Wstydliwy wynik Legii. Frustracja Papszuna rośnie. Musi rozwiązać palący problem

2 godzin temu
Mimo iż do startu rundy wiosennej ekstraklasy zostały niespełna dwa tygodnie, to Legia Warszawa wciąż nie ma skutecznego napastnika. Mileta Rajović i Antonio Colak ciągle zawodzą, przez co Marek Papszun ma niemały ból głowy, a na rychłe wzmocnienie - przynajmniej na razie - się nie zanosi.
- To był dziwny mecz. Przyznam szczerze, iż nigdy nie grałem sparingu 10 na 11. Martwi nas jednak to, iż nie potrafiliśmy strzelić gola. Przy takiej przewadze powinniśmy zdobyć jedną-dwie bramki i to już w pierwszej połowie. Zwłaszcza iż szanse ku temu były - powiedział Marek Papszun po poniedziałkowym sparingu Legii Warszawa z Polissią Żytomierz.

REKLAMA







Zobacz wideo Papszun szczerze o transferach do Legii: Trudno powiedzieć...



Sparingu rozczarowującym, bo mimo iż legioniści już od 3. minuty grali z przewagą jednego zawodnika, to tylko bezbramkowo zremisowali z trzecią drużyną ukraińskiej ekstraklasy. Czwarty zimowy sparing drużyny Papszuna dobitnie wskazał palący problem, który musi rozwiązać nowy trener Legii.
Rajović aż rozerwał koszulkę
O ile Warszawiacy drugi raz z rzędu nie stracili gola i w ich grze defensywnej widoczny jest postęp, o tyle ofensywa wciąż pozostawia wiele do życzenia. A konkretnie postawa napastników, którzy wciąż dalecy są od odpowiedniej dyspozycji.
W meczu z Polissią - tak samo jak w trzech wcześniejszych sparingach - Mileta Rajović i Antonio Colak zagrali po 45 minut. W teorii ci piłkarze rywalizują o jedno miejsce w ataku drużyny Papszuna. W praktyce jednak jest to wyścig żółwii i wszystko wskazuje na to, iż nowy trener Legii ostatecznie będzie musiał wybrać mniejsze zło.
Co prawda w sparingach wyniki schodzą na dalszy plan, ale po tak słabym występie napastników nie można dziwić się frustracji Papszuna. Legia do przerwy powinna prowadzić co najmniej 1:0. Powinna, ale w 39. minucie doskonałą okazję zmarnował Rajović. 26-latek doskoczył do piłki odbitej przez bramkarza Polissii po uderzeniu Juergena Elitima, jednak zamiast skierować ją do bramki z kilku metrów, w ogóle w nią nie trafił. Rajović tak się na siebie wściekł, iż rozerwał koszulkę meczową.



Jeszcze gorzej niż Duńczyk w drugiej połowie zaprezentował się Colak. On w 70. minucie oddał jeden, bardzo niecelny strzał po zagraniu Wojciecha Urbańskiego. Widząc to, co wyczyniają jego napastnicy, Papszun mógł tylko łapać się za głowę. I nie chodzi tylko o brak skuteczności, ale też poruszanie się po boisku. W internetowej relacji z meczu rozgrywanego w Hiszpanii słychać było, jak Papszun co chwilę instruował napastników, gdzie mają być i kiedy ruszać do pressingu, na co nowy trener Legii zwraca szczególną uwagę.
To kolejny sparing, w którym napastnicy Legii zawiedli. W czterech dotychczasowych meczach kontrolnych Rajović i Colak strzelili łącznie raptem jednego gola. Ten drugi zdobył bramkę w pierwszym spotkaniu z Pogonią Grodzisk Mazowiecki (3:2), ale nie wydaje się, by dawało mu to jakąkolwiek przewagę w hierarchii Papszuna. choćby jeżeli Rajović zmarnował okazje w meczu z Polissią i Puskas Akademia (1:1).
Brak skuteczności to nie pierwszyzna
Problem związany z brakiem skutecznego napastnika, to w Legii nie pierwszyzna. Mimo iż w poprzednim sezonie często krytykowany był Marc Gual, to dziś Warszawiacy o zawodniku, który strzela 19 goli we wszystkich rozgrywkach, mogą tylko pomarzyć. Jesienią dyspozycja napastników była jednym z największych problemów słabiutkiej Legii.
Zwłaszcza Rajovicia, za którego Warszawiacy zapłacili latem aż trzy miliony euro. Legia wykosztowała się na 26-latka, bo piłkarza o takim profilu chciał Edward Iordanescu. Rajović nie okazał się jednak rozwiązaniem problemów w ataku, a odkąd trafił na Łazienkowską, z tygodnia na tydzień coraz mocniej frustrował kibiców.



Duńczyk jesienią w 28 meczach zdobył raptem siedem bramek w tym tylko trzy w ekstraklasie. Nie było jednak tak, iż Rajoviciowi brakowało wsparcia. Według oficjalnych statystyk ekstraklasy legionista jesienią miał czwartą najwyższą liczbę goli oczekiwanych (7.88). Według tego wskaźnika skuteczniejsi od Rajovicia powinni być tylko Tomas Bobcek z Lechii Gdańsk (10.46), Mikael Ishak z Lecha Poznań (8.55) i Filip Stojilković z Cracovii (8.17).
U Rajovicia bardzo zawodziła jednak skuteczność. 26-latek w rundzie jesiennej ekstraklasy oddał 33 strzały, co było siódmym wynikiem w lidze, jednak tylko 17 z nich było celnych. Żadnym konkurentem dla Rajovicia nie okazał się Colak, który we wszystkich rozgrywkach wystąpił 14 razy i zdobył tylko jedną bramkę przeciwko półamatorom z Gibraltaru w Lidze Konferencji. Ani Rajović, ani tym bardziej Colak nie byli w stanie choćby nawiązać do niespodziewanej, letniej eksplozji formy Jeana-Pierre'a Nsame. Mimo iż Kameruńczyk z powodu poważnej kontuzji nie grał od końca sierpnia, to z sześcioma golami pozostaje drugim najskuteczniejszym strzelcem Legii w tym sezonie.
W efekcie Legia jesienią w ekstraklasie strzeliła raptem 19 goli. To do spółki z Piastem Gliwice drugi najgorszy wynik w lidze. Jeszcze mniej, bo raptem 15 bramek zdobyła tylko Arka Gdynia. Z tego powodu nie mogły dziwić słowa Papszuna zaraz po sparingu z Pogonią. - Skuteczność napastników jest naszym problemem. (...) Nie ukrywam, iż chciałbym, aby dołączył do nas jakiś napastnik, bo obecna konfiguracja zamyka nas na dwójkę napastników. Wystawiając obu w pierwszym składzie, nie mamy pola manewru z ławki. Chciałbym więc, żeby powstała rywalizacja, ale też stworzone były możliwości zmiany systemu - mówił trener Legii.
Transfer odwlekany w czasie
To, iż Warszawiacy szukają napastnika w rozmowie z oficjalną stroną internetową klubu potwierdził jego dyrektor sportowy - Michał Żewłakow. - Do końca okna transferowego będziemy chcieli pozyskać kogoś, kto pomoże nam zdobywać bramki - powiedział były reprezentant Polski. Problem w tym, iż - przynajmniej na razie - na rychły transfer się nie zapowiada.



Jak przekazał portal legioniści.com, nowy napastnik raczej na pewno nie dołączy do drużyny w trakcie kończącego się w piątek zimowego zgrupowania w Hiszpanii. Portal sport.tvp.pl dodawał, iż Warszawiacy interesowali się zawodnikiem z tego kraju - Miguelem de la Fuente - jednak ostatecznie został on w drugiej lidze hiszpańskiej, bo został wypożyczony z Leganes do Almerii.
Do Legii nie trafi też Franko Kovacević z NK Celje, o którym pisały słoweńskie media. Piłkarz, za którego niedawny rywal Warszawiaków w Lidze Konferencji miał oczekiwać co najmniej dwóch milionów euro, najpewniej przeniesie się do węgierskiego Ferencvarosu.
Kogo sprowadzi Legia? Tego na razie nie wiadomo, mimo iż sprawa jest paląca. Widocznie przy Łazienkowskiej nie chcą popełnić błędu sprzed roku, kiedy pod koniec zimowego okienka transferowego na wariackich papierach sprowadzono Ilję Szkurina. Białorusin odszedł z Legii już latem, wzmacniając GKS Katowice.
Warszawiacy na nowego snajpera wciąż czekają, a czas nagli. Pierwszy mecz rundy wiosennej drużyna Papszuna rozegra już 1 lutego, kiedy podejmie Koronę Kielce.
Idź do oryginalnego materiału