zawód swoim sympatykom i ogłosił decyzję o odwieszeniu kewlaru na kołek.
Przerwana misja w cieniu legendy
Wilbur Hancock swoją przygodę ze ściganiem budował krok po kroku, przechodząc przez kolejne szczeble młodzieżowego żużla za oceanem, gdzie zdobywał czempionaty w klasie 250cc. Prowadzenie przez utytułowanego ojca dawało świetne zaplecze sprzętowe i szkoleniowe, ale presja związana z legendarnym nazwiskiem towarzyszyła mu na każdym kroku. Po kolejnym sezonie spędzonym na amerykańskich owalach, niespełna 21-letni zawodnik uznał, iż czas taśmy w górę w jego wykonaniu dobiegł końca.
– To słodko-gorzki wpis, który muszę zamieścić. Czarny sport dał mi niezastąpione doświadczenia na całe życie. Od wspomnień, przez relacje, przyjaźnie, lekcje życiowe, aż po osiągnięcia, które zawsze będę nosił w sobie z dumą. Z końcem tego sezonu przechodzę na żużlową emeryturę – poinformował w mediach społecznościowych młody reprezentant USA.
Żużel to sport potężnych emocji, ale też ogromnych wyrzeczeń, kontuzji i ciągłej walki ze sprzętem. Amerykanin podkreśla, iż lata spędzone na torze ukształtowały go na całe życie, a każda porażka uczyła go pokory i hartu ducha.
– Wszystkie wyzwania po drodze pomogły mi ukształtować siebie jako człowieka. Przechodząc przez wzloty i upadki w tym sporcie, rozwinąłem się nie tylko jako zawodnik, ale przede wszystkim jako człowiek. Niepowodzenia sprawiają, iż pragniesz pewnych rzeczy mocniej niż czegokolwiek innego w życiu. Kontuzje, słabsze wyniki czy defekty – to wszystko sprawia, iż chcesz wracać do walki silniejszy niż kiedykolwiek wcześniej – zaznacza Hancock.
Moment, w którym zawodnik wie wszystko
Podjęcie decyzji o rozstaniu z motocyklem żużlowym nigdy nie należy do łatwych, zwłaszcza gdy żużel płynie w żyłach od urodzenia. Wilbur spędził wiele tygodni na przemyśleniach, zanim ogłosił światu swój krok.
– Trudno wyjaśnić powody tej decyzji, ale każdy zawodnik wie, iż kiedy przychodzi ten moment, po prostu to czujesz. Podjęcie tego kroku kosztowało mnie mnóstwo czasu i energii. Jest zbyt wiele osób, którym powinienem podziękować. Gdy myślę o wsparciu, jakie otrzymywałem od dziecka aż do teraz, po prostu mnie to przerasta. Z całego serca dziękuję mamie, tacie, moim dwóm braciom, sponsorom, przyjaciołom, trenerom, szkoleniowcowi i kibicom – przekazał w poruszających słowach.
Mimo odstawienia motocykla, nazwisko Hancock nie zniknie całkowicie ze środowiska. Młody Amerykanin nie zamierza palić za sobą mostów i zapowiada, iż kibice wciąż będą mogli spotkać go przy owalu, choć już w zupełnie nowej roli.
– Moja rywalizacja na torze dobiegła końca, ale moja obecność przy czarnym sporcie się nie kończy. Jestem przekonany, iż cokolwiek przyniesie przyszłość, będzie jeszcze lepsze. Zawsze będę wdzięczny za szansę, jaką dał mi żużel, i za ukierunkowanie mojej życiowej ścieżki. Za wszystkie wspomnienia, sukcesy, potknięcia, wyzwania i to, co dopiero nadejdzie! – zakończył Wilbur.



![Rovanperä i Solberg na fińskich szutrach. Toyota sprawdza auto na nową erę WRC [VIDEO]](https://rallypl.com/wp-content/uploads/2026/10/Zrzut-ekranu-2026-10-28-081641.png)











