Za nami żużlowy sezon 2026. Fani „czarnego sportu” będą musieli poczekać około pięciu miesięcy na kolejne starty. Możemy oczywiście ekscytować się tym, co w tej chwili dzieje się w naszej ukochanej dyscyplinie. Mamy coraz więcej newsów transferowych, które newsami są adekwatnie tylko z nazwy, bo o potencjalnym układzie kadrowym w klubach wiedzieliśmy już w sierpniu. Mamy serial „Jazda po Złoto”, w którym każde słowo i gest, z którego można zrobić artykuł, są wyłapywane i wyszarpywane przez osoby piszące o żużlu niczym najlepsze kąski z ofiary przez drapieżniki . Mamy też możliwość przerzucenia się na inne dyscypliny, takie jak piłka nożna, koszykówka, siatkówka czy skoki narciarskie. Jest jednak grupa osób, która, odwrotnie niż większość kibiców, mniej lub bardziej ucieszyła się, iż sezon 2026 jest już za nami. O nich więcej w kolejnym tekście z serii DMP, czyli Dużo Merytorycznej Pisaniny.
Zaczynamy od tego, który, jak widać we wspomnianym już wcześniej serialu „Jazda po Złoto”, zdecydowanie cieszył się na sezon 2026, a ostatecznie stał się jednym z najbardziej jaskrawych przykładów żużlowca marzącego o jego końcu. Martin Vaculik, bo o nim mowa, w serialu CANAL+, opowiadając o jeździe na motocyklu używanym w MotoGP, mówił o wolności i poczuciu lotu niczym ptak. Porównał to do jazdy z przodu na motocyklu żużlowym i wygrywania. Uczucia, o którym wspominał Słowak, podczas minionego sezonu doświadczał jednak wyjątkowo rzadko. euforia z jazdy coraz częściej zastępowała frustracja, która wraz z kolejnymi tygodniami tylko narastała. Ostatni, perfekcyjny mecz był miłym akcentem i poniekąd uratował obraz tego sezonu, jednak fakt, iż Martin był ostatecznie dwudziestym zawodnikiem ligi i zanotował pierwszy od 287 lat sezon bez średniej wynoszącej minimum dwa punkty na bieg, najlepiej pokazuje, jaki to był rok dla doświadczonego Słowaka.
Żużel. Musiał interweniować chirurg! Vaculik boleśnie kończy sezon
Idziemy dalej i trafiamy na Unię Leszno, gdzie adekwatnie wszyscy oprócz Bena Cooka mogli się cieszyć, iż sezon kończy się po wyjazdowym meczu z Motorem Lublin. Piotr Pawlicki był chyba jeszcze bardziej sfrustrowany niż Martin Vaculik, a w jego przypadku światełka w tunelu na końcu sezonu już nie było. Z zawodnika na poziomie TOP 10 PGE Ekstraligi „Piter” spadł tuż nad opisywanego wcześniej Vaculika. Bezradność Pawlickiego i szczerość w tej bezradności były wręcz porażające.
Żużel. Pawlicki bierze winę na siebie! Złożył kibicom Unii istotną obietnicę
Nazar Parnicki był z kolei jednym z najszczęśliwszych ludzi, oczywiście obok Roberta Lamberta i innych medalistów, ciesząc się, iż ten okropny sezon SGP jest już za nim. Ile złych emocji i nerwów kosztowały młodego Ukraińca kolejne starty, wie chyba tylko on sam. Doświadczenie zebrane w tym sezonie będzie jednak bezcenne, a potencjał Parnickiego jest tak duży, iż prawdopodobnie w niedalekiej przyszłości Nazar wróci do elity i walki o Indywidualne Mistrzostwo Świata.
I w końcu dwóch zawodników, którzy jeszcze nieco ponad rok temu wspólnie cieszyli się z awansu Unii do PGE Ekstraligi. Być może obu już nie zobaczymy z Bykiem na plastronie. Grzegorz Zengota prawdopodobnie odetchnął, iż to już koniec tej pokręconej sytuacji, w której musiał się przepychać i licytować z klubem o to, kto jest bardziej winny jego odejścia. Janusz Kołodziej w końcu będzie mógł dać odpocząć swojemu ciału i pozwolić mu się zregenerować. Czy po to, aby w 2027 roku wrócić na tor, czy po prostu po to, aby lepiej funkcjonować w normalnym życiu poza żużlem?
Żużel. Zengota poczuł się niechciany w Unii! Mówi, iż to go przerosło!
Decyzji pana Janusza nie znamy i chyba dopóki prowadzone są albo istnieje możliwość prowadzenia jakichś zakulisowych negocjacji, Kołodziej jej nie ogłosi. Zdesperowani Leszczynianie mieliby wtedy znacznie gorszą pozycję negocjacyjną, a tak zawsze mogą mówić o planie B.
Żużel. Unia Leszno skazana na walkę o utrzymanie? Jasno ocenia skład bez Kołodzieja!
Kolejnym Polakiem, który marzył o szybkim zakończeniu sezonu, a w jego przypadku to marzenie akurat się spełniło, był „mistrz” domowego toru Maksym Drabik. Drabik przez osiem spotkań szukał najlepszych ustawień na grudziądzki tor i ich nie znalazł. Szczęśliwie dla polskiego „lidera” Gołębi w przyszłym sezonie w Grudziądzu ma być nowe torowe rozdanie, więc szanse na to, iż tym razem Maksymowi tor będzie pasował, są odrobinę większe.
Żużel. To największy problem Drabika! Odpali w 2027 roku?
W obu lubuskich klubach z zakończenia sezonu 2026 cieszyli się chyba wszyscy, bo ostatecznie utrzymanie można w przypadku tych drużyn potraktować jako zakończenie z happy endem. Happy endu nie było w Częstochowie, ale tam znajdziemy największą grupę osób, która odetchnęła z ulgą, iż sezon wreszcie się skończył. przez cały czas nie jest to grupa przesadnie liczna, ale za to wciąż bardzo silna i wytrwała w uczuciach.
Mowa oczywiście o kibicach Włókniarza, którzy, trochę tak jak Martin Vaculik, dostali miły prezent na zakończenie sezonu dzięki wygranej w Gorzowie. Wcześniej kibice częstochowskiego klubu dostawali jednak cios za ciosem. Porażka różnicą blisko 30 punktów z Gorzowem u siebie, przegrana z ćwiercią składu Sparty Wrocław, kolejne porażki bez dobicia choćby do 40 punktów, przegrana u siebie ze Stalą w ostatnim domowym meczu i w końcu padolino Rohana Tungate’a po tym, jak prawie pokonali Stal złożoną z Andersa Thomsena.
W Metalkas 2. Ekstralidze czeka nas transformacja częstochowskiego Lwa porównywalna do transformacji Simby podczas „Hakuna Matata” w „Królu Lwie”. Z małego lwa w dużego, przyszłego króla dżungli.
Przechodząc do Metalkas 2. Ekstraligi, również można znaleźć kilka przykładów osób, które marzyły o tym, aby ten sezon wreszcie się skończył. Tobiasz Musielak – ten Krośnienski i ten Pilski, William Drejer czy Franciszek Majewski – to potencjalni kandydaci. Ja jednak kilka słów więcej chciałbym poświęcić dwójce zawodników, którzy jeszcze w trakcie sezonu 2025 bardzo mocno zgłaszali swoje kandydatury do jazdy w PGE Ekstralidze, będąc gwiazdami jej zaplecza.
Pierwszym jest Luke Becker. Amerykanin jeszcze w połowie sezonu 2025 miał mieć na stole propozycję kontraktu z Włókniarzem Częstochowa i być blisko dzikiej karty w SGP, znajdując się wówczas w TOP 5 drugiej Ekstraligi. Fatalna kontuzja kręgosłupa przerwała nie tylko sezon Luke’a, ale też zamknęła mu drogę do jazdy w najwyższej klasie rozgrywkowej w Polsce.
Becker wrócił, dalej jeździł bardzo dobrze, a podpisanie z nim kontraktu w Krośnie wydawało się jednym z najlepszych transferów na zapleczu PGE Ekstraligi. Ostatecznie Amerykanin okazał się jednym z największych rozczarowań sezonu. Na koniec przegrywał walkę o skład z pamiętającym chrzest Polski Matejem Žagarem oraz Robertem Chmielem, będącym za dobrym na KLŻ, ale chyba jeszcze za słabym na lidera w silnej drużynie na poziomie Metalkas 2. Ekstraligi. Czy problemem był tor w Krośnie? Opony dętkowe? A może zawodnik wciąż odczuwa fizyczne i psychiczne skutki kontuzji sprzed roku? Jednoznacznej odpowiedzi nie ma, ale chyba, jak zawsze, prawda leży gdzieś pośrodku.
Żużel. Zmiany w składzie Wilków! Nie byli pewni Beckera?
Drugim zawodnikiem coraz mocniej myślącym już w 2025 roku o PGE Ekstralidze był Tom Brennan. Brytyjczyk miał za sobą bardzo dobry sezon w Bydgoszczy i świetny w Premiership, gdzie pokazywał potencjał lidera zespołu i nie ustępował takim gwiazdom jak Kurtz, Sajfutdinow, Holder, Bewley czy Doyle. To Brennan był czynnikiem X zwycięskiej kampanii Ipswich Witches dwa lata temu.
Młody Brytyjczyk po udanym sezonie i przekroczeniu wieku uprawniającego do jazdy jako U-24 zdecydował się walczyć o skład Polonii Bydgoszcz. Pozostał w klubie, mimo iż ten miał już zakontraktowanych czterech innych seniorów. Brennan na początku sezonu wygrał walkę o miejsce w składzie, jednak po trzech meczach doszło do zmiany i miejsce Brytyjczyka zajął oczekujący na swoją szansę Oleksandr Łoktajew.
Łoktajew jeździł tak dobrze, iż miejsca w składzie już nie oddał, a sezon młodego Brytyjczyka zaczął coraz bardziej przypominać koszmar. Tom wspominał, iż rozważał wręcz zakończenie kariery, ponieważ oprócz braku jazdy w Polsce zdecydowanie poniżej oczekiwań spisywał się również w Anglii.
Brennan to wciąż młody zawodnik, który może wrócić do jazdy na poziomie lidera Metalkas 2. Ekstraligi. Stracony rok i decyzja o pozostaniu w Bydgoszczy mogą się jednak okazać najważniejsze dla jego dalszej kariery.
Podsumowując temat osób, które marzyły o rychłym końcu sezonu 2026, zgodnie z moim liryczno-muzycznym zamiłowaniem i ku pokrzepieniu serc wszystkich wyżej wymienionych, cytat z piosenki Budki Suflera:
„Po nocy przychodzi dzień, a po burzy spokój”.
Kornel Jasiński

2 dni temu















