Trwa chwilami szalona zima transferowa w Ekstraklasie, którą rzecz jasna napędza przede wszystkim Widzew Łódź. Liga za pasem, szykujemy się do pierwszych tegorocznych meczów, więc wypada sobie konkretnie odpowiedzieć na pytanie: po których nowych twarzach spodziewamy się najwięcej?
Za miesiąc to zestawienie mogłoby wyglądać zupełnie inaczej. Okno transferowe w Polsce formalnie dopiero się otwiera i potrwa jeszcze kilka tygodni. Jakieś niespodzianki last minute na pewno się wydarzą. Jednak choćby dziś mieliśmy problem bogactwa, żeby wybrać tylko 10 nazwisk, a to już sporo mówi.
Nie przedłużając – na tych zawodników będziemy w najbliższym czasie zerkali z największą ciekawością.
10 nowych piłkarzy w Ekstraklasie, po których spodziewamy się najwięcej [RANKING]
Spis treści
- 10 nowych piłkarzy w Ekstraklasie, po których spodziewamy się najwięcej [RANKING]
- 10. Samed Bazdar (Jagiellonia Białystok)
- 9. Paweł Bochniewicz (Górnik Zabrze)
- 8. Mariusz Stępiński (Korona Kielce)
- 7. Paweł Dawidowicz (Raków Częstochowa)
- 6. Simon Gustafson (Korona Kielce)
- 5. Przemysław Wiśniewski (Widzew Łódź)
- 4. Attila Szalai (Pogoń Szczecin)
- 3. Osman Bukari (Widzew Łódź)
- 2. Emil Kornvig (Widzew Łódź)
- 1. Lukas Lerager (Widzew Łódź)
- CZYTAJ WIĘCEJ O EKSTRAKLASIE:
10. Samed Bazdar (Jagiellonia Białystok)
Za nim słabszy 2025 rok, ale to przez cały czas zawodnik o olbrzymim potencjale. Trzeba tylko i aż do niego trafić, żeby w pełni go uwolnił. Nie bez powodu Real Saragossa półtora roku temu płacił za niego Partizanowi Belgrad 3,5 mln euro, dokonując swojej największej inwestycji od wielu lat.
Jeśli dyrektor sportowy Partizana mówi o tobie, iż strzelasz jak Milinković-Savić, tyle iż do tego jesteś szybszy i grasz nowocześniej, a dyrektor sportowy Saragossy uważa cię za jednego z najbardziej perspektywicznego napastników w Europie, twój talent nie podlega dyskusji.
Niecierpliwy, ale bardzo zdolny. Taki jest nowy napastnik Jagiellonii
Kwestia tego, czy Bazdar przełoży to na zespół. Wygląda na kogoś, który musi czuć zaufanie trenera, inaczej trudno mu zaistnieć. Adrian Siemieniec kilka ligowych gwiazd już wykreował, być może tutaj napisze się kolejna piękna historia. Inny scenariusz nie wchodzi w grę, jeżeli Jagiellonia ma go latem wykupić za 2 mln euro. W skali Ekstraklasy to już nie są szokujące pieniądze, ale w białostockich realiach mówilibyśmy o zdecydowanym pobiciu rekordu transferowego klubu.
Statystyki zawodnika (sezon) dostarczony przez Superscore
9. Paweł Bochniewicz (Górnik Zabrze)
De facto przychodzi jako zawodnik do odbudowy. Przez blisko rok leczył zerwane więzadło w kolanie (druga taka kontuzja w karierze), a gdy w listopadzie wrócił do kadry meczowej Heerenveen, rozegrał… trzy minuty. Złożyły się na to dwa symboliczne wejścia z ławki.
Nie zakładamy więc, iż Bochniewicz od pierwszego meczu będzie podporą Górnika Zabrze, zwłaszcza iż przyszedł dość późno. Liczymy jednak na to, iż jeszcze w tej rundzie okaże się wartością dodaną dla ekipy z Roosevelta. Mówimy przecież o zawodniku, który przed kontuzją był absolutnym pewniakiem w Eredivisie i ocierał się o reprezentację Polski. Z niczego się to nie wzięło.
8. Mariusz Stępiński (Korona Kielce)
Często prawdziwe jest stwierdzenie, iż trochę deprecjonujemy dokonania polskich zawodników w kontekście ich powrotów do Ekstraklasy, bo są to nazwiska, które znamy na wylot. W pełni oswojone. Gdy zaś przychodzi ktoś zagraniczny o bardzo podobnym dorobku, jakoś automatycznie nastawienie jest przychylniejsze. Mamy tu więcej tajemnicy i skupiamy się na pozytywach z jego dotychczasowej historii.
W przypadku Stępińskiego jest jednak inaczej. Tutaj właśnie fakt, iż przychodzi ktoś nam doskonale znany działa na jego korzyść. W innym przypadku sprowadzenie napastnika, który w tym sezonie nie rozegrał choćby 250 minut dla Omonii Nikozja nijak nie mogłoby zostać uznane za potencjalny hit transferowy. My jednak wiemy, iż Stępiński poszedł w dość mocną odstawkę w cypryjskim klubie, gdy skrytykował zakłamującą historię Polski oprawę kibiców Omonii.

W efekcie nasz rodak przez kolejne tygodnie niemal nie podnosił się z ławki, jego akcje znacznie spadły. Wiosną ubiegłego roku na chwilę wrócił do łask, parę goli jeszcze strzelił, ale latem już na dobre wypadł z obiegu. Jak sam przekonuje, gdyby Widzew trochę poczekał, mógłby go wtedy sprowadzić. Skończyło się na tym, iż kilka miesięcy później trafia do Korony i – znając wszystkie kulisy – wciąż jawi się jako duże wzmocnienie. Ryzyko wpadki jest niewielkie. jeżeli Stępiński dostawał kredyt zaufania, sprawdzał się w zasadzie w każdym klubie, który go zatrudniał.
7. Paweł Dawidowicz (Raków Częstochowa)
Pół roku temu byłby to być może najgłośniejszy transfer w Ekstraklasie, bo do naszej ligi przyszedłby zawodnik prosto z Serie A. Dziś sytuacja Dawidowicza jest inna, znacznie gorsza, po straconej jesieni i szybkim rozwiązaniu kontraktu w Arabii Saudyjskiej będzie potrzebował trochę czasu.
Ostatni mecz o punkty rozegrał w maju, a my zaraz będziemy mieli luty. Podobnie jak przy Bochniewiczu dajemy mu więc pewien bufor czasowy, ale również oczekujemy, iż jeszcze w tym sezonie pokaże sporo jakości.
Statystyki zawodnika (sezon) dostarczony przez Superscore
Co by nie mówić, chodzi o obrońcę, który uzbierał 139 występów w Serie A i grał w niej nieprzerwanie przez sześć ostatnich lat. Można było się irytować Dawidowiczem w wykonaniu reprezentacyjnym, ale to jednak zupełnie inna para kaloszy niż odnalezienie się w Ekstraklasie. Na tym poziomie zdrowy i w pełni przygotowany powinien być klasą dla siebie.
6. Simon Gustafson (Korona Kielce)
Na papierze absolutnie wszystko się tu zgadza. Korona pozyskuje doświadczonego pomocnika z miejsca gotowego do gry, który we wszystkich parametrach zwiastuje podniesienie jakości. Kontuzje się go nie imają, ma świetną wydolność i ponadprzeciętnie dużo daje w ofensywie.
– Czujemy, iż to ten ostatni puzzel, którego potrzebujemy. Jest bardzo intensywny, pokrywa dużo przestrzeni, radzi sobie w defensywie bez piłki, z piłką daje bardzo dużo jakości. Kapitalne prostopadłe podanie, świetne piłki w boczny sektor, pasóweczki po ziemi pomiędzy środkowym a bocznym obrońcą. Ma finalizację, potrafi się podłączyć, do tego oferuje cechy lidera jako doświadczony kapitan. Sprawdziliśmy go bardzo dokładnie. Nigdy nie był na bocznym torze, nigdy nie sprawiał problemów – mówili ludzie z Korony Szymonowi Janczykowi, który poświęcił osobny tekst 31-letniemu Szwedowi.
Korona idzie w jakość. Simon Gustafson to „ostatni puzzel” w zespole
Gustafson na dłuższą metę nie przebił się do składu Feyenoordu, ale już w Rodzie i Utrechcie bardzo dobrze prezentował się na poziomie Eredivisie. W BK Hacken przez dwa ostatnie lata był kluczową postacią i zakładał opaskę kapitańską. Ma spore doświadczenie w europejskich pucharach i to ze swojej najnowszej historii. Będziemy naprawdę zaskoczeni, gdyby okazał się niewypałem w Kielcach.

5. Przemysław Wiśniewski (Widzew Łódź)
Czy Widzew ostatecznie płaci za niego 3 mln euro z haczykiem czy 4 mln euro, mówimy o kolejnej wielkiej inwestycji i najdroższym Polaku w historii Ekstraklasy.
Niektórzy trochę powątpiewają w sens takiego transferu, bo przychodzi gość z dołów tabeli Serie B. Spójrzmy jednak na to inaczej. Jego pozycja we Włoszech była niepodważalna, grał wszystko. Latem mógł iść do Serie A, ofertę złożyło chociażby Torino, ale wtedy Spezia chciała więcej i ostatecznie zatrzymała Wiśniewskiego. To też aktualny reprezentant Polski, który będzie jednym z głównych kandydatów do tworzenia duetu stoperów z Janem Bednarkiem w marcu.

Jasne, Wiśniewski po bardzo obiecującym debiucie z Holandią w kolejnych meczach wypadał coraz słabiej, ale niezmiennie trzeba rozdzielać sferę reprezentacyjną, której towarzyszy znacznie większa presja i zupełnie inna otoczka, od klubowej. Pod kątem tej ostatniej trudno na wejściu znaleźć istotne minusy pozyskania takiego stopera do polskiej ligi. Wiśniewski jest jednocześnie wysoki i silny, a przy tym szybki. o ile gra trochę bardziej z boku, wygląda słabiej, co właśnie widzieliśmy w kadrze, ale Widzew preferuje klasyczną czwórkę z tyłu. W takiej konfiguracji 27-latek powinien się bez problemu odnaleźć.
Statystyki zawodnika (sezon) dostarczony przez Superscore
4. Attila Szalai (Pogoń Szczecin)
Pod względem samego CV jest to chyba dotychczasowy numer jeden w zimowym okienku. Szalai jeszcze pod koniec 2023 roku był wyceniany przez Transfermarkt na 14 mln euro. Hoffenheim kupiło go od Fenerbahce za kilka mniej. W pewnym momencie łączono go choćby z Barceloną.

Oczywiście potem coś musiało pójść nie tak, skoro dziś jest w Pogoni. Węgier po przeprowadzce do Niemiec przez następne półtora roku rozegrał zaledwie 13 meczów – poza Hoffenheim w tym czasie zaliczył Freiburg i Standard Liege. W tym sezonie jednak stanął na nogi. Jesienią uzbierał 16 spotkań dla tureckiej Kasimpasy, w połowie rundy został kapitanem. przez cały czas jest podstawowym obrońcą węgierskiej reprezentacji. Nie jest trupem po kontuzjach. Dopiero co skończył 28 lat, jeszcze sporo przed nim w karierze.
Szkoda tylko, iż został wypożyczony bez opcji wykupu. jeżeli się sprawdzi – a tego się spodziewamy – prawdopodobnie latem opuści Ekstraklasę i ruszy dalej.
Statystyki zawodnika (sezon) dostarczony przez Superscore
3. Osman Bukari (Widzew Łódź)
Chyba największy znak zapytania spośród wszystkich piłkarzy, których umieściliśmy w tym rankingu. Widzew kupując Bukariego zdecydowanie pobił rekord transferowy Ekstraklasy, z miejsca nakładając na niego wielką presję. Optymizmem nie napawa fakt, iż w MLS szału nie robił, a to przecież liga dość przyjazna dla ofensywnych zawodników. Pozytywnym punktem odniesienia są jego przez cały czas stosunkowo świeże dokonania w Crvenej zvezdzie Belgrad – również w europejskich pucharach, z Ligą Mistrzów na czele.
Chcemy wierzyć, iż w USA nie zabłysnął głównie dlatego, iż jego drużyna prezentowała zachowawczy styl gry, a poza boiskiem usychał z tęsknoty za rodziną.
Kim jest nowa nadzieja Widzewa? „Jego atuty są ograniczone”
W każdym razie tutaj półśrodki nie wchodzą w grę. Bukari musi być wiodącą postacią w Widzewie. – Bukari ma być gwiazdą ligi. jeżeli się nią nie stanie, będzie to nasza porażka. Oczywiście potrzebuje aklimatyzacji, choć grał już w Europie. My tego chłopaka znamy od 2019 roku, gdy był w Trenczynie – mówił niedawno w rozmowie z klubowymi mediami dyrektor sportowy Widzewa, Dariusz Adamczuk.
– Pasuje nam pod profil i to, co chce grać trener. Mieliśmy na skrzydłach problem z liczbami i właśnie nich od Bukariego oczekujemy. Jesteśmy pewni tego transferu – dodał.
A zatem, od pierwszej wiosennej kolejki czekamy na jego popisy.
2. Emil Kornvig (Widzew Łódź)
Nie był to tak medialny transfer jak Bukariego, ale pod względem sportowym może być strzałem w dziesiątkę. Kornvig zdaniem wielu obserwatorów był najlepszym piłkarzem Brann Bergen, które dopiero co awansowało do fazy pucharowej Ligi Europy. Nowy pomocnik Widzewa mocno się do tego sukcesu przyczynił, strzelając gole z Rangers FC, PAOK-iem Saloniki i na koniec decydującego o bezcennym remisie 3:3 z FC Midtjylland.
Kibice Brann byli wręcz zrozpaczeni, iż tracą Duńczyka. Jeden z norweskich ekspertów piłkarskich stwierdził nawet: – Jeśli władze Brann wypuszczą go teraz, to sezon skończy się, zanim się zacznie.
Widzew zaciekle walczył o Duńczyka, ale kim jest ten Emil Kornvig?
Widzew kupił zawodnika gotowego i ukształtowanego. Z ojczystej ekstraklasy wybił się do Włoch, gdzie miał dość trudne przejścia i nie pograł za wiele, ale przez ostatnie dwa lata stanowił o sile Brann. Nabrał pewności siebie, rozwinął się w każdym aspekcie. A przy tym ma dopiero 25 lat, przez cały czas wiele przed nim. Do Łodzi przychodzi jako ktoś mający stać się kluczowym ogniwem i takie też mamy oczekiwania.

1. Lukas Lerager (Widzew Łódź)
„Darmowy” transfer 32-letniego Duńczyka. W pierwszym odczuciu brzmi to mało ekscytująco, zwłaszcza przy potężnych kwotach wydawanych przez Widzew na inne wzmocnienia. Ale to właśnie Lukas Lerager ma wszelkie dane ku temu, żeby okazać się najlepszym ruchem kadrowym Dariusza Adamczuka i Piotra Burlikowskiego.
Nie wzięli zmęczonego życiem emeryta, tylko kogoś, kto rokrocznie grał w pucharach z FC Kopenhaga, był tam kapitanem i człowiekiem niezwykle cenionym na każdym gruncie. Kogoś, kto jeszcze kilka miesięcy temu występował w Lidze Mistrzów, a nie tak dawno pokonywał w niej bramkarzy Bayernu, Manchesteru United czy Galatasaray.
Lerager nigdy nie zawodził. „Jestem jak korek, zawsze wypłynę”
Po zimowych sparingach Duńczyk gwałtownie zyskał uznanie kolegów, imponując spokojem i mądrością w grze. – Bardzo wysoka kultura gry. Mało piłek traci, w zasadzie nie widziałem, żeby jakąś stracił – niedawno mówił Bartłomiej Pawłowski na kanale „365 dni o piłce”.
Atutem Leragera także jest doświadczenie wykraczające poza Danię czy ogólnie Skandynawię. Z dobrym skutkiem grał w Ligue 1 dla Bordeaux i Serie A dla Genoi, więc wie, co to znaczy mieszkać w zupełnie obcym kraju. Do Polski przyjeżdża razem z rodziną, głowę poza boiskiem powinien mieć spokojną. Powtórzymy: o ile on się nie sprawdzi w Ekstraklasie, to my już nic nie rozumiemy.
CZYTAJ WIĘCEJ O EKSTRAKLASIE:
- Fala mrozów zniszczy murawy? Może być naprawdę kiepsko
- Zwrot akcji ws. transferu Pogoni Szczecin. Mamy nowe informacje!
- Kto ma najłatwiejszy i najtrudniejszy start wiosny w Ekstraklasie?
Fot. FotoPyK/Newspix/Pogoń Szczecin

4 godzin temu















