Wiódł życie jak z bajki, wszystko runęło. Nagle stał się cud

2 godzin temu
Po tym, gdy Achille Polonara zapadł w śpiączkę, lecząc się z ostrej białaczki, lekarze dawali mu 10 proc. szans na przeżycie. Ale dziś włoski koszykarz nie tylko odzyskał zdrowie, ale zamierza także wrócić do gry.
- Nasz najlepszy wspólny mecz? Z Serbią, w 1/8 finału EuroBasketu 2022. Polonara zagrał wtedy cudownie, a my awansowaliśmy do najlepszej ósemki Europy. Kiedy jednak dowiedziałem się, iż Achille zachorował na białaczkę, zrozumiałem, iż to będzie najważniejszy mecz, jaki rozegra on w swoim życiu - mówił pod koniec stycznia Gianmarco Pozzecco, selekcjoner koszykarskiej kadry Włoch.

REKLAMA







Zobacz wideo TAURON Liga: Sukces BKS BOSTIK ZGO Bielsko-Biała okupiony kontuzją rozgrywającej. Komentuje Adriana Adamek



I dodawał, próbując hamować łzy: "Powiem wam jeszcze jedno: ten facet ma w sobie coś takiego, iż kiedy przychodzą najtrudniejsze wyzwania, on daje wszystko, co ma najlepsze. I jeżeli kiedykolwiek postawi jeszcze stopę na koszykarskim parkiecie, będzie moim bohaterem na zawsze".
"Byłem o krok od śmierci"
Dosłownie kilka dni wcześniej Achille Polonara - koszykarz walczący z ostrą białaczką - pojawił się w hali podczas meczu Dinamo Sassari - Basket Napoli. Co prawda jeszcze nie wyszedł na parkiet, ale i tak jego obecność wywołała euforię publiczności, która wiwatowała na jego cześć "Forza, Achille!".
- Nie boję się już niczego. Byłem krok od śmierci. Nie powiem, iż czuję się już niemożliwy do pokonania, ale... może coś w tym jest - stwierdził sam koszykarz, który chciałby wrócić na parkiet jeszcze w marcu. - 20 lutego mam przejść jeszcze jedną operację, która wydaje się niczym w porównaniu z poprzednimi, a potem daję sobie miesiąc na powrót do gry. Jestem tu po to, aby zwyciężać - powiedział.
Po tym, co przeszedł 34-letni dziś Achille Polonara, jego plany brzmią wręcz niewiarygodnie. A przy okazji koszykarz daje innym nadzieję, wiarę i siłę. Ich nigdy Polonarze nie brakowało - ani w trakcie leczenia, ani w trakcie kariery.



Podczas wspomnianego turnieju w 2022 r. Polonara był w swoim "prime time". Z Fenerbahce Stambuł dopiero co zdobył mistrzostwo Turcji, występował w Eurolidze, czyli najlepszych rozgrywkach europejskich, był istotną postacią kadry Italii. Przypominał wtedy greckiego, a w zasadzie włoskiego boga - potężny (ponad 200 cm wzrostu), z muskularnym ciałem i bujną czupryną.
Poza boiskiem wiódł życie niczym z bajki. Z żoną Eriką mają dwoje dzieci. Wówczas ich córka Vitoria miała dwa lata, a na świat przyszedł właśnie syn - Achille jr.
Pierwsza diagnoza. A potem kolejna...
Idylliczny obraz zaczął się psuć rok później, gdy w październiku 2023 r. Achille usłyszał od lekarzy diagnozę - rak jądra. Nowotwór wykryto podczas rutynowej kontroli krwi i stosunkowo gwałtownie Achille wrócił do zdrowia - po operacji usunięcia guza i chemioterapii zdążył jeszcze zagrać w końcówce sezonu 2023-24. Ale najgorsze dopiero miało nadejść.






Czytaj także:


Zostawmy w spokoju Świątek i Lewandowskiego. Tu może wydarzyć się magia



W czerwcu 2025 r. Polonara usłyszał kolejną, dużo poważniejszą diagnozę: ostry białaczkowy nowotwór krwi (myeloid leukemia). Znów w tle był EuroBasket. Zamiast przygotowywać się z reprezentacją do turnieju, Polonara szykował się do walki o życie.



Początkowo lekarze podejrzewali, iż koszykarz zachorował na mononukleozę, ale kolejne testy wykazały białaczkę. To brzmiało jak wyrok. W trakcie leczenia Polonara przeszedł przeszczep szpiku kostnego - procedurę z wysokim ryzykiem powikłań.
Operacja, kluczowa dla leczenia, została przeprowadzona 25 września w szpitalu Sant'Orsola w Bolonii, dzięki szpikowi amerykańskiego dawcy, który był w 90 proc. kompatybilny. Ale po trzech tygodniach pojawiło się nagłe powikłanie.
"Na 90 proc. umrę"
Koszykarz doznał zatoru i trzeba było wprowadzić go w stan śpiączki farmakologicznej, aby ochronić mózg. - Czułem jakbym... nie żył. Słyszałem tylko głos mojej żony. Wiem, iż wiele osób mnie odwiedzało, ale zapamiętałem tylko głos Eriki - opowiadał Polonara w niedawnej rozmowie z "La Nuova Sardegna".
Dopiero kiedy włoski dziennikarz, a zarazem przyjaciel Polonary, Nicolo De Devitiis opublikował w listopadzie zdjęcia Polonary, świat sportu odetchnął z ulgą. Koszykarz wybudził się ze śpiączki po 10 dniach. Choroba odcisnęła jednak swoje piętno - Polonara wylądował na wózku, stracił sporo na wadze, miał zapadniętą twarz, był bez włosów. Ale nie stracił być może najważniejszego - uśmiechu.









W rozmowie z De Devitiisem w serwisie "La Lene" Polonara wyjawił: "Lekarze oznajmili mi, iż na 90 proc. umrę".
A jednak cud nadszedł.
- Każdego dnia zastanawiam się, czemu taki los spotkał właśnie mnie. Jeszcze parę lat temu nie miałem żadnego problemu zdrowotnego, omijały mnie choćby kontuzje boiskowe. Dziś moim jedynym marzeniem jest omijanie szpitali - dodał Polonara.
Koszykarz dostał już zielone światło, by znów być częścią drużyny koszykarskiej. - Dołączenie do przyjaciół, delektowanie się zapachem i atmosferą szatni... Mimo iż nie mogę jeszcze zagrać, to wszystko pomaga mi w powrocie do zdrowia - powiedział Włoch w wywiadzie z "La Nuova Sardegna".









Czytaj także:


Czterech "oskarżonych" z Ekstraklasy. To już jest ciężka recydywa



"Fakt, iż Achille żyje i znów zaczyna wyglądać zdrowo, jest cudem samym w sobie. Jeszcze kilka miesięcy temu ten człowiek wyglądał, jakby żegnał się ze światem, a teraz zamierza zagrać jeszcze w tym sezonie. To prawdziwy wojownik. Forza, Achi!!!" - napisał jeden z kibiców.
Polonara wrócił do zespołu Dinamo Sassari - tego samego, w którym występował już w latach 2017-19. - To dla mnie jak lekarstwo. Jestem w miejscu, które kocham. A teraz zabiorę żonę na obiad do Lazzaretto i wspólnie popływamy w La Pelosie [miejscowość nad Morzem Śródziemnym] - skończył Achille wywiad ze swoim przyjacielem, De Devitiisem.
Idź do oryginalnego materiału