Miniony tydzień przebiegł pod znakiem otwartej wojny pomiędzy Polskim Komitetem Olimpijskim a Polskim Związkiem Narciarskim. Zaczęło się od kontrowersji związanej z wytypowaniem przez PZN kadry na nadchodzące igrzyska olimpijskie w Mediolanie i Cortinie, w której znalazła się alpejka Nikola Komorowska, choć 19-latka nie spełniała kryteriów upoważniających ją do otrzymania powołania do reprezentacji olimpijskiej. Komorowska początkowo wskoczyła do kadry kosztem Anieli Sawickiej, a decyzja ta była głośno krytykowana.
REKLAMA
Zobacz wideo Znamy skład polskich skoczków na igrzyska. Kogo skreślił trener?
PKOl zmienił decyzję PZN ws. powołań na igrzyska. To wywołało burzę
"Polskiemu Związkowi Narciarskiemu udało się w dwa dni skrzywdzić dwie zawodniczki za jednym zamachem i rozbić światowy bank niekompetencji na dodatek" - komentował Radosław Leniarski na łamach Sport.pl. Ostatecznie jednak PKOl stanął po stronie Sawickiej i uczynił ją członkinią kadry, a z decyzji tłumaczył się prezes PZN Adam Małysz.
- Powinna pojechać Aniela Sawicka, tak wynika z rankingów i tyle. Trzeba przyznać i głośno powiedzieć, iż związek popełnił błąd. A adekwatnie zarząd, bo zarząd zagłosował za Komorowską. Faktycznie mogłaby startować w większej liczbie konkurencji, ale są zasady. Jeszcze raz: zarząd popełnił błąd i teraz próbuje to naprawić. To wszystko nie było potrzebne. Zresztą sekretarz związku ostrzegał przed tym, co się stało, a i tak wbrew temu większość zagłosowała tak, jak zagłosowała. Teraz obie dziewczyny są pokrzywdzone i się nie dziwię, iż się źle z tym wszystkim czują - mówił na łamach "Przeglądu Sportowego Onet". Jak się jednak okazało, nie była to jedyna zmiana wprowadzona przez Radosława Piesiewicza i spółkę.
- U mężczyzn zamiast Habdasa jedzie Jasiczek. Jako PKOl zawsze będziemy stali po stronie sportowców. To, co wydarzyło się w przypadku PZN, w naszej ocenie jest brakiem transparentności i nieprzestrzeganiem ustalonych zasad - mówił szef PKOl na poniedziałkowym briefingu prasowym w siedzibie komitetu. I faktycznie - Piotr Habdas został wykluczony z kadry, a jego miejsce zajął Michał Jasiczek, choć ten pierwszy osiągał w ostatnich miesiącach nieco lepsze wyniki. Co było powodem takiej decyzji?
- Jednego z nich związek w ogóle pominął w finansowaniu przygotowań, mimo iż środki z Ministerstwa Sportu i Turystyki na jego przygotowania zostały przekazane - tłumaczył Piesiewicz.
Wojna na linii PKOl - PZN nabiera tempa. Tak Piesiewicz potraktował wysłannika Małysza
I to doprowadziło do awantury. Jak poinformował "Przegląd Sportowy Onet", na poniedziałkowym prezydium zarządu PKOl nikt nie protestował wobec powołania Jasiczka w miejsce Habdasa. Wśród głosujących nie było ani jednego przedstawiciela PZN. "Czekał pod drzwiami" - czytamy. Dlaczego tak się stało?
Przedstawicielem związku narciarskiego w Centrum Olimpijskim był sekretarz generalny Tomasz Grzywacz. Na obrady jednak go nie wpuszczono ze względu na to, iż nie jest formalnym członkiem zarządu, co sprawia, iż nie ma prawa do uczestniczenia w głosowaniu. Jedyną upoważnioną osobą był Adam Małysz, który do Warszawy nie przyjechał.
- To dla mnie trochę absurd. Wiadomo jakie zamieszanie było w ostatnich dniach wokół powołań PZN. Wiadomo też, iż Piesiewicz i Małysz to nie są wielcy sojusznicy i Radek wykorzysta każdą okazję, by Adamowi wbić szpilę. A tu choćby nie musiał, bo Małysz sam sobie strzelił samobója - cytuje jednego z członków zarządu "Przegląd Sportowy Onet".
- Jak jestem krytyczny wobec niektórych decyzji Piesiewicza, tak tu wszystko było książkowo. Dostaliśmy rekomendację z Komisji Sportu, nikt nie protestował, więc została przegłosowana. Formalnie nie było się do czego przyczepić - dodał inny.
Jednak Piesiewicz miał świadomość tego, iż Małysz nie będzie obecny na zarządzie. - W piątek wysłał do PKOl pismo, w którym oznajmił, iż nie będzie obecny na zarządzie z powodu zabiegu medycznego. I prosi, bym zastąpił go ja - mówił Grzywacz. Jego słowa z kolei potwierdził dwuosobowy spis gości, na którym widniało zarówno jego nazwisko, jak i szefa Misji Olimpijskiej Konrada Niedźwiedzkiego. O ich nieobecności w sali obrad zadecydował nie kto inny jak Piesiewicz.
- Tuż przed obradami przyszedł pan Piesiewicz i mówi: "nie ma mowy, żadnych gości". I zamknęli nam drzwi. Konrad się zdziwił, bo miał prezentować skład. Zamówiliśmy kawę, ale minęły dwie minuty i po niego ktoś wyszedł. Mnie nie pozwolono wejść - wyjawił sekretarz generalny PZN, który miał protestować po zakończeniu obrad, gdyż decyzja o powołaniu Jasiczka była zdaniem związku niezgodna z regulaminem - narciarz nie posiada ważnych badań lekarskich. Nic to nie zmieniło, werdykt zapadł.
Grzywacz odpowiada ojcu Jasiczka. "Na gębę państwowych pieniędzy się nie rozlicza"
Na łamach "Przeglądu Sportowego Onet" swoje zdanie wyraził także ojciec powołanego ostatecznie Michała Jasiczka, Dariusz. Jego zdaniem PZN chciał skrzywdzić narciarza i tym samym nie nagradzać go wyjazdem na igrzyska. Według pana Dariusza, po złości.
- Zrobili to ze złośliwości. My jesteśmy oszukani. To dyskryminacja z klucza geograficznego. Najbardziej boli, iż zakłamana jest prawda o moim synu. W grudniu osiągnął najlepszy rezultat dla Polski od 25 lat na Pucharze Europy, przez lata nie był powoływany do kadry, a teraz nie otrzymujemy żadnych pieniędzy, w przeciwieństwie do innych alpejczyków - grzmiał ojciec narciarza.
Jak skończy się ta cała afera? Grzywacz zapowiedział, iż PZN wyśle pismo do FIS, iż nie bierze odpowiedzialności za start Jasiczka na igrzyskach. W toku są również konsultacje z prawnikami, choć na tym polu więcej może zdziałać Piotr Habdas, aniżeli związek. Ponadto sekretarz generalny PZN odwołał się do kwestii Jasiczka w dość dosadny sposób.
- Michał Jasiczek miał rok temu zabezpieczone finansowanie akcji szkoleniowych, ale Ministerstwo Sportu i Turystyki wymaga w zamian konkretnych dokumentów. Planów, harmonogramu, rachunków i tak dalej. Wszelkie prośby o te dokumenty wpadały w czarną dziurę. Przykro mi, ale na gębę państwowych pieniędzy się nie rozlicza - stwierdził Grzywacz.
- To nie jest tak, iż istnieją wyłącznie wewnętrzne warunki kwalifikacji. pozostało ICR, czyli zbiór międzynarodowych regulacji w zawodach narciarskich, które my jako PZN musimy respektować. Jest w nim m.in. pełna odpowiedzialność za stan zdrowia zgłaszanych zawodników. Za ich badania i antydoping. Mimo wielu próśb, Michał nie stawił się na nich od dwóch lat. Nie był też testowany antydopingowo. Dlatego - gdyby zabrał głos na zarządzie PKOl - to na podstawie międzynarodowych regulacji tłumaczyłbym, iż to ma znaczenie nadrzędne, a dopiero potem są wyniki - dodał i zaznaczył, iż lepsze wyniki osiągał Habdas.
- Prezes Piesiewicz i zarząd PKOl podjęli decyzję bez precedensu. od dzisiaj jak rozumiem będzie można rozdawać miejsca na igrzyskach politycznie, bez wysłuchania środowiska - rzucił na koniec Grzywacz.
Zimowe igrzyska olimpijskie rozpoczną się 6 lutego i potrwają do 22 lutego. Reprezentanci Polski będą startować w 12 z 16 konkurencji.
Zobacz też: Podwójna kompromitacja Zniszczoła. Najpierw skok, a potem ten wpis

1 godzina temu










