Zajrzałem za kulisy Halowych Mistrzostw Świata Kujawy Pomorze 2026

2 dni temu

Udział w wydarzeniu sportowym zwykle zaczyna się i kończy na trybunach. Tym razem było inaczej, dzięki zaproszeniu od ASICS, partnera World Athletics, zajrzałem tam, gdzie zaczyna się prawdziwa gra o emocje. Przeszedłem krok po kroku drogę zawodników: od wejścia do hali, przez strefę rozgrzewki i call room, aż po bieżnię Kujawsko-Pomorskiej Areny Toruń i kulisy mixed zone, gdzie sportowcy spotykają się z mediami.

Halowe mistrzostwa świata to impreza, która w Polsce została zorganizowana po raz drugi. Poprzednio czempionat odbył się 12 lat temu w Sopocie. Toruńska edycja zgromadziła 632 zawodników ze 111 krajów, którzy rywalizowali w 27 konkurencjach, tworząc jedno z największych lekkoatletycznych wydarzeń w historii kraju. Jak udało mi się dowiedzieć, przy jego organizacji pracowało choćby ponad tysiąc osób obsługi. Budżet imprezy wyniósł 25 mln złotych.

Rozgrzewka

ASICS nieprzypadkowo zaprosił do Torunia na halowe mistrzostwa świata kilkunastu dziennikarzy i influencerów. Japońska marka od 2017 roku jest partnerem World Athletics, w 2019 roku umowa ze światową federacją została przedłużona o kolejne 10 lat.

fot. Radosław Piasecki

Kluczowym elementem programu była wizyta za kulisami czempionatu, w ramach trasy „Behind the scenes”. W rolę naszego przewodnika wcielił się Piotr Haczek, były reprezentant Polski, specjalista od biegu na 400 m i finalista igrzysk olimpijskich w Atlancie i Sydney w sztafecie 4 × 400 m. Podopieczny legendarnego trenera Józefa Lisowskiego pokazał nam wszystko z perspektywy zawodnika, prowadząc nas przez cały proces krok po kroku.

Wizytę w Kujawsko-Pomorskiej Arenie Toruń rozpoczęliśmy od wejścia na halę rozgrzewkową. Była to przestrzeń przygotowana specjalnie na mistrzostwa pokryta bieżnią z areny głównej, która wcześniej otrzymała nową nawierzchnię mondo. To nie jest miejsce „na chwilę”. Zawodnicy spędzają tu sporo czasu, każdy według własnego schematu. Po bokach hali zlokalizowane są boksy przypisane do poszczególnych krajów, gdzie pracują m.in. fizjoterapeuci.

fot. Radosław Piasecki

Odwiedziliśmy to wnętrze na około dwie godziny przed sesją wieczorną, dlatego jeszcze świeciło pustkami. Dowiedzieliśmy się jednak, iż w szczytowym momencie w hali do startu może przygotowywać się choćby 200-300 zawodników.

Mieliśmy szczęście, bo udało nam się w tej przestrzeni zobaczyć fenomenalnego Szweda Armanda Duplantisa, czterokrotnego mistrza świata w skoku o tyczce.

fot. Radosław Piasecki

Piotr Haczek zwrócił uwagę, iż rywalizacja o medale zaczyna się dużo wcześniej niż na starcie.

– Rywalizacja tak naprawdę zaczyna się na rozgrzewce, jak ktoś jest mądry i potrafi to dobrze wykorzystać. To nie jest tylko kwestia przygotowania fizycznego, tam się dużo dzieje na poziomie głowy. Zawodnicy obserwują się nawzajem, patrzą, kto co robi, jak wygląda, jak się zachowuje. Już w tym momencie mogą sobie budować przewagę jeszcze przed startem – powiedział.

W świecie sportu na najwyższym poziomie o wyniku często decydują detale, które dla przeciętnego obserwatora pozostają niewidoczne. Zanim zawodnicy ustawią się na starcie, rozpoczyna się subtelna walka o dominację, nie tylko fizyczną, ale przede wszystkim mentalną. To właśnie w tych pozornie nieistotnych momentach kształtuje się pierwsza przewaga, która później może przełożyć się na wynik końcowy.

Są gierki psychologiczne. Jak zawodnicy potrafią to zrobić, to już tam sobie przewagę można budować. Co robią? Na przykład zajmują więcej miejsca, ustawiają sprzęt, płotki, pokazują swoją obecność. Czasem ktoś krzyknie, czasem zachowuje się bardzo swobodnie, żeby pokazać, iż jest pewny siebie. Każdy ma na to swój sposób – mówił Piotr Haczek.

Call room

Z rozgrzewki zawodnicy przechodzą do gathering point, czyli bramki zgłoszeń. To moment, w którym kończy się jakakolwiek swoboda i zaczyna się ścisła procedura call room. W tym miejscu weryfikowane są m.in. numery startowe i akredytacje.

– Otwieramy gathering point, zawodnicy mają określony czas na stawienie się. jeżeli ktoś nie pojawi się na czas, zamykamy i niestety do widzenia. Tu nie ma wyjątków ani marginesu błędu – tłumaczył nasz przewodnik.

Dalej jest call room. Niewielka przestrzeń, w której zawodnicy spędzają ostatnie minuty przed wyjściem na bieżnię. Z zewnątrz wygląda to spokojnie, siedzą naprzeciwko siebie, raczej w ciszy. Ale jak zaznaczył Haczek, to tylko pozory.

– Zawodnicy mają 5–7 minut do startu. To miejsce, gdzie mogą sobie powalczyć trochę psychologicznie, spojrzeć prosto w oczy. Mogą się pojawić takie drobne zagrywki między zawodnikami, jakieś spojrzenia, gesty, próby wybicia z rytmu – mówił dodając, iż w call roomie obowiązują konkretne zasady zachowania.

fot. Radosław Piasecki

Można dostać żółtą kartkę za przeszkadzanie, niesłuchanie instrukcji sędziego. A jak masz żółtą i coś zrobisz później na bieżni, to jest czerwona i koniec – mówił.

W tym samym czasie odbywa się pierwsza kontrola sprzętu m.in. lekkoatletycznych kolców. Ma charakter dość pobieżnego przeglądu, szczegółowo buty analizowane są już po zawodach. Lekkoatleci otrzymują w call roomie numery z chipami, które rejestrują prędkości i międzyczasy. Od lat za tę część odpowiada japońska firma Seiko. Miałem w ręku taki numer, trzeba przyznać, iż chip jest znacznie cięższy od tych, które stosowane są na biegach ulicznych.

Z call roomu zawodników wyprowadza sędzia. Ustawiają się seriami, według konkurencji. Jak tłumaczył nasz przewodnik, od tego momentu wszystko dzieje się szybko.

– Przychodzi po nich sędzia. Zawodnicy ustawieni seriami w boksach. Jak są gotowi, to ruszają. Ci, którzy biegają, mają później tylko pięć minut na dogrzanie się, ustawienie bloku startowego – mówił Haczek.

fot. Radosław Piasecki

Przeszliśmy drogę krętymi korytarzami Areny Toruń, którą pokonują zawodnicy. Wyjście na halę główną było sporym przeżyciem. Mieliśmy chwilę, aby pospacerować po sześciotorowej bieżni, dowiedzieliśmy się, iż zbudowana jest na drewnianym stelażu. Mieliśmy chwilę, aby zrobić pamiątkowe zdjęcie.

Mixed zone

Wracając do rywalizacji na halowych mistrzostwach świata, po biegu zawodnicy nie znikają od razu za kulisami. Najpierw trafiają do mixed zone. Na takie potrzeby zagospodarowana została część północnej trybuny Areny Toruń. Aby się tam dostać, należy pokonać kilkanaście dość stromych schodów. To przestrzeń dla sportowców i mediów, która od razu robi wrażenie skalą. Na wejściu ustawiony rząd kamer ekip telewizyjnych, jedna obok drugiej. Dalej kolejne stanowiska: media online, radio, prasa. Każdy zawodnik przechodzi dokładnie tą samą ścieżką.

fot. Radosław Piasecki

Haczek zwracał uwagę, iż to obowiązkowy element udziału w mistrzostwach, który wcale nie jest łatwy.

– Przebiegliście trzy kilometry na bieżni i teraz idziecie tą ścieżką. Media, social media, wywiady. Dużo zależy od wyniku. najlepsi zawodnicy zatrzymują się przy kolejnych kamerach i mikrofonach, odpowiadają na pytania, przechodzą dalej i znowu zatrzymują się przy następnych – opisywał.

Organizatorzy przygotowani są na każdy scenariusz. W pogotowiu są służby medyczne. – Czasem po biegu zawodnik jeszcze nie czuje zmęczenia, a po kilku minutach go ‘łapie’. Jesteśmy na to przygotowani, może się zdarzyć, iż ktoś zasłabnie lub poczuje mdłości – tłumaczył.

Dopiero za mixed zone zaczyna się część, do której media już nie mają dostępu. Zawodnicy trafiają do strefy, gdzie odbierają swoje rzeczy i wychodzą z trybu startowego. – Tutaj zawodnicy odbierają ubrania i swoje rzeczy, tam również bardzo często typowani są do kontroli antydopingowych – jak mówił Haczek. To już końcówka całej drogi.

Trybuny

W niedzielę wróciliśmy na trybuny, aby z ich wysokości obserwować ostatni dzień mistrzostw, oglądaliśmy zawody już jak kibice, ale z zupełnie inną świadomością tego, co dzieje się wcześniej. Najważniejszym momentem z polskiej perspektywy było zdobycie brązowego medalu przez Pię Skrzyszowską na 60 metrów przez płotki.

Całość była też dobrym kontekstem do pokazania roli ASICS przy takich wydarzeniach. We wnętrzach toruńskiej areny był m.in. sklep, w którym można było kupić m.in. buty Novablast 5 promowane przez okazji mistrzostw, a także dedykowaną linię odzieży.

Marcin Dulnik

fot. w nagłówku Radosław Piasecki

Idź do oryginalnego materiału