Drodzy Kibice, zanim zwyzywacie mnie od najgorszych, bo przecież Bewley to po pierwsze Brytyjczyk, czyli prawie najgorsza nacja na żużlu… Tak a propos, „Brytole” nie popisali się w tym tygodniu, ale o tym później, i nie, nie mówię o wygranych kwalifikacjach do Drużynowego Pucharu Świata. Wracając: po drugie Dan pokonał Bartosza Zmarzlika, po trzecie jeździ w najmniej polskim klubie w Polsce (według kibiców z Leszna), po czwarte pali papierosy i pije piwo tuż po zawodach, i po piąte jest rudy – to już jest dyskusyjne, ale jak przekonał się w tym tygodniu Brady Kurtz, za to też można „oberwać”. Nie jestem tym „pismakiem wariatem”, który tylko chciałby, żeby nie Polak wygrał SGP.
Po prostu obiektywno-subiektywnie patrząc, to właśnie Brytyjczyk jeździł najlepiej, a na pewno najpiękniej, podczas tego Grand Prix. Bieg 19 spokojnie będzie mógł kandydować w kategorii bieg sezonu. Symptomatyczne jest to, iż o ile mówimy o biegach sezonu, to często zamieszany w nie jest właśnie wieloletni zawodnik Sparty Wrocław. Bewleyowi do perfekcyjnego Grand Prix zabrakło tylko wygranej w finale. Gdyby to były skoki narciarskie albo łyżwiarstwo figurowe, to notami za styl Bewley mógłby ukraść zwycięstwo. Jest to jednak żużel, a w żużlu od kilku lat w Grand Prix zasada jest jedna: „jadą wszyscy, a na końcu i tak wygrywa Polak”. Zwykle jest to nasz mistrz świata Bartosz Z., ale tym razem historia okazała się być jeszcze piękniejsza, bo to Kacper Woryna, dla którego już samo pojawienie się w finale miało być wystarczającym sukcesem, wygrał z faworyzowanymi Bewleyem, Zmarzlikiem i Lambertem.
Żużel. WORYNA KRÓLEM LANDSHUT! Polski wieczór w Grand Prix! (RELACJA)
Nie będę tutaj przytaczał oklepanego już schematu porównywania Kacpra do swojego wybitnego dziadka Antoniego – mimo wszystko póki co poziom jednak nie ten. Trzeba jednak docenić to, jak Kacper wygrał, bo to nie był przypadek, zbieg okoliczności bądź wybór najlepszego pola startowego. Woryna wygrał i został pięćdziesiątym zwycięzcą w historii SGP z powodów, dla których nie jest w tej pięćdziesiątce moim zdaniem np. Dominik Kubera. Obydwaj nie mogli w finałach Grand Prix narzekać na sprzęt, obydwaj mają umiejętności, aby pokonywać rywali, czyli najczęściej Zmarzlika i dwóch dodatkowych kompanów, jednak Woryna ma jakże istotną cechę dla żużlowca – on po prostu jest bardziej uparty. Jak nie wygra startu i nie pójdzie mu na pierwszym łuku, to dla Kacpra bieg się nie kończy, szczególnie jak ma na czym jechać. Żeby było jasne – nie uważam, iż Dominik Kubera nie ma tej „upartości”, po prostu Woryna w stawce Grand Prix ostatnich lat ma tę cechę na poziomie 99 i może tylko Bartosz Zmarzlik może mieć podobną wartość w tej kategorii. Długo Kacper nie pokazywał pełni swoich możliwości. W tym sezonie, jednak jedzie jak lider zespołu PGE Ekstraligi i jak TOP światowy. Czy zwycięstwo w Landshut będzie pięknym i zaskakującym, ale jednak epizodem w tym sezonie, czy śląski zawodnik powalczy o coś więcej i pójdzie drogą debiutującego w zeszłym roku Brady’ego Kurtza? Przed sezonem powiedziałbym: wspaniały epizod i w pełni zasłużony sukces dla Kacpra. Teraz jednak ciężko mi być w 100% pewnym, iż Woryna już więcej nie „odpali” i iż nie będzie bił się o medal SGP. Może być różnie – cieszmy się jako kibice z Kacprem, kibicujmy mu, bo im więcej takich historii w żużlu, tym ten sport będzie piękniejszy.
Żużel. Woryna zaskoczył samego siebie! Poruszające słowa o dziadku
Jeszcze szybciutko o Grand Prix. Na plus Polacy, bo zarówno Kubera, jak i Dudek pojechali chyba odrobinę ponad oczekiwania. Dobrze spisali się też debiutujący młodzieżowiec Nazar Parnitskyi oraz „dzikus” Norick Blodorn. Na minus zdecydowanie Duńczycy i niemrawi Australijczycy, z których najlepszy był najstarszy Jason Doyle. Czarnym charakterem tego Grand Prix miał zostać Brytyjczyk i gdy wydawało się, iż Phil Morris zdobędzie tę statuetkę, Robert Lambert wystrzelił z „Kung Fu Pandą” wobec Bartka Zmarzlika. Zachowanie głupie i nieodpowiedzialne, ale żeby już wykluczać Roberta z cyklu, jak chcieliby kibice z wszystkich ekstraligowych żużlowych miast, które nie zaczynają się na T, to chyba odrobina przesada. Zabójczy wzrok naszego „Franka Kimono z Kinic” oraz przesunięcie Roberta na górę listy zawodników, którym najlepszy zawodnik na świecie będzie musiał coś pokazać, udowodnić i przypomnieć przy kolejnej okazji, będzie chyba wystarczającą karą, bo obawiam się, iż Lambert nie będzie w stanie na ten moment odgryźć się Bartkowi. Kończąc wątek Grand Prix, kilka słów o Philu Morrisie, którego za Andrzejem Lebiediewem pół żużlowego świata wysyłało do psychiatryka. Morris kolejny raz udowodnił, iż jest jednym z najlepszych „grajków” w biznesie, który wykonuje. Jego celem na rundy Grand Prix, idąc za słowami Pawła Słupskiego w podcaście „Mówi się Żużel”, jest takie przygotowanie toru, żeby najlepsze ściganie było w ostatniej serii rundy zasadniczej, obydwu LCQ i finale. Zanim więc będziemy narzekać na przelany tor, złe przygotowanie i fatalne zawody, pamiętajmy, żeby rozliczać Phila Morrisa za to, czy ostatnie sześć biegów dowiezie rywalizację, mijanki i walkę na całej długości toru. W Landshut dowiozło, a bieg 19, tak jak pisałem, już czeka na kontrkandydatów do biegu, akcji sezonu. o ile mamy tory sprzyjające, jak Manchester czy Wrocław, to możemy oczekiwać ścigania wcześniej. W Pradze, o ile będziemy mieli ściganie i mijanki na ostatnie sześć biegów, to może być to najciekawsza runda od lat.
Żużel. Parodia z wodą w Landshut! Lebiediew mówi o… psychiatrze!
Zanim Grand Prix, to majówkę rozpoczynaliśmy od IMP Challenge i meczu Falubazu Zielona Góra z Włókniarzem Częstochowa. IMP Challenge adekwatnie bez niespodzianek – nazwiska, które miały awansować, przeszły dalej. Jedynym zaskoczeniem może być fakt, iż to młodszy z braci Kowalskich, Radosław, awansował do walki o Mistrzostwo Polski. Starszy, Bartłomiej, tak jak do tej pory w innych zawodach, jeździł w skali od średnio przez bezbarwnie do słabo. Po przyznaniu dwóch dzikich kart pozostała jeszcze jedna i zgadzam się z większością komentujących kibiców, iż na nią najbardziej zasłużył Tobiasz Musielak – zarówno będąc „pierwszym przegranym”, jak i jazdą w ligach zagranicznych oraz w ostatnich kolejkach Metalkas 2. Ekstraligi. Jako rezerwowych widziałbym kogoś z czwórki juniorów: Pawełczak, Małkiewicz, Jaworski i Mencel.
Żużel. „Buczek” najlepszy w Świętochłowicach! Jest też sensacyjny awans! (RELACJA)
O piątkowym meczu Ekstraligowym, oprócz tego, iż się odbył i Przemek Pawlicki miał czysty komplet, a Falubaz wygrał, a Włókniarz przegrał, jeszcze dwa zdania. W nawiązaniu do „kuchni meczu” – robienie dramy z ostatnich słów Leona Madsena do Przemysława Pawlickiego to już trochę dla mnie szukanie taniej sensacji tam, gdzie jej nie ma. Nie jest jednak dla mnie szukaniem sensacji krytyka odnosząca się do słów komentującego ten mecz Macieja Noskowicza. Nasz cytatolubny komentator stwierdził, iż „Kubera jedzie jak pirat drogowy na S-3”. Brakuje jeszcze, żeby innych zawodników klubu ze swojego rodzimego miasta porównywał do złodziei albo przemocowców. Panie redaktorze – bawimy się słowem, ale w granicach rozsądku.
Żużel. Falubaz leje Włókniarza! Koncert Pawlickiego! (RELACJA)
Zabawił się też słowem redaktor Łukasz Benz w ostatnim meczu zamykającym kolejkę PGE Ekstraligi między Spartą Wrocław a Unią Leszno. Chodzi oczywiście o sytuację między Brady’m Kurtzem i Piotrem Pawlickim. Wykluczony – zasłużenie – został Australijczyk, a następnie, pytany o całą sytuację przez redaktora Benza, odpowiedział… no właśnie. Można rozumieć słowa wicemistrza świata tak, jak przetłumaczył to redaktor Benz, a następnie zostało to przekazane Piotrowi Pawlickiemu i kibicom – Brady widział Piotra, zostawił mu trochę miejsca, ale ten, widząc szansę na kontakt, położył się i nie był to pierwszy raz, jak tego próbuje. Od razu kibice zwyzywali, wydawało się sympatycznego, Australijczyka od najgorszych. Jednak to, co Kurtz powiedział, można rozumieć też tak, iż i Kurtz, i Pawlicki wiedzieli, jak pojedzie przeciwnik i tak jak w jednym z poprzednich okrążeń Pawlicki przecisnął się w piękny sposób przy płocie, tak sytuacja miała powtórzyć się na tym łuku, ale to Piotr zdecydował się ściąć do krawężnika i nadział się na wychodzącego szerzej Kurtza. I takie sytuacje Piotrowi zdarzały się już wcześniej, gdy dokonywał złego wyboru. Przekaz podobny, ale jakby mniej bojowy, prawda? Podbijanie jeszcze tego tematu w magazynie z Piotrem, wyciąganie ataku Emila na Bartka w Toruniu przez redaktora Malitowskiego pominę już bez dodatkowego komentarza. Podsumowując – największy błąd Kurtza w tym biegu był taki, iż ten atak był „niedopracowany”. I to mógłby być temat do dyskusji, bo przecież Australijczyk adekwatnie nie popełniał takich błędów w zeszłym roku. Patrząc jednak na wyniki w PGE Ekstralidze i SGP, widać, iż Brady nie jest w tak dobrej dyspozycji jak rok wcześniej. I kolejne pytanie, które póki co pozostawię bez odpowiedzi – czy poprzedni rok to jest poziom Brady’ego, a runda w Landshut i mecz z Unią to były słabsze momenty, czy może zeszły rok to był wyjątek, na maksa in plus, a teraz widzimy Kurtza w docelowej formie i sile? Wynik 50:40 dla Sparty wydaje się nie uszczęśliwiać żadnej ze stron, bo Wrocławianie liczyli na więcej, szczególnie wiedząc, iż zabraknie Janusza Kołodzieja, a Leszczynianie, przegrywając dziesięcioma punktami, nie są jednak faworytami do zdobycia punktu bonusowego w dwumeczu.
Żużel. Kurtz wprost o Pawlickim! Komentuje jego upadki!
Zacząłem odrobinę niechronologicznie omawianie niedzielnych meczów, więc ostatni do przedstawienia pozostał mecz przedostatni, czyli derby województwa kujawsko-pomorskiego – spotkanie Pres Toruń z GKM-em Grudziądz. Wygrał Toruń, ale rację mają eksperci, iż GKM może żałować straconej szansy na „ugryzienie” mistrza. I tak memy z tekstem „Uff, ale fart”, które pojawiły się po meczu z Unią Leszno, nie muszą być aktualizowane po kolejnym domowym meczu „Aniołów”. Mistrz Polski póki co nie przekonuje, ale wygrywa i wydaje się kwestią czasu, żeby te wyniki były, szczególnie na MotoArenie, zdecydowanie lepsze. GKM mimo porażki nie powinien szczególnie rozpaczać. W Grudziądzu to „Gołębie” będą faworytami i przy dobrej dyspozycji całego zespołu mogą spokojnie ugrać na drużynie z miasta Kopernika punkt bonusowy.
Żużel. Męki PRES Toruń w derbach! GKM postraszył! (RELACJA)
Co do lamentów nad formą Maxa Fricke’a, to ja tylko króciutko, bo pewnie kolega redakcyjny Przemysław Sierakowski napisze o tym więcej. Drodzy kibice GKM-u – pozwolę sobie zwrócić się do Was bezpośrednio – nie martwcie się, odbicie formy Maxa przyjdzie. Przerabiali to w Toruniu z Patrykiem Dudkiem, przerabiali to we Wrocławiu z Maciejem Janowskim, teraz pora przyszła na Was. I choć chcielibyście, żeby to wydarzyło się już, teraz, natychmiast, to pamiętajcie, iż hejterski komentarz nie poprawi formy Australijczyka, a na dłuższą metę wylanie jadu nie poprawi ani sytuacji Waszego ukochanego klubu, ani nie zmniejszy Waszej frustracji. W klubach też widzą, rozumieją i starają się przepracować problem. Sparcie ostatecznie nie udało się to do końca w zeszłym roku. Apatorowi trzy lata wcześniej też nie. Może u Was, przy większym zrozumieniu i mniejszej presji, Wasz kapitan szybciej wróci do ścigania na poziomie, jaki może prezentować.
Żużel. Kościecha traci cierpliwość do Fricke’a! Wymowna reakcja!
Metalkas 2. Ekstraliga znowu odrabiała zaległości. We wtorek PSŻ Poznań wyraźnie pokonał ZKS Stal Rzeszów. Następnie w sobotę obydwie drużyny rozegrały swoje kolejne spotkania. „Skorpiony”, głównie dzięki parze Ryan Douglas – Kacper Pludra, uratowały remis z Orłem Łódź. Orzeł zgodnie z przysłowiem, iż „od jakiej broni wojujesz, od takiej zginiesz” – ukradli punkt w Rzeszowie, stracili punkt w Poznaniu. Drugi sobotni mecz to w końcu wygrana ROW-u Rybnik ze wspominaną już Stalą Rzeszów. Ilość upadków i dziwnych zdarzeń w tym meczu przekroczyła normy, ale ostatecznie bardziej wyrównany skład gospodarzy wyciągnął ten mecz dla „Rekinów”. W niedzielę mieliśmy dokończenie kolejki. W Krośnie ciężko stwierdzić, co było bardziej epickie – koncert pani skrzypaczki zagłuszany przez wyjeżdżających do pierwszego biegu żużlowców czy komplet Tobiasza Musielaka. Piła przegrała wysoko, ale zaprezentowała się naprawdę ambitnie. Patrząc na to, iż jechała na wyjeździe z jedną z najlepszych drużyn w lidze, to chyba beniaminek może wracać do Wielkopolski „z tarczą”, a nie „na tarczy”. Ostatni mecz to „hit kolejki”, czyli spotkanie Ostrovii z Polonią Bydgoszcz. Zdecydowane zwycięstwo „Gryfów” i bardzo dobry mecz Fredrika Jakobsena. Może niech jedynym komentarzem do formy fizycznej, sportowej i psychicznej Moonfin Malesy Ostrów Wielkopolski będzie fakt, iż drużyna typowana przed sezonem do play-off zajmuje ostatnie miejsce w lidze.
Ostatnia część jak zawsze to nominacje do nagrody „Dzbana miesiąca” lub „Złotej Maliny”. Nagroda ta otrzymała komisyjnie oficjalną nazwę „Defektu Miesiąca”. Wiem, iż do tej pory omijałem w nominacjach żużlowców, ale dwóch Brytyjczyków zasłużyło na nominacje. Pierwszym jest wspominany już Robert „Kung Fu Panda” Lambert, który gdzie silnikiem nie może, tam kopniakiem spróbuje. Druga nominacja to Tai Woffinden za komentarz im. Allena Iversona, iż on nie będzie już trenował w Ostrowie, bo to nie ma sensu, bo tor nie jest powtarzalny i iż będzie traktował mecze domowe jak wyjazdowe. o ile ktoś łudził się jeszcze po meczu z Polonią Piła, iż jest szansa, żeby wróciła sielska atmosfera w relacjach Tai – kibice Ostrowa, może chyba odłożyć te marzenia na bok. Po miłym i zaskakująco dobrym początku coraz bliżej prawdy i triumfowania będzie redaktor Mateusz Puka, a Ostrów może już niedługo mieć dość swojego kapitana, tak jak gwałtownie rozczarowali się nim wszyscy w Rzeszowie. o ile Woffinden nie zmieni nagle czegoś, to może już niedługo nie być klubu w Polsce, który będzie chciał próbować z nim współpracy.
Żużel. Lambert kopnął Zmarzlika! Zasłużył na karę? (WIDEO)
Żużel. Woffinden grzmi po klęsce! Zaskoczył wyznaniem o rezygnacji
Kolejna nominacja dla redakcji Przeglądu Sportowego za być może najbardziej clickbaitowe zdjęcie wiodące dla artykułu. Artykuł mówi o dzikiej karcie na Grand Prix w Pradze. o ile teraz wyszukacie ten artykuł w sieci, zobaczycie zdjęcie, na którym jest Jan Kvech i plecami odwrócony Emil Sajfutdinow. Oryginalne zdjęcie do tego artykułu było jednak inne – było to zdjęcie z toruńskiego parku maszyn, gdzie głównym, widocznym, cieszącym się zawodnikiem jest Emil Sajfutdinow, a po lewej stronie uciętego widać Jana Kvecha. Ogólnie nie wiem, co gorsze – wstawianie takiego zdjęcia i liczenie na clickbait czy, po fali negatywnych komentarzy, zmienienie go na bardziej rzeczywiste zdjęcie. Tłumaczenia, iż „idziemy w zgodzie z opinią czytelników”, nie przyjmuję w tym wypadku.
Następna nominacja, tym razem dla Speedway Ekstraligi, za wstawienie filmiku „dla Pań”, jak przygotować makijaż na mecz żużlowy, który przetrwa 15 biegów. Nominacja – tak jak nie mam zupełnie za złe ani nie krytykuję Pani Podprowadzającej za to, iż takie szkolenie przygotowała i przedstawiła – tak zastanawia mnie, czy osoby decyzyjne o wypuszczeniu takiego materiału na profilach Ekstraligi utwierdzają określone stereotypy związane z płcią piękną na żużlu. Drogie Czytelniczki, dajcie znać, co o tym sądzicie.
Ostatnią nominację mógłbym przyznać redakcji żużlowej Canal+ za cały ostatni Magazyn Ekstraligi, który według mnie był zdecydowanie najgorszy w tym sezonie. Do grona nominowanych trafia jednak wyłącznie prowadząca Daria Kabała-Malarz. O ile złotoustne słowotwórstwo przy „Szalonym Maxie” Fricke’u (Freak Fricke), czyli Mitchellu McDiamondzie, nie wzbudzało większych emocji, tak stwierdzenie, iż prawie moglibyśmy nazywać Bastiana Pedersena „Bastard Pedersen”, można uznać nie za sytuację torową, a już za kontrowersję. Jak ktoś nie wie, co znaczy słowo „bastard”, to służę pomocą – jest to słowo, które można zastąpić innym słowem: bękart, a które oznacza dziecko z nieprawego łoża. Skoro „cudowne dziecko dwóch pedałów” uznajemy za lapsus językowy, to i tu może jakieś wytłumaczenie się znajdzie. A jak nie, to za tydzień kolejny Magazyn PGE Ekstraligi, już z Lublina, po meczu Motor Lublin – Sparta Wrocław. W imieniu wyłącznie swoim, jako fana tego typu contentu, zapraszam.

1 tydzień temu















