Widzew prowadził, grał w przewadze, a i tak nie wygrał

2 dni temu

Jak tak dalej pójdzie, mecze Widzewa Łódź będziemy w redakcji losowali, bo nikt nie samemu go nie weźmie do zrelacjonowania. W ostatnim czasie spotkania z udziałem drużyny Aleksandara Vukovicia to gwarancja męki dla oczu, ponieważ żelaznym punktem wyjścia jest u niej zagranie na zero z tyłu. Aby jednak być sprawiedliwym, trzeba zaznaczyć, iż Raków Częstochowa długi fragmentami prezentował się jeszcze gorzej.

Widzew do przerwy przynajmniej miał jakieś zalążki akcji piłkarskich. Czasami dobrze pressował i zbierał drugie piłki. Jedno dośrodkowanie Fornalczyka mogło zakończyć się golem, ale Kacper Trelowski (dostał szansę po dłuższej przerwie) zachował czujność. Ricardo Visus sytuacyjnie zaprezentował nam efektownego „scorpion-kicka” i wcale nie był tak daleko od celu. Raz choćby goście bardzo zgrabnie rozegrali akcję z wyjściem spod pressingu i uwolnieniem gry na lewej stronie.

Skoro poprzeczka dotychczas leżała na ziemi, choćby takie rzeczy warto odnotować.

Raków – Widzew 1:1. Goście słabi, gospodarze jeszcze słabsi

Raków w pierwszej połowie nie miał żadnej sytuacji. Nic. Zero. To samo ze strzałami. Drągowski musiał interweniować tylko wtedy, gdy Kozlovsky nabił Shehu w zamieszaniu w polu karnym, ale to choćby nie był strzał idący na konto Częstochowian.

Łukasz Tomczyk wystawił za Brunesem Makucha i Brusberga. Ten ostatni znów miał pecha. Z Legią gwałtownie zszedł, bo ucierpiał po starciu z Piątkowskim i kręciło mu się w głowie. Tym razem pożegnał się z boiskiem w 37. minucie. Konieczna była zmiana taktyczna. Zoran Arsenić w końcu doczekał się drugiej żółtej kartki i zasłużenie wyleciał z boiska. Piszemy „w końcu”, gdyż powinien wylecieć nieco wcześniej, ale wtedy jeszcze Paweł Raczkowski go oszczędził, okazując naprawdę wielką wyrozumiałość.

Zoran Arsenić ukarany drugą żółtą i w konsekwencji czerwoną kartką!

Od 36. minuty Widzew gra w przewadze!

Transmisja: https://t.co/Khg2yEVJUo pic.twitter.com/BIq9kWTuW6

— CANAL+ SPORT (@CANALPLUS_SPORT) April 4, 2026

Makuch był świetny w pojedynkach główkowych (10 wygranych na 12), tyle iż często zgrane przez niego piłki nie znajdywały adresata. Z przodu biegał osamotniony Brunes. Cała kreacja wisiała więc na wahadłowych, ale Jean Carlos Silva i Michael Ameyaw mieli dużo roboty w defensywie i kilka zdziałali z przodu.

Obopólne męki w grze 10 na 11

Na tle żenujących w ofensywie gospodarzy trochę bardziej poukładany z przodu Widzew sprawiał nieco lepsze wrażenie. Potem jednak trzeba było atakować pozycyjnie z przewagą jednego zawodnika i zaczęły się męczarnie. Raków przez cały czas choćby nie uderzał w kierunku bramki Drągowskiego, Łodzianie bili głową w mur, więc oglądało się to koszmarnie.

Końcówka jednak wynagrodziła cierpliwych. Zaczęło się od kontry Widzewa, po której Baena mógł wyjść sam na sam, ale przewrócił się po starciu z Carlosem. Dokładna analiza powtórek skłaniałaby nas ku temu, iż to chyba jednak Hiszpan był pierwszy przy piłce i został sfaulowany przez wahadłowego Medalików. Trzeba byłoby ustalić, czy to wszystko należałoby odgwizdać w polu karnym czy tuż przed nim.

Sędziowie również to sprawdzali, ale po chwili zwrócili się do wydarzeń wcześniejszych i ostatecznie stwierdzili, iż grający tyłem do bramki Bergier zagrał piłkę ręką, zatem jest rzut wolny dla gospodarzy. Interpretacja na pograniczu, Bergierowi piłka odbiła się w okolicach barku. Jest o czym dyskutować.

Statystyki meczowe dostarczony przez Superscore

Widzew strzelił w 94. minucie i… nie wygrał

W końcu jednak Widzew dopiął swego. W czwartej minucie doliczonego czasu Svarnas i Racovitan zachowali się nieporadnie w bocznej strefie, Bergier przytomnie wycofał, a tam niepilnowany Alvarez pięknie przywalił z woleja od poprzeczki. Oliwier Zych, który zmienił kontuzjowanego Trelowskiego, nie miał szans.

Wydawało się, iż Vuković będzie triumfował. Z tyłu przez cały czas zero, a z przodu wreszcie coś wpadło. No ale to byłoby za proste.

Ostatnia akcja, Rocha wygrywa powietrzną walkę z Visusem, Diaby-Fadiga podaje wzdłuż bramki, a zamykający Svarnas trochę szczęśliwie trafia do siatki. Goście oczywiście reklamowali jeszcze potencjalny faul na Drągowskim. Owszem, bramkarz dostał od Diaby’ego-Fadigi, ale sam władował mu się pod nogi. Francuz po prostu zagrał piłkę, a spóźniony golkiper Widzewa poszedł na całość. Ryzyko zawodowe. Tutaj sędziowie podjęli słuszną decyzję.

CO ZA KOŃCÓWKA MECZU W CZĘSTOCHOWIE!

Najpierw Fran Alvarez popisał się cudownym golem, a chwilę później Stratos Svarnas doprowadził do remisu!

Transmisja: https://t.co/Khg2yEVJUo pic.twitter.com/anVIzcAx2r

— CANAL+ SPORT (@CANALPLUS_SPORT) April 4, 2026

Jeśli Widzew nie potrafi wygrać w takich okolicznościach, to już naprawdę trudno sobie wyobrazić, co jeszcze musiałoby się wydarzyć, żeby sięgnął po pełną pulę. Jedyny pozytyw to kilka przebłysków w ataku, których brakowało z Arką i Górnikiem.

Raków się uratował, ale Łukasz Tomczyk nie rozwiał żadnych wątpliwości co do tego, czy ten zespół pod jego wodzą idzie w dobrą stronę.

Noty wkrótce.

Fot. Newspix

Idź do oryginalnego materiału