Mowa oczywiście o fanach Falubazu Zielona Góra, którzy postanowili, co ważne solidarnie, pokazać publicznie co myślą o prezesie Adamie Golińskim, który rozjuszył ich stwierdzeniem, iż nowe słupy, zdaniem kibiców niezbędne do opraw, wcale nie muszą zaistnieć na stadionie, a 90 złotych za bilet to wcale nie tak drogo ponieważ w Cinema City popcorn kosztuje jakieś 40. Kibice najwyraźniej „sprawę” prezesa przemyśleli i uznali, iż nadaje się on już wyłącznie do „odstrzału”. Najpierw publicznie zbojkotowali mecz, a dzień później udekorowali Zieloną Górę transparentami z myślami na temat tego, co powinno zadziać się z zarządcą zielonogórskiego klubu.
Żużel. Kibice Falubazu żądają rezygnacji prezesa! Transparenty w całej Zielonej Górze! – PoBandzie – Portal Sportowy
Żużel. Kibice Falubazu idą na mecz… na czarno! Dopingu nie będzie?! – PoBandzie – Portal Sportowy
Jak sprawa się potoczy? Pojęcia pisząc te słowa nie mam, jednakże domniemuję, iż za parę dni, a może godzin przedrostek „obecny prezes” może zniknąć z aktualnej funkcji Adama Golińskiego. Co nam ów sytuacja pokazuje? Dwie rzeczy, przynajmniej dla mnie. Kibice Zielonej Góry to grupa nad wyraz doskonale zorganizowana. Kończy swoje działania nie na słowach, ale na czynach. Pokazują również, iż każdy klub winien z kibicami się liczyć. jeżeli bowiem trafi się na taką „charakterną” grupę jak fani Falubazu, to stanowisko prezesa może stać się bardzo gwałtownie zagrożone, a w ciągu dosłownie paru godzin o klubie w mediach oczywiście jest głośno. Problem tylko, iż z tej niestety negatywnej strony.
Żużel. Transfer ze Sparty Wrocław już niebawem? Tak mówi o swojej sytuacji – PoBandzie – Portal Sportowy
Żużel. Nowe informacje ws. Michelsena! Mamy głos z klubu! – PoBandzie – Portal Sportowy
Na jednym z portali prezes klubu, odpierając ataki kibiców, stwierdził, iż trzyma się w działaniach swoich litery prawa i też trudno nie przyznać mu racji. Ciężko sobie bowiem wyobrazić, aby w razie jakiegoś nieszczęśliwego zdarzenia na stadionie to kibice brali odpowiedzialność na siebie. Z jeszcze innej strony, patrząc na ceny biletów, nie tylko w Zielonej Górze, należy pamiętać, iż gwiazdy pokroju Pana Kubery, Madsena czy Lebiediewa swoje po prostu kosztują, a klub kiedyś zapłacić im jednak będzie musiał. Oglądanie „gladiatorów” kosztuje sporo i to nie tylko w Zielonej Górze. W Rybniku, poza jednym „gladiatorem”, kolejnych – póki co nie – widać a płaci się jak rok temu za Ekstraligę. Fakt pozostało taki, iż pewnie gdyby nie konflikt z Piotrem Protasiewiczem i parę punktów więcej we Wrocławiu, to pewnie „egzekucji” na prezesie by nie było. Taką opinię wyraził naczelny strony, Bartosz Rabenda. Pewnie racja.
Od wielu sezonów słychać jęki, biadolenie fanów na zarządcę z innego – równie utytułowanego historycznie – klubu. Mam tu na myśli oczywiście Rybnik i prezesurę Krzysztofa „jadę do Łodzi po zwycięstwo” Mrozka. Sami dostawaliśmy niezliczoną ilość wiadomości jaki ten prezes jest zły, trzeba go wyp****** itd. W zeszłym roku był choćby zorganizowany marsz, na który przyszło… może z 30 osób. Nic zatem dziwnego, iż „akcji” rybnickich kibiców nikt na poważnie nie wziął, a sam atakowany jak zwykle ją obśmiał. Także kochani fani ROW-u, macie na przykładzie kolegów z Zielonej Góry przykład, iż jak się chce, to można i gwałtownie i skutecznie zrobić „zamieszanie”. Póki co macie prezesa, który mówi w radiowym wywiadzie, iż nie udzieli informacji ile jego firma płaci za reklamę na kevlarze, bo to tajemnica handlowa. Z drugiej strony Rada Nadzorcza klubu parę miesięcy wcześniej, ogłaszając konkurs na następcę Mrozka oczekiwała, iż nowy kandydat przedstawi kwoty i sponsorów na kolejne trzy lata. Gdzie tu sens ja się pytam?
Telewizja też nie próżnuje. Gdzieś przeleciało mi przed oczami zdjęcie jak kamery filmują operację Damiana Ratajczaka na potrzeby nowej produkcji. Rozumiem, iż nagranie odbyło się ze wszystkimi potrzebnymi zgodami, również operowanego, ale dla mnie osobiście budzi lekki niesmak. Uważam, iż w pewne aspekty żużlowej codzienności wchodzić się nie powinno. jeżeli chcemy już uatrakcyjniać telewizyjne produkcje, to proponuję, aby „kolejną razą” nagrać negocjowanie kontraktu przez zawodnika X czy Y. Oglądalność gwarantowana, a i „okoliczności przyrody” w postaci gabinetu prezesa i kawy lepsze od stukających w kościach dłuteł.
No i na koniec Robert Lambert i jego całkiem niezła umiejętność wpuszczania swoich rywali w taśmę. Dziwię się tym, którzy ganią wszem i wobec zawodnika. Wy tak na poważnie? Takie zabiegi w żużlu były od dekad i nikomu nie przeszkadzały. Sprytu się w sklepie nie kupuje. Ten się na torze ma albo i nie. Do następnego.
ŁUKASZ MALAKA

2 dni temu
















