Zwolińska płynęła po medal i nagle fatalny błąd! "Wielki dramat" w finale MŚ

1 dzień temu
Klaudia Zwolińska nie tylko nie obroniła tytułu mistrzyni świata w slalomie kajakowym w kanadyjkach C1, ale choćby nie stanęła na podium. Polka miała olbrzymiego pecha w finale, gdyż przegrała ze zbyt silnym prądem. - Wielki dramat - komentował na antenie Polsatu Sport wyraźnie rozżalony Grzegorz Pajda.
Klaudia Zwolińska przystąpiła do mistrzostw świata w slalomie kajakowym w Oklahomie. Polka broniła tytułu wywalczonego przed rokiem, a już od początku tygodnia potwierdzała doskonałą dyspozycję, która zwiastowała walkę o medal. We wtorkowej czasówce w kanadyjkach C1 osiągnęła najlepszy czas ex aequo z Ricardą Funk i awansowała do półfinałów.

REKLAMA







Zobacz wideo Lewandowski, Świątek, Zmarzlik? Klaudia Zwolińska: To dla mnie szokujące!



Wielki dramat Klaudii Zwolińskiej. "To się w głowie nie mieści"
Te, podobnie jak finał, odbyły się w czwartek. Polka z czasem 97,10 sekundy uplasowała się na trzeciej lokacie, ustępując Evy Leibfarth oraz Shiting Li. Funk, co ciekawe, weszła do finału z bardzo niskiej, 10. pozycji. Blamaż z kolei zaliczyła trzecia zawodniczka czasówki, Sona Stanovska, której nie udało się wskoczyć do walki o medale.
Finał zaczął się niezwykle pechowo dla Camille Prigent, której kajak wywrócił się już na samym starcie, przed czwartą bramką, z powodu zbyt silnego prądu. Francuzka tym samym bardzo gwałtownie wypisała się z walki o medal, notując dwie pięćdziesięciosekundowe kary. Ostatecznie jej czas wyniósł 192,01 sekundy.
Zuzana Pankova poradziła sobie bardzo dobrze w zasadzie na każdej z bramek. Słowaczka uzyskała czas na poziomie 96,30 sekundy, co było czasem kilka gorszym niż ten, który w półfinale uzyskała Li. Jeszcze lepiej spisała się Brytyjka Kimberley Woods, która dopłynęła na metę z czasem 94,91 sekundy i objęła prowadzenie.


Funk walczyła o to, by zmazać plamę na honorze po półfinałach, ale straciła sporo czasu w bramce numer pięć. Strat nie odrobiła i z czasem 95,69 sekundy uplasowała się za Brytyjką. Marjorie Delassus miała więcej szczęścia niż rozpoczynająca zawody jej rodaczka - przynajmniej na początku. Na końcowych bramkach jednak miała wyraźne problemy i nie zdołała wskoczyć do czołowej trójki.



Jessica Fox była niekwestionowaną faworytką do walki o medale. Australijka wystrzegła się błędu na sprawiającej jej wcześniej problemy na bramce numer 17, co ostatecznie dało jej doskonałą okazję do tego, by wyraźnie wyprzedzić Woods. Tak też się stało, bo na mecie zameldowała się z czasem 92,06 sekundy.
O podium z kolei nie miała szans powalczyć wiceliderka Pucharu Świata Maialen Chourraut z powodu kłopotów napotkanych na trasie. Jeszcze gorzej spisała się Amalie Hilgertova, siostrzenica słynnej Stepanki Hilgertovej. Nieuchronnie zbliżaliśmy się do startu Klaudii Zwolińskiej, gdyż przed nami została już tylko najlepsza czwórka półfinałów.


Tuż przed Polką płynęła Alena Marx. Szwajcarka jednak mimo czystego przepływania przez bramki nie zdołała wskoczyć ani przed Fox, ani przed Woods. Jej ostateczny czas wynosił 95,67 sekundy, co oznaczało, iż medalu już nie mogła zdobyć Ricarda Funk.
Polskie serca w końcu zabiły mocniej, bowiem na starcie zameldowała się Zwolińska. Mistrzyni świata kolejne bramki na pierwszym odcinku pokonywała z olbrzymią łatwością, nie popełniając choćby jednego minimalnego błędu. Nie nadrabiała może nie wiadomo jak dużo do Fox, ale wszystko wskazywało na czas lepszy od Australijki. Niestety jednak tuż przed ostatnimi bramkami Polkę zniósł prąd, co spowodowało, iż spadła w klasyfikacji na niemal sam koniec stawki.



- Wielki dramat, to się w głowie nie mieści - mówił komentujący te zawody Grzegorz Pajda z Polsatu Sport. - Wszystko przez tę 17. bramkę - dodał z wyraźnym rozczarowaniem.
Po drugie miejsce z dużą pewnością siebie popłynęła Evy Leibfarth, która dopłynęła z czasem 93,37 sekundy i zagwarantowała sobie co najmniej brązowy medal. Ostatecznie po słabym występie Li, na podium uplasowały się kolejno: Fox, Leibfarth i Woods. Chinka spadła choćby za Zwolińską, na 11. lokatę.
Zobacz też: Tak Ukrainiec chce wygrać z Rosją. "Mamy tylko jedno wyjście"
Idź do oryginalnego materiału