Wilson Kipketer – „polski” mistrz 800 metrów

3 godzin temu
Zdjęcie: Kipketer


Siedmiokrotny rekordzista świata w hali i na stadionie, multimedalista imprez międzynarodowych, urodzony w Kenii obywatel duński Wilson Kipketer ma w swej biografii istotny polski wątek. Do wielkich sukcesów doprowadził go trener Sławomir Nowak.

Pod okiem Sławomira Nowaka talent młodego Kipketera przerodził się w coś więcej niż można było się spodziewać. Gdy nastolatek przybył z Kenii do Kopenhagi na wymianę studencką, był dobrze zapowiadającym się juniorem. Nikt nie sądził jednak, iż pod okiem doświadczonego polskiego szkoleniowca wyrośnie z niego za kilka lat rekordzista świata.

Wilson urodził się w niewielkiej miejscowości Kapsabet w Kenii 12 grudnia 1972 roku. Jego talent dostrzeżono dość szybko, co zaowocowało przyjęciem do renomowanej szkoły św. Patryka w Iten, legendarnej dziś miejscowości dla adeptów biegania. Dwukrotnie startował w MŚ juniorów, jednak nie stanął tam na podium.

W 1990 roku wyjechał studiować do Kopenhagi, gdzie po latach starań otrzymał duńskie obywatelstwo. W międzyczasie wstąpił do lokalnego klubu Sparta Atletik, gdzie jego drogi skrzyżowały się z pracującym w Danii w latach 90. utytułowanym polskim trenerem Sławomirem Nowakiem. Jeszcze jako obywatel Kenii został mistrzem swojej nowej ojczyzny.

W duńskich barwach zadebiutował w 1995 roku, zdobywając złoto mistrzostw świata na 800 metrów. Rok później był niepokonany na tym dystansie i wydawało się, iż niedługo zostanie mistrzem olimpijskim. W Atlancie jednak się nie pojawił. Duńska biurokracja nie chciała przyspieszyć procedury nadania obywatelstwa zawodnikowi, który z racji okresu zamieszkiwania reprezentował już czerwono-białe barwy, choć nie miał jeszcze duńskiego paszportu. Kipketer mógł teoretycznie wystąpić w reprezentacji Kenii, ale nie wyraził takiej chęci. Rodzima federacja nie miała zaś zamiaru udzielać mu specjalnej zgody na start dla nowej ojczyzny. Stąd MKOl nie dopuścił go do startu, a Dania straciła szansę na pierwsze olimpijskie złoto w lekkoatletyce, na które czeka do dziś.

Kipketer bardzo przeżył odebranie mu wielkiej szansy trwałego zapisania się w historii i rozważał choćby zakończenie kariery. Szczęśliwie został odwiedziony od tego zamiaru, choć olimpijskiego marzenia o złocie nigdy miał już nie ziścić.

Rok 1997 był po prostu ikoniczny. Kipketer dwukrotnie bił rekordy świata na 800 metrów zarówno w hali, jak i na otwartym stadionie, dodając do tego złote medale HMŚ i MŚ. Czasy te przetrwały długie lata. 1:41.11 na stadionie przebił dopiero David Rudisha w 2010 roku, zaś 1:42.67 z finału halowych mistrzostw świata przetrwał prawie 29 lat, a poprawił go dopiero w 2026 roku Josh Hoey. Nic dziwnego, iż magazyn Track&Field News ogłosił Kipketera lekkoatletą roku.

Po najlepszym sezonie w życiu Duńczyk zdecydował się odwiedzić rodzinne strony. Po powrocie okazało się, iż zachorował na malarię, którą pierwotnie błędnie zdiagnozowano jako grypę. Skutki były poważne i cały sezon 1998 trzeba było spisać na straty.

Kipketer wrócił na wysoki poziom rok później sięgając po trzeci z rzędu złoty medal MŚ. przez cały czas trenował pod okiem Sławomira Nowaka, choć ten zdecydował się wrócić do Polski. W 2000 roku dwukrotnie poprawiał halowy rekord świata na nietypowym dystansie 1000 metrów. Igrzyska w Sydney nie dały mu pełnej satysfakcji – wywalczył srebro, do złota zabrakło sześciu setnych sekundy. Z kolejnych igrzysk w Atenach przywiózł brąz, choć w połowie ostatniej prostej był na prowadzeniu. Rok później zakończył karierę. Później mieszkał przez dekadę w Monako, a następnie powrócił wraz z żoną i synem do Danii. Ma również posiadłości w Eldoret w Kenii.

Trzykrotny mistrz świata na otwartym stadionie, dwukrotny medalista olimpijski, mistrz Europy, halowy mistrz świata, rekordzista świata na 800 i 1000 metrów – tak jednym zdaniem można podsumować dekadę sportowej dominacji Kipketera. Historia Wilsona Kipketera jest jednak znacznie bogatsza niż jego kolekcja tytułów.

Przeczytaj również: Wilson Kipketer: kiedyś złamię trójkę w maratonie!

Wilson Kipketer: Kiedyś złamię „trójkę” w maratonie!
Idź do oryginalnego materiału