OKC Thunder i San Antonio Spurs nie zaliczą tej nocy do udanych. Obrońcy tytułu przegrali z Toronto Raptors po wyrównanej końcówce, z kolei Ostrogi odrobiły 19-punktową stratę, po czym i tak dały wyrwać sobie zwycięstwo z rąk. Minnesota Timberwolves również nie mieli najlepszego dnia, a po fatalnej trzeciej kwarcie zostali rozbici przez Golden State Warriors. Litości dla swoich rywali nie mieli Detroit Pistons i Los Angeles Clippers.
Detroit Pistons – Sacramento Kings 139:116
Statystyki
- Dobry początek Russella Westbrooka i Nique’a Clifforda wskazywał, iż Sacramento Kings nie będą tego wieczoru chłopcami do bicia. Skuteczność z gry na poziomie 61% i 75% zza łuku sprawiły, iż to oni utrzymywali się na skromnym prowadzeniu po pierwszej kwarcie (32:34).
- Wszelkie zachwyty grą przyjezdnych zniknęły jednak wraz z rozpoczęciem drugiej odsłony, w którą Detroit Pistons weszli z serią 15:4. Ich przewaga zmalała później do pięciu oczek, ale za sprawą m.in. Tobiasa Harrisa, Cade’a Cunninghama czy Jalena Durena wzrosła ponownie przed przerwą (78:65).
- Po powrocie na parkiet kilka pierwszych minut w dużej mierze przesądziło o losach rywalizacji. Tłoki byli lepiej dysponowane i zwiększyły swoje prowadzenie do 20 oczek. Wówczas nic już nie było w stanie stanąć na ich drodze do zwycięstwa.
- Cade Cunnnigham popisał się double-double w postaci 29 punktów i 11 asyst, do czego dorzucił pięć zbiórek i trzy przechwyty. Jalen Duren zaaplikował rywalom 18 oczek, z kolei Tobias Harris dołożył ich 16. Dla Tłoków jest to piąty zwycięstwo w sześciu ostatnich spotkaniach.
- Dużo gorzej wygląda sytuacja Kings, którzy przegrali już pięć meczów z rzędu. Tego wieczoru Malik Monk zdobył 19 punktów, DeMar DeRozan dorzucił 16, z kolei Domantas Sabonis — jeden z kandydatów do transferu — zapisał na swoim koncie 12 oczek, osiem asyst oraz siedem zbiórek.
Memphis Grizzlies – Denver Nuggets [Przełożony]
- Kolejny dzień i kolejne odwołane spotkanie NBA. Tym razem do skutku nie dojdzie pojedynek Memphis Grizzlies z Denver Nuggets, ale przyczyna jest zgoła inna od tej wczorajszej. Chodzi bowiem o fatalne warunki atmosferyczne, które uniemożliwiają bezpieczne dotarcie i organizację tego typu imprezy.
- W przeciwieństwie do zaplanowanego na wczoraj starcia Timberwolves z Warriors, które ostatecznie zostało rozegrane w niedzielę, liga nie podała nowej daty pojedynku.
Minnesota Timberwolves – Golden State Warriors 85:111
- Mecz, który oryginalnie zaplanowano na sobotę, został ostatecznie rozegrany w niedzielne popołudnie czasu lokalnego. Zaczęło się od kiepskiej skuteczności po obu stronach parkietu i choć to Golden State Warriors mieli pod tym względem więcej problemów (34,6% przy 44,4% w wykonaniu Minnesota Timberwolves), to różnice zrobiła liczba ich trafień za trzy, dzięki czemu to oni prowadzili (19:24).
- Nie można powiedzieć, by w drugiej odsłonie cały zespół gospodarzy się przebudził. Zrobili to natomiast Donte DiVincenco oraz Anthony Edwards, którzy razem trafili siedem rzutów za trzy i choć po drugiej stronie dziesięcioma oczkami odpowiedział De’Anthony Melton, to Wilkom udało się zejść na przerwę ze stratą zaledwie jednego oczka (46:47).
- O końcowym rezultacie przesądziła jednak jednostronna trzecia „ćwiartka”. Timberwolves tymczasowo zapomnieli, jak gra się w koszykówkę, z kolei GSW wykorzystywali 59% swoich prób z gry, dokładając pięć kolejnych trafień zza łuku. Błyszczęli choćby zmiennicy w osobach Willa Richarda czy Guia Santosa, świetnie prezentował się Brandin Podziemski, a Warriors zakończyli ostatecznie tę część na 22-punktowym prowadzeniu.
- — Wiem, iż [w Minneapolis] jest teraz wiele ciężki serc. Dzieje się wiele, a wczorajszy dzień był dla tutejszego społeczeństwa trudny. Można było to poczuć, kiedy tu przyjechaliśmy. W mieście panował pokojowy, zjednoczony protest, a frekwencja była naprawdę imponująca — skomentował bieżące wydarzenia związane ze śmiercią obywatela z rąk funkcjonariusza ICE Stephen Curry.
- To właśnie Curry był tej nocy najskuteczniejszym Wojownikiem z dorobkiem 26 punktów, siedmiu asyst i czterech przechwytów. Moses Moody dorzucił 19 oczek i dziewięć zbiórek (5/9 za trzy).
- Timberwolves jako zespół trafiali zaledwie 38% z gry. Anthony Edwards dwoił się i troił (32 punkty, 11 zbiórek, 8 strat; 13/20 z gry), ale nie był w stanie powstrzymać tej nocy GSW. Donte DiVincenzo dorzucił 22 oczka i siedem zebranych piłek.
Milwaukee Bucks – Dallas Mavericks [Przełożony]
- Starcie Dallas Mavericks z Milwaukee Bucks również nie doszło do skutku. Powód jest identyczny, czyli niesprzyjające warunki pogodowe. Tutaj również nie wiemy na ten moment, kiedy starcie zostanie ostatecznie rozegrane.
Oklahoma City Thunder – Toronto Raptors 101:103
Statystyki
- Czy w Oklahomie mogą bić już na alarm? Minionej nocy obrońcy tytułu przegrali drugi z rzędu, a zarazem trzeci z pięciu ostatnich meczów. Tym razem lepsi okazali się Toronto Raptors, choć losy pojedynku rozstrzygnęły się dopiero w ostatnich minutach.
- Jeszcze na 2:08 przed ostatnią syreną po punktach Shaia Gilgeous-Alexandra Oklahoma City Thunder prowadzili skromnie różnicą dwóch oczek. Fantastyczny fragment zaliczył wówczas Immanuel Quickley, którego śmiało można okrzyknąć bohaterem rywalizacji. Trafił on dwie trójki z rzędu i postawił przyjezdnych w kapitalnej pozycji (97:101).
- Na niespełna minutę przed ostatnią syreną odpowiedział Chet Holmgren, a po nieskutecznym ataku Brandona Ingrama gospodarze mieli szansę na remis lub objęcie prowadzenia. Scottie Barnes zablokował jednak próbę kolejnego rzutu Holmgrena. O rezultacie mógł przesądzić następnie Jamal Shead, ale spudłował oba rzuty z linii.
- Po drugim pudle ofensywną zbiórką popisał się jednak Barnes, który wyrósł na drugiego zbawiciela Raptors. Po chwili na linii rzutów wolnych stanął Quickley, który wykorzystał już obie próby i przypieczętował zwycięstwo ekipy z Kanady.
- — Chwała Bogu, świetne zwycięstwo! — zaczął na konferencji prasowej trener Darko Rajakovic. — Byliśmy w stanie dostosować się do gry w czwartej kwarcie, odczytywać konkretne zestawienia i egzekwować naszą ofensywę — dodał.
- Immanuel Quickley zdobył w końcowym rozrachunku 23 punkty i 11 zbiórek. Bliski triple-double był Scottie Barnes (10 punktów, 11 zbiórek, 8 asyst), który błysnął po bronionej stronie parkietu.
- Po stronie mistrzów Shai Gilgeous-Alexander skompletował 24 oczka i rozdał sześć asyst. Skromnym double-double popisał się Chet Holmgren (11 punktów, 10 zbiórek). Zaskakujące dobrze wypadł Luguentz Dort, autor 19 punktów oraz ośmiu zbiórek.
San Antonio Spurs – New Orleans Pelicans 95:104
Statystyki
- Nie takiego rezultatu spodziewali się sympatycy San Antonio Spurs w starciu z najgorszą ekipą Konferencji Zachodniej. Zaczęło się stosunkowo dobrze, bo choć podopieczni Mitcha Johnsona nie błysnęli w pierwszej odsłonie niczym szczególnym, to ostatecznie utrzymywali się na skromnym prowadzeniu (28:25).
- W drugiej części rywalizacji skuteczność Ostróg znacząco spadła (37,5% z gry, 22,2% zza łuku). Po drugiej stronie dobrze radzili sobie natomiast Zion Williamson czy Jose Alvarado, co miało przełożenie na wynik (47:56).
- Po przerwie New Orleans Pelicans również nie radzili sobie najlepiej pod względem efektywności swoich rzutów (zaledwie 36,7% z gry, 15,4% za trzy – 2/13), a mimo to udało im się powiększyć swoje prowadzenie, bo zupełnie odnaleźć nie mogli się m.in. Victor Wembanyama (1/4), Stephon Castle (0/2) czy Dylan Harper (0/2).
- Co ciekawe, pomimo straty aż 19 punktów Spurs nie tylko doprowadzili do remisu w czwartej kwarcie, ale choćby objęli prowadzenie (92:87). Od tamtej pory pozwolili jednak rywalowi na serię 2:17, autorstwa m.in. świetnego Treya Murphy’ego III, co dało NOP zwycięstwo.
- — Nowy Orlean wykonał świetną pracę, zaczynając mecz od bardzo fizycznej gry, do której ewidentnie się nie dopasowaliśmy. […] To coś, co z pewnością będziemy musieli poprawić — wskazywał po meczu trener Johnson.
- Błyskotliwy występ zaliczył duet Zion Williamson – Saddiq Bey. Obaj odnotowali po dokładnie 24 punktach, 10 zbiórkach oraz czterech asystach. Trey Murphy III dorzucił 17 oczek, dziewięć asyst i sześć zebranych piłek. Dla Pels jest to drugie z rzędu zwycięstwo.
- Po stronie Spurs żaden z zawodników nie przekroczył granicy 20 oczek. Najwięcej odnotował Victor Wembanyama, który do 16 punktów dorzucił 16 zebranych piłek i cztery bloki. Wchodzący z ławki Keldon Johnson, pomimo nieskuteczności zza łuku w postaci 1/5, zdobył 15 oczek.
- Wspomnieć należy również o naszym rodzynku w NBA. Tej nocy Jeremy Sochan po raz kolejny nie pojawił się na parkiecie. Z pięciu ostatnich spotkań Spurs wystąpił w tylko jednym (4 minuty). W ostatnich dniach ponownie mówi się o zainteresowanie jego usługami ze strony New York Knicks.
Phoenix Suns – Miami Heat 102:111
Statystyki
- Drugi mecz obu ekip w styczniu i drugie zwycięstwo Miami Heat. Pomimo gry back-to-back ekipa z Florydy ograła osłabionych nieobecnością m.in. Jalena Greena i Devina Bookera Phoenix Suns. Brak najlepszego strzelca Suns był wyraźnie widoczny, bo gospodarze trafiali tylko 37% rzutów z gry i fatalnie egzekwowali rzuty zza łuku (7/35).
- Heat od początku wykorzystali problemy w defensywie rywali i w pierwszej kwarcie zaliczyli serię 16:2, budując tym samym dwucyfrową przewagę. W drugiej odsłonie oba zespoły mocno męczyły się w ataku, ale to przyjezdni utrzymali kontrolę i schodzili do szatni z nieznacznym prowadzeniem (48:58).
- Trzecia odsłona wyglądała podobnie. Phoenix Suns próbowali odrabiać straty, ale końcówka znów należała do Heat, którzy po trzech kwartach prowadzili pięcioma oczkami (77:82). W ostatniej części tej rywalizacji podopieczni Erika Spoelstry gwałtownie odskoczyli na 18 punktów i nie oddali już prowadzenia aż do końcowej syreny.
- Grę gości napędzali przede wszystkim Bam Adebayo (22 punkty, 7 zbiórek), Jaime Jacquez Jr. (20 punktów, 6 asyst, 5 zbiórek oraz Norman Powell (16 punktów, 10 zbiórek). Suns w grze próbowali utrzymywać z kolei głównie Dillon Brooks (26 oczek, 5 zbiórek) i Grayson Allen (18 punktów, 6 zbiórek, 3 asysty).
- Heat wygrali cztery z sześciu ostatnich meczów, dzięki czemu mają już więcej wygranych niż zajmujący szóstą pozycję Philadelphia 76ers. „Główna grupa” Wschodu musi mieć się na baczności, bo rywale ze strefy play-in cały czas naciskają.
Los Angeles Clippers – Brooklyn Nets 126:89
Statystyki
- Już po pierwszej kwarcie jasne było, iż czeka nas mocno jednostronny pojedynek. Powiedzieć, iż Los Angeles Clippers zaczęli z wysokiego „C”, to jak nie powiedzieć nic. Gospodarze całkowicie zdominowali rywalizację, wygrywając pierwsza odsłonę 38:14.
- Błyszczał wówczas przede wszystkim James Harden, który w pierwszej kwarcie zdobył tyle samo punktów, co cały zespół Brooklyn Nets. W drugiej części ofensywa przyjezdnych dalej nie prezentowała się najlepiej, z tym iż tym razem to Kawhi Leonard ponownie dominował (68:37).
- Po powrocie na parkiet po przerwie obraz gry się nie zmienił. LAC nie powiększali już znacząco swojego prowadzenia, a sytuacja na parkiecie była stabilna.Ostatecznie ekipa z Miasta Aniołów sięgnęła po już ósme zwycięstwo w dziewięciu ostatnich spotkaniach i choć cały czas zajmują 10. miejsce na Zachodzie, to stopniowo zbliżają się do rywali.
- — Były to rzeczy, które mogliśmy kontrolować, ale tego nie zrobiliśmy — mówił o kiepskim początku spotkania w wykonaniu swojego zespołu trener Jordi Fernandez. — Musimy zdecydować, kim chcemy być, a to zaczyna się od skupienia. Początek był dla nas priorytetem, a nie wyglądało to dobrze — dodał.
- Kawhi Leonard skompletował ostatecznie 28 punktów i pięć asyst. James Harden dorzucił 19 punktów, osiem asyst oraz sześć zebranych piłek. Po stronie Nets najlepszym punktującym był Danny Wolf (14 oczek, 7 zbiórek, 4 asysty). Spośród starterów wyróżnił się debiutant Egor Demin (12 punktów, 5 asyst; 3/10 za trzy).

9 godzin temu














