Wyrok dla Jagiellonii? Niekoniecznie. Fiorentina jest w kryzysie

8 godzin temu

Fiorentina to nazwa, która na papierze powinna zamykać dyskusję o marzeniach Jagiellonii. Problem w tym, iż papier swoje, a boisko swoje. Viola przeżywa jeden z największych kryzysów ostatnich lat, w Serie A broni się przed spadkiem, zmienia trenerów i wygląda na mocno pogubiony zespół. Trafienie na włoskiego giganta, gdy ten jest w opałach, wcale nie musi być dla mistrza Polski wyrokiem. Wręcz przeciwnie – może okazać się szansą.

Wylosowanie Fiorentiny brzmi jak wyrok, przynajmniej na pierwszy rzut oka. Gdy jednak przyjrzymy się bliżej, zobaczymy, iż choć to oczywiście wciąż rywal trudny, to jednak polski zespół nie jest z góry skazany na pożarcie.

– Pokonanie drużyny włoskiej zawsze jest wielką sztuką, choć przed spotkaniem szansę oceniam na 50/50 – pisze w swoim felietonie na Weszło Zbigniew Boniek. I zaznacza, iż choć Viola jest w kryzysie, to cały czas pozostaje groźnym przeciwnikiem.

Choć mówimy tu nie o byle jakim kryzysie. Fiorentina na pierwsze zwycięstwo w tym sezonie Serie A czekała do… 21 grudnia i długo znajdowała się na samym dnie tabeli. Dziś także jest w strefie spadkowej, w lidze wygrała zaledwie dwa razy, a w Lidze Konferencji spisywała się w kratkę.

Jak doszło do tego, iż Fiorentina, najbliższy rywal Jagiellonii Białystok w Lidze Konferencji, jest zagrożona spadkiem z Serie A?

ACF Fiorentina. Fatalna przygoda Stefano Piolego

Latem nic jeszcze nie zwiastowało nadchodzącej klęski. Owszem, z klubem pożegnał się Raffaele Palladino, uwielbiany przez szatnię szkoleniowiec, człowiek, który stał za awansem Fiołków do europejskich pucharów. W tle dogasał jego konflikt z władzami klubu i dyrektorem sportowym Danielem Pradem. Ale pod względem kadrowym sytuacja nie wyglądała wcale źle.

Z klubu nie odszedł żaden z kluczowych zawodników, w zespole udało się utrzymać Moise Keana, autora 19 goli w poprzednim sezonie, a do tego wydano 90 mln euro na obowiązkowe wykupy oraz nowych zawodników. Kadra wydawała się szeroka, skrojona pod grę na trzech frontach, a jakość piłkarska – całkiem przyzwoita.

Fiorentina raczej się zbroiła, szykując do wykonania kolejnego kroku w przód: może nie tak dużego, by od razu bić się o miejsce w Lidze Mistrzów, ale przynajmniej o awans do Ligi Europy. gwałtownie wytypowano też następcę Palladino. Miał nim zostać Stefano Pioli, niedawny triumfator Serie A z Milanem, który później w glorii chwały zmienił Włochy na Arabię Saudyjską.

– Latem trzeba było trochę poczekać na Piolego. A wszystko przez… podatki – mówi w rozmowie z Weszło Dominik Guziak, komentator Eleven Sports. – Pioli pracował wcześniej w Al-Nassr, pobierał dużą pensję i płacił tam niskie podatki. Ale gdyby pracował w Arabii poniżej pół roku, wówczas podatek od wysokich zarobków musiałby już zapłacić we Włoszech. Co sprawiłoby, iż straciłby sporo kasy. Absurdalna sytuacja, przez którą musieli czekać na trenera do lipca.

Kadencja 60-latka okazała się jednak olbrzymią klapą. Szkoleniowiec awansował co prawda do Ligi Konferencji, w niej wygrał choćby dwa spotkania, ale w lidze sytuacja była tragiczna. Fatalnie wyglądała gra, piłkarze popełniali błędy, a punktów nie przybywało. Włodarze nie kwapili się jednak do zwalniania szkoleniowca. Powód? Wysoki kontrakt, który musieliby wypłacać trenerowi choćby po zwolnieniu.

Stefano Pioli odchodził z Fiorentiny jako przegrany

Miarka przebrała się 2 listopada. Fiorentina przegrała u siebie z Lecce i po dziesięciu kolejkach nie miała na koncie jeszcze żadnego zwycięstwa w Serie A.

– Pioli nie chciał rezygnować z kasy, ale Fiorentina w końcu go zwolniła. Wzięto więc Vanoliego, co też nie spotkało się z entuzjazmem szatni, która chciała powrotu Palladino. A iż Fiorentina zwlekała, Palladino poszedł do Atalanty. Choć nie wiadomo, czy i on chciałby jeszcze wrócić do Florencji – analizuje Guziak.

– A Vanoli nie jest typem trenera-strażaka, takim, jak choćby Beppe Iachini, który w przeszłości pomagał Fiorentinie w trudnych momentach. Czyli takim po którego dzwonisz, gdy walczysz o utrzymanie, on przychodzi w trakcie sezonu, ratuje, zdobywa punkty, a po sezonie go zwalniasz, bo wykonał już swoją robotę – dodaje ekspert od włoskiego futbolu.

Rozbity zespół, zagrożenie spadkiem

Tylko że… gra za kadencji Vanoliego też szczególnie się nie poprawiła. To trener, który w wielkich klubach może był – ale jako asystent Antonio Conte, któremu pomagał w Chelsea i Interze Mediolan. Samodzielnie prowadził zaś tylko Spartaka Moskwa, Venezię oraz Torino.

I jego Fiorentina na boisku wciąż miała problemy. Pierwszych pięć spotkań Vanoliego? Dwa remisy, trzy porażki. Wygrać udało się dopiero za szóstym podejściem, i to też tylko w Lidze Konferencji, przeciwko Dynamu Kijów.

– W zespole jesienią panował bałagan. Zdarzały się „spiny” na boisku, zawodnicy machali na siebie rękami, było widać, iż to zbiór indywidualności, a nie drużyna. Do tego mieli pecha, popełniali dużo błędów, w tym także David de Gea – analizuje Guziak.

A wiadomo, iż jeżeli błędy popełnia bramkarz – zespół płaci za to utratą goli.

– De Gea zaliczył zjazd, pierwszą część sezonu miał bardzo słabą. Zespół jest rozbity, a piłkarze myślami są jakby gdzieś indziej. Vanoli musi tłumaczyć zawodnikom, iż walczą o utrzymanie. Na konferencjach przemyca między wierszami, iż musi siadać z zawodnikami w cztery oczy i tłumaczyć im, iż jest naprawdę realne zagrożenie spadkiem. Tak, jakby oni tego nie rozumieli – dodaje.

Problemy dotyczyły też formacji ataku, gdzie formę stracił Moise Kean, a rozczarowaniem okazał się transfer 39-letniego Edina Dżeko.

– Moise Keane zalicza dużo słabszy sezon. Ma pięć goli w lidze, przy znacznie wyższym xG. W zeszłym sezonie sytuacje wykorzystywał, teraz je marnuje. Edin Dżeko totalnie nie dojeżdża. Totalnie. Fiorentina podpisała dwuletnią umowę z prawie 40-letnim gościem. Widać, iż nie jest to już poziom dla niego – mówi dla Weszło Guziak.

Światełko w tunelu?

W wynikach Fiorentiny coś drgnęło dopiero pod koniec grudnia. Wówczas odniosła pierwsze zwycięstwo w Serie A, pokonując aż 5:1 Udinese. Choć wysoki wynik nie do końca odzwierciedla przebieg spotkania, wygrana stała się impulsem do poprawy rezultatów. Fiorentina przegrała co prawda jeszcze kolejne spotkanie z Parmą, ale później ograła Cremonese, a w dwóch ostatnich meczach remisowała z Lazio oraz Milanem.

Choć, zdaniem Guziaka, gra Fiorentiny mogła podobać się jedynie w ostatnim ze spotkań. Remisując z Lazio fani Fiołków mogli mówić o szczęściu.

– Ich xG w pierwszej połowie wynosiło okrągłe zero. Lazio z kolei miało dwie setki, ale ich nie wykorzystało – mówi komentator Eleven Sports.

Zdobyte punkty pozwoliły nieco odbić się od dna tabeli, choć sytuacja wciąż nie wygląda kolorowo. Fiorentina zajmuje 18. miejsce, wciąż jest w strefie spadkowej i ma tylko punkt przewagi nad Pisą oraz Hellasem. W dodatku nowy trener, Vanoli, punktuje ze średnią zaledwie jednego punktu na mecz.

W Lidze Konferencji też bywa różnie – Fiołki zaczęły od wygranych z Sigmą Ołomuniec i Rapidem Wiedeń, później pokonały też Dynamo Kijów, ale do trzech zwycięstw dorzuciły trzy porażki. Za mocne dla Fiorentiny okazały się FSV Mainz, AEK Ateny i Lausanne-Sport.

Jak Fiorentina podejdzie do Ligi Konferencji?

Szanse na sukces Jagielloni w dużej mierze będą zależeć od tego, jak Fiorentina wiosną potraktuje europejskie rozgrywki. A choć w lidze walczy o utrzymanie, wcale nie znaczy to, iż może je odpuścić.

– Liga Konferencji może być jedynym sposobem dla Fiorentiny, żeby uratować ten sezon i dostać się do europejskich pucharów. Do tego potrzeba zwycięstwa w rozgrywkach, ale wiadomo, iż w Lidze Konferencji zestaw rywali akurat nie jest najtrudniejszy. Podejrzewam więc, iż będzie ciśnienie, by Ligi Konferencji nie odpuszczać. Zwłaszcza, iż Fiorentina nie zdobyła żadnego trofeum od 25 lat! – tłumaczy Dominik Guziak.

Wiele będzie zależało od nadchodzących spotkań. Ewentualna poprawa wyników w lidze – a przed Fiorentiną mecze z Bologną, Cagliari, Napoli, Torino i Como, może poskutkować przesunięcie wajchy na europejskie puchary. jeżeli jednak zespół będzie wciąż realnie zagrożony spadkiem, dla Jagiellonii otworzy się szansa. Między dwumeczem z białostoczanami Violę czeka arcyważne spotkanie z Pisą, bezpośrednim rywalem w walce o utrzymanie.

– Uratowanie występów w pucharach będzie dla Fiorentiny bardzo ważne. Bo kadra jest chyba trochę za szeroka na granie tylko w Serie A i Coppa Italia – mówi Guziak.

Pierwsze starcie między Jagiellonią a Fiorentiną odbędzie się 19 lutego w Białymstoku, rewanż zostanie rozegrany tydzień później we Włoszech. Wygrany z tej pary trafi na Racing Strasbourg lub na Raków Częstochowa.

CZYTAJ WIĘCEJ O LIDZE KONFERENCJI NA WESZŁO:

  • Bramkarz Jagiellonii o losowaniu: Umiemy grać z takimi drużynami
  • Eksperci o rywalach polskich drużyn w europejskich pucharach
  • Jagiellonia ma to, co chciała. Lech musi awansować [KOMENTARZ]

Fot. Newspix.pl

Idź do oryginalnego materiału