
Temat Marko Tolicia w Wiśle Płock można uznać za zamknięty. Choć przez pewien czas wyglądało to na realną opcję, ostatecznie do transferu nie dojdzie. Powód jest prosty i został nazwany wprost.
Dyrektor sportowy Wisły Płock, Radosław Kucharski, uciął spekulacje w rozmowie dla Meczyki.pl.
– Marko Tolić to znane nam nazwisko, ale nie stać nas na niego – przyznał bez ogródek w programie „Studio Belek”.
Zainteresowanie ofensywnym pomocnikiem Slovana Bratysława pojawiło się na początku 2026 roku, a jako pierwszy sygnał podał serwis Nafciarski.pl. W Płocku nie był to przypadkowy kierunek. Sztab szkoleniowy z Mariuszem Misiurą na czele szukał jakościowego wzmocnienia środka pola, bo mimo solidnej defensywy ofensywa „Nafciarzy” jesienią bywała największym mankamentem zespołu.
Na papierze wiele się zgadzało. Tolić to klasyczna „dziesiątka”, piłkarz z doświadczeniem europejskim i bogatym CV. W swojej karierze zdobył cztery mistrzostwa kraju – dwa z Dinamo Zagrzeb i dwa ze Slovanem. W poprzednim sezonie rywalizował w Lidze Mistrzów z takimi markami jak Manchester City, AC Milan, Atlético Madryt czy Bayern Monachium.
W obecnych rozgrywkach występował już w Lidze Konferencji, a w 20 spotkaniach zanotował siedem bramek i trzy asysty. Jego kontrakt wygasa za kilka miesięcy, co teoretycznie otwierało pole do rozmów. Praktyka okazała się jednak brutalna – finansowo Wisła nie była w stanie wejść do gry.
Wniosek jest jasny: nazwisko było rozpatrywane, temat przeanalizowany, ale realia budżetowe gwałtownie postawiły sprawę w stan „nie do ruszenia”. Wisła Płock musi więc szukać ofensywnego wsparcia na półce wyraźnie niższej niż Marko Tolić.

2 godzin temu















