Wyznanie gwiazdy Unii Leszno! Jednej rzeczy pragnie w przyszłym roku

speedwaynews.pl 1 godzina temu

Ben Cook podsumował swój kolejny rok startów w barwach Fogo Unii Leszno. W rozmowie z lokalnym portalem Głos Leszna zawodnik odniósł się do minionych miesięcy, ligowej rzeczywistości oraz relacji z kibicami, którzy od pierwszych wyścigów przyjęli go na Smoczyku ze sporym entuzjazmem.

Droga przez mękę do krajowej czołówki

Przygoda Australijczyka z leszczyńskim klubem rozpoczęła się w okresie 2024, kiedy to dołączył do zespołu w PGE Ekstralidze w roli awaryjnego wzmocnienia. Choć tamte rozgrywki zakończyły się dla Unii spadkiem, Cook swoją bezkompromisową jazdą momentalnie wywalczył miejsce w sercach fanów. Następny krok stanowiła walka na zapleczu elity, wygranie rozgrywek Metalkas 2. Ekstraligi i szybki powrót do żużlowego eldorado. W minionym sezonie Ekstraligi Ben Cook udowodnił, iż nie jest zawodnikiem jednego sezonu – wykręcił solidną średnią biegową 1,989 w 18 meczach i 92 biegach, stając się jednym z filarów drużyny.

– Mam za sobą świetne lata tutaj. Zaczęło się od Ekstraligi w 2024 roku, potem była niższa liga i wygrane rozgrywki – mówił Ben Cook w rozmowie z Głosem Leszna. – Przyjemnie było wrócić do najmocniejszej ligi. To był dla mnie wspaniały czas. Kibice także byli dla mnie bardzo dobrzy, nie mam na co narzekać.

Najlepsza liga świata nie wybacza błędów

Starty w PGE Ekstralidze wymagają ciągłej czujności i idealnego dopasowania sprzętu. W każdym biegu pod taśmą stają mistrzowie świata oraz liderzy swoich reprezentacji. Cook nie kryje, iż rywalizacja na tym poziomie kosztuje sporo nerwów i wymaga stałego podnoszenia poprzeczki, zwłaszcza w kontekście samego momentu startowego.

– Ta liga jest najsilniejsza na świecie. Jeżdżą tu najmocniejsi zawodnicy, z którymi spotykamy się w każdym spotkaniu – mówi Ben Cook. – Każdy wyścig był bardzo trudny. Po prostu nigdy nie jest łatwo. Mam nadzieję, iż w przyszłym roku będę miał więcej dobrych startów, bo wtedy jest łatwiej zdobywać punkt. Ogólnie jednak to był dobry rok zarówno dla mnie, jak i dla naszego zespołu – podsumował Australijczyk.

Idź do oryginalnego materiału