O AKTUALNYM STANIE I WALCE O ZDROWIE:
Jeśli chodzi o mój stan zdrowia, to z każdym dniem jest coraz lepiej. Idzie to jednak bardzo powoli. Rehabilitacja, choć ja to bardziej traktuję jako trening, a nie rehabilitację, trwa cały czas – siedem dni w tygodniu. Ćwiczę, jem i śpię. Tak wygląda mój dzień. Powoli przynosi to efekty. Minie jednak dużo czasu i trzeba dużo pracować, aby było lepiej. Na szczęście choroby i kontuzje cały czas mnie omijają i mogę ciągle trenować. Dzięki temu robię powolne, ale jednak postępy.
WSPIERAJ DANIELA KACZMARKA POPRZEZ ZBIÓRKĘ TUTAJ
O FERALNYM 15 KWIETNIA 2025 ROKU:
Na torze dotarło do mnie, iż konsekwencje będą poważne. Nie mogłem się ruszyć. Przybiegł do mnie trener Kościecha, zaczął ściągać kask i buty, a ja się nie ruszałem. Wiedziałem, iż to jest bardzo poważny uraz już wtedy, w pierwszym momencie. Później, po prześwietleniach i operacji bałem się tylko o to czy rdzeń nie jest przerwany. Jak się obudziłem, to na całe szczęście przyszedł profesor Kloc, któremu dziękuję za taką szybką interwencję i opiekę, powiedział, iż rdzeń jest cały i co mnie teraz czeka. Wtedy mnie uspokoił, bo bardzo się denerwowałem czy wszystko jest stracone, czy będę mógł jeszcze wrócić do zdrowia.
O TRUDNYCH MOMENTACH:
Najgorsze było zaakceptowanie, iż to dawne życie już się skończyło i nie wróci. Do dzisiaj wydaje mi się, iż wyzdrowieję, będę w pełni sprawny i wrócę na zawody. Jak pomyślę świadomie, to wiem jednak, iż tak nie będzie. Już jest trochę lepiej, ale do dziś się z takimi myślami borykam.
fot. Tomasz RosochackiO OGLĄDANIU WYPADKU:
Tak, oglądałem ten wypadek. Chciałem wiedzieć co się stało. Nie było u mnie urazu głowy, tylko miałem złamany obojczyk i krąg C5. Upadek widziałem dwa tygodnie po tym zdarzeniu. Chciałem wiedzieć co tam źle zrobiłem. Sama sytuacja tak źle nie wygląda. Wydaje mi się, iż jakbym nie zahaczył o Gleba Czugunowa, a wjechał prosto w bandę, to nic by się nie stało. Ja jednak uderzyłem o tor i cała energia poszła w ten tor. Na dodatek uderzył we mnie motocykl. Nie miałem problemu z oglądaniem wypadku. Widziałem na żużlu gorsze wypadki, które kończyły się lepiej.
O INNYM RODZAJU WALKI NIŻ NA ŻUŻLU:
To całkiem inna walka. Fajne jest jednak to, iż tutaj dużo zależy ode mnie, a nie od sprzętu. Walczę sam ze sobą. To, co wyniosłem z żużla się jednak przydaje. Na pewno reżim treningowy, którego uczył nas trener Roman Jankowski jak trenowaliśmy w wojsku w Lesznie, się przydaje. Teraz to wychodzi – trzeba iść na trening i zrobić swoje. Tak, jak wtedy.
WSPIERAJ DANIELA KACZMARKA POPRZEZ ZBIÓRKĘ TUTAJ
O PORAŻENIU WSZYSTKICH KOŃCZYN I TRUDACH WALKI:
Powoli zaczynają uczyć mnie stać samemu, bez żadnych zabezpieczeń. Zwiększa się siła dolnych kończyn. Muszę dużo pracować, aby to wszystko opanować. Jak się nauczę sam stać to wtedy będę mógł uczyć się samemu chodzić. Jestem w innym położeniu niż Patrick Hansen, Witalij Biełousow czy Max Dilger. Oni mieli sparaliżowane tylko nogi. Ja po wypadku ruszałem tylko oczami. choćby nie byłem w stanie w szpitalu ruszyć szyją. Jak leżałem i ucho mi się zawinęło pod poduszkę, to nie byłem w stanie głową ruszyć, aby to poprawić. Powoli zaczęło to wracać. Teraz dochodzę do kończyn dolnych.

O OGLĄDANIU ŻUŻLA PO WYPADKU:
Te najważniejsze mecze czy Grand Prix oglądam. Nie będę jednak ukrywał, iż jak oglądam żużel w telewizji, to tym chłopakom zazdroszczę, iż oni mogą jeździć, a ja nie. Nie jest to zła zazdrość, ale to mnie trochę dobija. Pewnie to z czasem minie, ale na razie jest taki ból. Ja walczę o to, aby wrócić do parkingu na własnych nogach. Chcę dalej być w tym środowisku. A w jakiej roli? To się okaże. Najpierw siebie muszę doprowadzić do jak najlepszej formy i zdrowia.
PEŁNA ROZMOWA WIDEO Z DANIELEM KACZMARKIEM JEST DOSTĘPNA PONIŻEJ:

5 dni temu















