Żużel. Polacy zdominują GP Manchesteru? Znany dziennikarz ocenia szanse! (WYWIAD)

14 godzin temu

W piątek i sobotę (5 oraz 6 czerwca) oczy wszystkich fanów żużla na całym zwrócone będą na Manchester. Na National Speedway Stadium dwa razy z rzędu rozegrane zostaną zawody z cyklu FIM Speedway Grand Prix. Mimo braku Daniela Bewleya, Fredrika Lindgrena, czy Dominika Kubery, możemy spodziewać się fantastycznej walki do końca z racji sprzyjających ku temu warunków torowych na tamtejszym obiekcie. Mocno o tym przekonany jest Łukasz Benz. Reporter Canal+ w rozmowie z portalem PoBandzie przyznał również, iż ogromnie wierzy w sukcesy naszych reprezentantów: Bartosza Zmarzlika, Kacpra Woryny oraz Patryka Dudka.

Przed nami dwie pod rząd rundy FIM Speedway Grand Prix w Manchesterze (5-6 czerwca). Czego Pana zdaniem możemy spodziewać – można powiedzieć – po tych podwójnych zawodach w Anglii? W ubiegłym roku było w końcu tam sporo ścigania.

Oczywiście. Na pewno taką nadzieję mają nie tylko zawodnicy, ale i kibice, a także wszyscy inni, którzy udadzą się do Manchesteru bądź zasiądą przed telewizorami. Tamtejszy tor jest wybitny do ścigania. Nieopodal tego obiektu znajdował się stadion, na którym dawniej na co dzień swoje mecze domowe odbywał zespół Belle Vue Aces. Ten obecny stadion, zbudowany na nowo, jest bardzo dobrym terenem. Mówiąc żartem, trzeba będzie schować przed Phillem Morrisem polewaczkę albo pozwolić mu lać wodę na tor do dziesiątego wyścigu, żeby z nawierzchnią było „OK”. Tory angielskie mają to do siebie, iż inaczej funkcjonują „pod wodą”. Na National Speedway Stadium jest sporo linii, dzięki czemu wielu zawodników lubi tam się ścigać. Pamiętajmy, iż to jest walka o mistrzostwo świata. Nie ukrywam, iż ze swojej strony spodziewam się fajerwerków w czasie piątkowych, jak i sobotnich zawodów. Obecny sezon bowiem daje nam dużo pozytywnych wrażeń, jeżeli chodzi o kwestie „wyścigowe”, walkę na torze zarówno w zawodach ligowych, jak i rangi mistrzostw świata. Na pewno miło będzie usłyszeć, na co mam ogromną nadzieję, Mazurka Dąbrowskiego.

Wiadomo, iż wszyscy będziemy trzymać kciuki za Polaków, w tym Bartosza Zmarzlika, który jest liderem cyklu i jednym z faworytów do wygrania obu turniejów. Jednakże ktoś naszemu mistrzowi na pewno będzie chciał stanąć na drodze. Kto według Pańskiej opinii to może być? Jack Holder, Brady Kurtz, a może jeszcze ktoś inny?

Zgadzam się, iż te dwa nazwiska mogą sporo namieszać. Zwłaszcza Brady, który objeżdzony jest w Manchesterze od wielu lat. Mieszka tam, a pomaga mu zawsze Mark Lemon. Ten chłopak może tam jeździć z zamkniętymi oczami. Jack Holder również jak najbardziej może powalczyć o najwyższe cele. Do tego grona dorzuciłbym też Roberta Lamberta, który może i jeszcze się mota, mówiąc żargonem żużlowym, w obecnej fazie sezonu, ale potrafi – także w Anglii, w tym w Manchesterze – odnaleźć prędkość. Nie zapominajmy też o Patryku Dudku, czy Kacprze Worynie. To również są zawodnicy, którzy ścigać się potrafią. I w razie dostępu do dobrych ścieżek oraz odpowiedniego spasowania się, również mogą jak najbardziej namieszać w całej stawce. Zabraknie niestety kontuzjowanego Dominika Kuberę. W każdym razie zgadzam się, iż wspomniani żużlowcy, czyli Brady, Kacper, Patryk, Robert, czy Jack będą chcieli pokrzyżować niejako plany Bartkowi, który przecież kocha się ścigać i wygrywać.

Jako ciekawostkę w przypadku Bartka mogę dodać, iż co roku zimą odtwarza sobie wszystkie wygrane przez siebie biegowe finały w rundach Grand Prix, żeby relaksować się podczas jazdy na rowerze. W sumie ma 29 zwycięstw, jeżeli chodzi o pojedyncze turnieje IMŚ. Jest więc absolutnym hegemonem, ale na 30-ste czeka już jakiś czas. Gorąco wierzę, iż Bartkowi po raz trzydziesty w GP w karierze – na najwyższym stopniu podium – uda się wysłuchać nasz narodowy hymn, czyli Mazurka Dąbrowskiego, w Manchesterze podczas piątkowej albo sobotniej rundy.

Obecnie wszystkie mecze w angielskiej lidze zostały odwołane przez pogodę. Rundy GP w Manchesterze również są zagrożone. Jednakże w przypadku zawodów z cyklu IMŚ – mimo fatalnych warunków atmosferycznych, co widzieliśmy w ostatnich latach chociażby w Szwecji – organizatorzy praktycznie zawsze doprowadzają tory do stanu używalności i zawody się odbywają. choćby kosztem przesunięcia godziny rozpoczęcia turnieju. Być może będzie też tak i Manchesterze.

Pogoda na Wyspach Brytyjskich jest kapryśna. My w Polsce w tej chwili za deszczem tęsknimy, a Brytyjczycy mają jego nadmiar i takiej tęsknoty nie odczuwają. jeżeli już, oby tylko nawiedził tzw. „chilling rain”, mówiąc ich językiem. Mam nadzieję, iż jedynie na tym się skończy w razie deszczu. Umówmy się jednak, iż rzeczywiście jest duża presja w związku z tymi sprawami odnośnie rozegrania zawodów w wyznaczonym terminie. A to wszystko z powodów biznesowych, telewizyjnych, czy frekwencyjnych. Przecież ci wszyscy przyjeżdżający tam ludzie wykupują bilety, pokoje w hotelach bądź miejsca parkingowe i wydanie pieniędzy chcieliby wykorzystać w celu spędzenia wieczoru lub dwóch na pełnej adrenalinie. Oczywiście na pewno zostanie zrobione wszystko, żeby obydwa zawody doszły do skutku.

Jedyne przełożone Grand Prix, które ja pamiętam, to te z Malilli (2016 rok – przyp. red.) przeniesione na drugi dzień i zawodnicy w południe – do przysłowiowej jajecznicy – się ścigali. Była też taka sytuacja w 2008 r., kiedy z powodu złych warunków atmosferycznych i złego stanu toru turniej z Gelserkirchen został przeniesiony do Bydgoszczy. To były chyba jedyne, przynajmniej jakie ja pamiętam, tego rodzaju przypadki.

Takiego scenariusza w piątek lub sobotę raczej bym się nie spodziewał. Musiałby nastąpić jakiś potężny kataklizm. Nikt bowiem nie będzie chciał jeździć w błocie czy basenie. Tak czy owak Anglicy są znani z radzenia sobie w takich trudnych sytuacjach pogodowych. Dla nich to nie jest pierwszyzna i rozegranie tych turniejów powinno się obronić. prawdopodobnie zamysł przygotowania toru – wiedząc co się może wydarzyć w ten weekend – był taki, aby na siłę go nie bromować. Jest tam przecież również ekipa Tony’ego Briggsa, a także Phill Morris, który wszystkim zarządza, więc na pewno zdają sobie sprawę, jak tamtejszy granulat się zachowuje i przeprowadzenie zawodów powinno się udać. Oczywiście najgorsze dla zawodników będzie to, o ile zawody się opóźnią i będą one przyspieszone. Wszystko jednak zależy od tego, gdzie i jak przebiegać będzie front. Tym samym jest trochę znaków zapytania, ale ufam i wierzę, iż wieczorem w piątek, jak również w sobotę będziemy się skupiać tylko i wyłącznie na jeździe w lewo.

Wracając do zawodów, jak Pan myśli na co będzie stać Leona Madsena na National Speedway Stadium? Duńczyk ostatnio dał popis w Pradze, wygrywając tamtejszą rundę.

Rzeczywiście się on przebudził. Była to kapitalna runda w jego wykonaniu. Nie znalazł wtedy praktycznie pogromcy, można powiedzieć, iż zabawił się w Pradze i osiągnął znakomity wynik. Rzadko kiedy zdarza się, iż zawodnik, zajmujący w rundzie poprzedzającej ostatnie miejsce, w następnej znajduje się na najwyższym stopniu podium. Ale wiemy, iż żużel lubi niespodzianki. Wydaje mi się, iż Leona będzie stać minimum na półfinały. Jedyne, co będzie mu mogło przeszkodzić, to kiepska pogoda, bo nie za bardzo on lubi warunki torowe po deszczu. W każdym razie, o ile ze wszystkim się spasuje, to przy takim torze, dającym wiele możliwości do jazdy i wyprzedzania, może wiele zdziałać. Leon jest filigranowym żużlowcem i jego wejścia w łuk potrafią być bardzo uciążliwe dla jego przeciwników. Mogą szykować się naprawdę interesujące zawody.

Mówiliśmy też o pozostałych Polakach, czyli Kacprze Worynie oraz Patryku Dudku. Jak Pan widzi ich szanse w obu turniejach Manchesterze? O ile Kacper jest w gazie, to Patryk ma chwiejną formę.

Tak. Patryk sam to mówi, dalej jest poszukującym zawodnikiem. W tym roku miewa dobre występy w jego wykonaniu, ale wciąż uczy się i poszukuje dobrych, stabilnych ustawień. Myślę, iż na National Speedway Stadium te ustawienie powinien znaleźć. Tor w Manchesterze nieco przypomina nasze polskie. To nie jest taka typowa angielska bardzo kanciasta agrafka. Tam idzie się napędzić, zaatakować przy płocie, czy wjechać bezpiecznie pod łokieć innego zawodnika i tym samym wyjechać przed nim. To może być korzystne dla Patryka, który, co należy podkreślić, jest bardzo dobrym technikiem w kwestii prowadzenia motocykla i ma dobrze opanowaną jazdę przy krawężniku. jeżeli w tej części toru będzie odpowiednia ścieżka, może on wtedy się „przykleić” i próbować osiągnąć jak najlepszy wynik i wedrzeć się na podium. Z pewnością w jego zasięgu również są co najmniej półfinały. Co do Kacpra, jest aktualnie wiceliderem cyklu, a prowadził w nim po pierwszej imprezie w Landshut. Zawodnik Motoru Lublin ma na pewno głowę otwartą, a premierowe dla niego sukcesy w tych rozgrywkach na pewno go napędzają. I choćby jeżeli spadłby choćby mały deszczyk, dla Kacpra Woryny nie będzie to żaden problem.

Jakość, poziom turniejów w Wielkiej Brytanii może stracić – przynajmniej w pewnym stopniu – przez brak kontuzjowanych Daniela Bewleya oraz Fredrika Lindgrena. Pierwszy przed kontuzją łapał naprawdę super formę, jak nigdy wręcz. Drugi natomiast niejednokrotnie pokazywał – a przynajmniej można było odnieść takie wrażenie – iż Grand Prix jest dla niego priorytetem. Wszak w tych rozgrywkach spisywał się przeważnie lepiej niż np. w polskiej PGE Ekstralidze.

W PGE Ekstralidze też nie jest łatwe ściganie, bo tam tak samo startuje światowa czołówka. Być może tory na meczach wyjazdowych Danielowi sprawiały nieco problemów. Za to we Wrocławiu, jak to zwykle u niego bywało, spisywał się wybornie, latając choćby po płotach. To jest na pewno duży zawód, iż nie wystartuje w Manchesterze. Tamtejsze zawody można by było nazwać im. Daniela Bewleya, bo na National Speedway Stadium również potrafi czynić cuda. To samo tyczy się Fredrika Lindgrena, który jest co prawda już wiekowym rajderem, ale na angielskich torach, m.in. w Manchesterze, osiągał bardzo dobre wyniki. W obu przypadkach to jest spora absencja.

Wracając do Daniela, przeżywa on duży dramat. Osiągał znakomite wyniki, a tu nagle przyszła kontuzja i to nielekka, bo złamania kości udowej. Żaden uraz nie jest przyjemny, ale taki praktycznie przekreśla Danowi szanse i marzenia na wielkie sukcesy w tym sezonie. Życzymy mu rzecz jasna powrotu do zdrowia, który na pewno nastąpi, ale nie gwałtownie i nie wiadomo, jak się po tej przerwie będzie się prezentował. To jest duże osłabienie w kontekście poziomu zawodów. Wskoczyli natomiast Kai Huckenbeck, Jan Kvech oraz Anders Thomsen z listy oczekujących. Przez kontuzje, które są bardzo smutną sprawą, zawodników rezerwowych cyklu pozostało już jak na lekarstwo. Liczę jednakże na to, iż ci jeźdźcy, którzy wskoczyli za kontuzjowanych kolegów, też przysporzą nam widzom emocji. Tak jak mówiłem, dużą stratą dla zawodów w Anglii jest to, iż nie wystąpią Bewley, Lindgren, ale także Dominik Kubera. Ostatni z wymienionych też potrafił skutecznie jeździć w Manchesterze.

Jeśli chodzi o Dana Bewleya, nie wiadomo kiedy on powróci do ścigania w ogóle. Ta jego przerwa może potrwać choćby parę miesięcy. Czy to jest Pana zdaniem wielki nieobecny nie tylko w kwestii najbliższym turniejów w Manchesterze, ale i w całych zmagań?

Oczywiście, iż tak. Jest to wielki nieobecny. Tegoroczne Speedway Grand Prix rozpoczął od drugiego miejsca w Landshut tuż za Woryną. Gdyby we właściwym momencie zamknąłby „bramę” Polakowi, to w Niemczech prawdopodobnie by wygrał. Jednak to już jest historia i nie ma co gdybać, tym bardziej iż zwyciężył Kacper. Ten sezon, mówiąc niestety brzydko, Daniel może wyrzucić sobie do kosza. choćby kiedy on powróci, niewiadomą będzie jego dyspozycja. Oczywiście będzie chciał jak najszybciej wrócić, by coś jeszcze w bieżącym roku coś dla siebie ugrać, uratować. Prawdopodobnie jednak pozostanie mu jedynie głównie liga. W Grand Prix, jako pełnoprawny uczestnik, także dalej będzie startować, gdy już wróci, ale najprawdopodobniej będzie tracił dużo punktów do rywali w klasyfikacji. Z racji tego ogromnego nieszczęścia, uważam, iż będzie to faworyt nr 1 do Dzikiej Karty elitarnych rozgrywek na przyszły sezon. Ten obecny przez to nieszczęśliwie złamane udo został mu bowiem zabrany.

Nie zapominajmy również o starym wydze, czyli Jasonie Doyle’u. Australijczyk też niestety ostatnio się poobijał, ale na torze w Manchesterze w zmaganiach brytyjskiej Premiership pokazywał, iż oponenci mogą obawiać się jego wejść w łuk. Nie mówię tutaj o stwarzaniu niebezpiecznych sytuacji. Ale o ile któryś z zawodników zostawi Jasonowi sporo miejsca przy krawężniku, choćby 5 centymetrów, ten tam wjedzie i wykorzysta swoją szansę, oczywiście nie robiąc nikomu krzywdy.

Pamiętamy jaką furorę w ubiegłym roku robił Brady Kurtz. Wydawało się w obecnym podobną drogą będzie szedł Daniel Bewley, co można było zauważyć przed kontuzją tego zawodnika. Czy to mógłby być – gdyby nie doznany przez niego uraz uda – właśnie taki rywal dla Bartka Zmarzlika, jak Kurtz w okresie 2025, w kontekście walki o tytuł mistrzowski?

W tym gdybaniu jest dużo racji. Tak jak mówiliśmy. Daniel przed kontuzją był w bardzo dużym gazie. Jechał naturalnie, swobodnie i bardzo szybko. Sądzę, iż nie tylko w rundach w Manchesterze włączyłby się w mistrzowską batalię. Przypomnijmy bowiem, iż Dan był drugi w Landshut, a Bartek trzeci. W Pradze Anglikowi nie było już dane jechać. Podejrzewam, iż nie tylko psociłby w czołówce. Na początku sezonu udowodnił, iż jego miejsce również jest na podium indywidualnych mistrzostwach świata. I nie zdziwiłbym się, iż – gdyby nie doznany uraz – jakby załapał się do jednego z medali.

Bardzo serdecznie dziękuję za rozmowę.

Dziękuję pięknie.

ROZMAWIAŁ NORBERT GIŻYŃSKI

Idź do oryginalnego materiału