W piątkowy wieczór Krono-Plast Włókniarz Częstochowa wywalczył zaledwie 23 punkty. Liderzy PRES Toruń byli nie do złapania dla czerwonej latarni ligi. Co gorsze dla „Lwów” – juniorzy i druga linia „Aniołów” również dawali w kość swoim przeciwnikom. Po zawodach trener Mariusz Staszewski przyznał w rozmowie ze speedwaynews.pl, iż widzi jeden pozytyw – grupkę kibiców, którzy mimo fatalnych wyników wciąż wspierają zespół. Pasjonaci dyscypliny nie przestraszyli się upału, odległości i konieczności wzięcia wolnego dnia w pracy.
– Dziękowałem im w każdym wywiadzie. Jesteśmy bardzo wdzięczni, za to, iż przy takiej postawie tylu ich jeździ na mecze wyjazdowe. Na dzień dzisiejszy jest to jedyny pozytyw – podkreślił szkoleniowiec Włókniarza
Ogromny szacunek dla takich zajawkowiczów. 0 punktów, nieznośny upał, daleko, być może konieczne wolne w pracy i są z Włókniarzem. Brawo WY 👏#TORCZE pic.twitter.com/F5uNwyvnfC
— Konrad Marzec (@konmar92) June 26, 2026Włókniarz musi liczyć na cud
Wszystkie znaki na niebie i ziemi wskazują, iż Częstochowianie pożegnają się z PGE Ekstraligą. Mariusz Staszewski nie ukrywał, iż mecz w Toruniu jest dla niego całkowicie do zapomnienia. – choćby za bardzo nie idzie wniosków wyciągnąć. Nikt nie wygrał biegu, nikt niczego nie znalazł, nie było światełka w tunelu. Na tym torze byliśmy totalnie pogubieni – przyznał trener Włókniarza.
Obecny system rozgrywek wyciąga jeszcze rękę do „Lwów”. Rozmówca speedwaynews.pl wskazał, iż jeden udany mecz w fazie play-down może uratować ligowy byt i pozostaje liczyć na właśnie taki scenariusz. Do tego będzie potrzeba lepszej postawy m.in. młodzieży. W Toruniu – po raz kolejny w tym sezonie – męczył się Franciszek Karczewski. Pytany o tego zawodnika trener Staszewski zaznaczył, iż może liczyć na pomoc, ale konieczne jest wykonanie odpowiedniej pracy na torze.
Na Motoarenie objawił się jeszcze jeden problem zawodników z Częstochowy. Goście walczyli, ale głównie ze sobą. Ze zdziwieniem można było obserwować „rywalizację” Jaimona Lidseya z Szymonem Ludwiczakiem, czy ostry atak Rohana Tungate’a na Jakuba Miśkowiaka. – Tak było. Walczyli o to, co było dla nas dostępne, czyli jeden punkt – podsumował trener przyjezdnych.















