Wstyd, żenada, kompromitacja. Tego, co zrobiła Polska, nie da się wytłumaczyć

2 godzin temu
Włoscy piłkarze ręczni aż 28 lat czekali na zwycięstwo w mistrzostwach Europy. W całej historii piłki manualnej na takim turnieju byli dotąd tylko raz i to tylko dlatego, iż go zorganizowali. A teraz w kuriozalnych okolicznościach pokonali Polskę 29:28 i zepchnęli naszą kadrę do preeliminacji MŚ. Szkoda, iż komentując tę kompromitację, prezes Sławomir Szmal ugryzł się w język.
To było kuriozalne. Wszystko. Nie tylko ostatnie pół minuty, gdy frajersko straciliśmy zawodnika, piłkę i zwycięstwo. Później chyba jeszcze trudniej słuchało się przedstawicieli polskiej piłki manualnej, którzy próbowali wytłumaczyć, jak do tego doszło.

REKLAMA







Zobacz wideo Wielki Bal Mistrzów Sportu 2026



W 2007 roku Polska była wicemistrzem świata. W 2009 roku wywalczyła na mundialu brązowy medal. Z takim samym krążkiem nasi szczypiorniści wrócili z MŚ 2015. A na igrzyskach olimpijskich Rio de Janeiro 2016 było nam ich strasznie żal, bo zajęli tylko czwarte miejsce. Podobnie jak na ME 2010. Jasne – to wszystko było dawno temu. Ale przecież znowu nie aż tak dawno, żebyśmy oglądając poczynania dzisiejszej kadry, nie zastanawiali się, jak to jest możliwe, iż tak gwałtownie zjechaliśmy poziomem aż tak nisko w porównaniu z tym, co prezentowaliśmy.
Szmal wcale nie był minimalistą. Wiedział
Gdy Sławomir Szmal, kiedyś kapitan reprezentacji i najlepszy bramkarz, a choćby w pewnym momencie po prostu najlepszy piłkarz ręczny świata (taki tytuł dostał w 2009 roku), mówił przed Euro 2026, jaki stawia cel reprezentacji, wielu kibiców się dziwiło. Prezes Związku Piłki manualnej w Polsce chciał, żeby kadra zajęła trzecie miejsce w grupie. Czyli żeby z niej nie wyszła. Szefowi polskiej piłki manualnej wystarczało, iż nie będziemy na ostatnim miejscu. Niestety, choćby takiego celu drużyna prowadzona przez Jotę Gonzaleza nie zrealizowała. Nasz zespół prowadzony przez cenionego w świecie piłki manualnej Hiszpana w szwedzkim Kristianstad (ME realizowane są w Szwecji, Danii i Norwegii) po prostu się skompromitował.


Można było zrozumieć, iż jesteśmy dziś za słabi, żeby wygrać z Węgrami (było 21:29) i Islandczykami (23:31). Ale usprawiedliwić porażki z Włochami się nie da. Stawka była mimo wszystko poważna – przegrany będzie musiał grać w preeliminacjach MŚ. Z półamatorami. Niestety, właśnie to nas czeka. Zejdziemy na najniższy poziom po raz pierwszy od 2018 roku.
Trener choćby się z tym nie krył. Chciał szanować remis
Jak do tego doszło? Tak, iż cały mecz to Włosi byli z przodu, a my dopiero zrywem w ostatniej minucie mogliśmy ten mecz wygrać. Na 22 sekundy przed końcem był remis 28:28 i mieliśmy piłkę. I wtedy stało się coś niewytłumaczalnego. Straciliśmy piłkę, bo chwilę wcześniej Michał Daszek wszedł na boisko, mimo iż trener Gonzalez zatrzymał na nim próbującego zejść bramkarza Jakuba Skrzyniarza. Wcześniej taką zmianę nasz trener robił wiele razy – wprowadzał dodatkowego zawodnika, gdy atakowaliśmy, żeby zwiększyć szanse na rzucenie bramki. Teraz jego decyzji Daszek nie odczytał, popełniliśmy więc błąd zmiany. A przez to Daszek dostał karę i zszedł z boiska, Polska straciła piłkę, a Włosi z prezentu skorzystali i zdobyli bramkę na wagę zwycięstwa.



- Powiedziałem bramkarzowi, żeby nie schodził, ponieważ remis był dla nas dobry. Ale popełniliśmy błąd zmiany z Daszkiem. Bardzo trudno jest ponieść taką porażkę – mówił po wszystkim trener Gonzalez w rozmowie z reporterem TVP Sport.
Nie chodzi o to, żeby się nad trenerem pastwić, ale po prostu dziwnie brzmi stwierdzenie, iż remis z Włochami był dla nas dobry. jeżeli chodzi o sytuację w tabeli – owszem, dawał nam trzecie miejsce. Ale przecież my powinniśmy ten mecz wygrać. Oczywiście już w samej nerwowej końcówce nie byłoby rozważne zostawianie pustej bramki i ryzykowanie porażki. Ale tu trzeba było tak poprowadzić mecz, żeby nie doszło do takiej końcówki.
Włosi odwrotnie od nas przeżywają teraz w piłce manualnej lata lepsze niż w przeszłości. Ale to wciąż jest kadra, która na mistrzostwach Europy zagrała dotąd tylko raz w historii – w 1998 roku, gdy Italia je zorganizowała. Wtedy Włosi wygrali jeden mecz i zajęli przedostatnie, jedenaste, miejsce. Dziś korzystają z tego, iż mistrzostwa zmieniły format i grają w nich aż 24 drużyny narodowe. A w meczu z nami skorzystali z tego, iż jesteśmy słabsi niż można było przypuszczać. I skończą ten turniej wyżej od nas.
Szmal zaczął mówi o promocji. „W mojej ocenie"
Jeszcze ciekawiej niż Gonzalez wypowiedział się po meczu obecny w studiu TVP Sport Szmal. – To jest trudny moment dla naszej piłki manualnej, dla związku. Idąc na funkcję prezesa zdawałem sobie sprawę, iż piłka ręczna potrzebuje zmian. Zaczęliśmy od odbudowy dziecięcej i młodzieżowej piłki manualnej. To jest główny cel. I promocja. A takie mecze mają też służyć promocji – zaczął prezes. – Takie mecze mają też służyć promocji. Oczywiście wygrane mecze służą promocji. Pff… - zaciął się po chwili. – W mojej ocenie… - dodał i tu ewidentnie ugryzł się w język. – Okej, nie można się poddawać emocjom, trzeba iść dalej – wybrnął w końcu prezes ZPRP.



Tak, trzeba iść dalej. Ale problem w tym, iż idziemy po omacku. I dochodzimy w coraz mniej atrakcyjne rejony. Rok temu byliśmy najgorszą drużyną swoją grupy na mistrzostwach świata. Teraz jesteśmy najgorszą drużyną swojej grupy na mistrzostwach Europy. Za chwilę będziemy grali w preeliminacjach. I pewnie nikt się nie zdziwi, jeżeli na salony nie dotrzemy. A co najistotniejsze: nikt na nich za Polską nie zatęskni. A szkoda, bo przecież wcale nie tak dawno Polska na tych salonach brylowała.
Idź do oryginalnego materiału