Ważny wynik dla Legii w Ekstraklasie. Cztery gole

9 godzin temu
Tym razem w Radomiu nie zabrakło prądu. W zaległym meczu 19. kolejki Ekstraklasy, którego w styczniu nie rozegrano przez awarię zasilania, Radomiak Radom pokonał na własnym boisku Arkę Gdynia 3:1 i wygrał pierwszy ligowy mecz w 2026 roku. Gospodarze już po ośmiu minutach mieli gości na deskach, a gdy ci w drugiej połowie zaczęli się podnosić, spadł na nich trzeci cios. Tym razem nokautujący.
Choć stadion jest radomski, to przy pierwszej próbie rozegrania tego spotkania ciemności zapadły egipskie. Radomiak i Arka pierwotnie miały zmierzyć się w styczniu, w pierwszej kolejce Ekstraklasy 2026 roku. Jednak awaria zasilania na obiekcie Radomiaka zniweczyła te plany i spotkanie trzeba było przełożyć. Władze ligi wykorzystały fakt, iż oba kluby odpadły już z Pucharu Polski, wyznaczając nowy termin właśnie na tydzień ćwierćfinałów PP.

REKLAMA







Zobacz wideo Kosecki o reprezentancie Polski: Urban uratował mu karierę. Nie dało się go przejść



Radomiak nie wygrał w tym roku, a Arka na wyjeździe wcale
Zarówno Radomiak, jak i Arka piekielnie potrzebowały zwycięstwa. Zespół Radomiaka, którego trener Goncalo Feio jest w tej chwili zawieszony za zarzucanie sędziemu korupcji, przez co w trakcie meczów drużynę prowadzi Manuel Ribeiro, nie wygrał jeszcze w tym roku ligowego spotkania. Licząc z ostatnim zeszłorocznym, to już pięć ligowych spotkań bez triumfu. Gdynianie zaś w tym sezonie nie zwyciężyli jeszcze ani razu na wyjeździe, a przełamanie, dałoby im 4 punkty przewagi nad strefą spadkową.


Na wyjazdach bez zmian. Arka po ośmiu minutach leżała pobita
Jednak kibice Arki po raz kolejny gwałtownie przekonali się, dlaczego ten zespół jest w tym sezonie tak beznadziejny, gdy gra na innym stadionie niż swój własny. Nie minęło bowiem 10 minut, a już było... 2:0 dla Radomiaka. Najpierw Gdynianie mieli pecha. W 6. minucie strzał Rafała Wolskiego z rzutu wolnego odbił się rykoszetem od muru w taki sposób, iż kompletnie zaskoczył i był poza zasięgiem Damiana Węglarza. Za to 120 sekund później mogli winić już wyłącznie siebie. Choć najmocniej Serafina Szotę, bo to on zgubił w polu karnym Capitę Capembę, który dostał idealne podanie od Donisa i w sytuacji sam na sam z bramkarzem podwyższył na 2:0.








Gdynianie musieli gonić wynik. Jednak podstawowym warunkiem strzelenia gola jest oddanie celnego strzału. Najlepiej groźnego, jeżeli nie liczy się na katastrofę bramkarza. Gościom zaś to nie wychodziło. Niby mieli na koncie dwa celne uderzenia, ale nie były one zbyt niebezpieczne. Najgroźniejszy strzał na bramkę Radomiaka oddał sam Radomiak, gdy Maurides próbował wybić dośrodkowanie z rzutu rożnego i zrobił to tak, iż piłka o centymetry minęła słupek. Ogólnie jednak gospodarze nie mieli do przerwy za bardzo jak stracić gola, choćby z jakiegoś powodu chcieli.
Radomiak uspokoił gotowych do remontady gości
Początek drugiej połowy sugerował, iż wiele się nie zmieni. Jednak Arce, która z gry nie potrafiła wypracować sobie gola, w sukurs przyszedł stały fragment gry. Oto bowiem 56. minuta i dośrodkowanie z rzutu wolnego Sebastiana Kerka, które na dalszy słupek w polu karnym głową zgrał Michał Marcjanik, a tam już czyhał Dawid Gojny. Obrońca Arki uniknął spalonego i z bliska zmniejszył straty gości.









Ten gol uskrzydlił Arkę. Gdynianie zaczęli naciskać, a w 67. minucie niemal cudu dokonał Filip Majchrowicz. Zaliczył potrójną interwencję. Najpierw wybronił mocny strzał Oskara Kubiaka, potem dobitkę główką Kerka, a na koniec kolejną dobitkę głową, tym razem Gutkovskisa. Wszystko w jakieś 6 sekund. Przy czym w ostatniej sytuacji pomógł Grzesik, bo gdyby nie przyblokował strzału, bramkarz nie miałby nic do powiedzenia. Goście zmarnowali wielką szansę i potem gorzko żałowali.






W 77. minucie Romario Baro dośrodkował z rzutu wolnego w pole karne, a piłce... nikt nie przeszkodził. Nie trafił w nią Gutkovskis, nie wybił jej bramkarz, więc wpadła prosto do siatki! Gospodarze odzyskali dwubramkowe prowadzenie i to w bolesnym dla Arki momencie. To ona wtedy przeważała. Po utracie gola przez cały czas starała się to robić. Groźnie, ale minimalnie niecelnie uderzył Patryk Szysz. Natomiast Radomiak też potrafił się odgryźć, skontrolować gości. Na tyle skutecznie, iż krzywda im się już nie stała. Radomianie dowieźli wygraną. Arka przez cały czas ma tylko jeden punkt zdobyty na wyjazdach w tym sezonie.
Radomiak Radom - Arka Gdynia 3:1 (Wolski 6', Capita 8', Baro 77' - Gojny 56')

Radomiak: Majchrowicz - Ouattara, Kingue, Dieguez, Grzesik - Camara (22. Donis) - Lopes (75. Joao Pedro), Alves, Wolski (75. Baro), Capita (75. Tapsoba) - Maurides
Trener: Manuel Ribeiro (w zastępstwie za zawieszonego Goncalo Feio)
Arka: Węglarz - Szota, Marcjanik, Gojny - Navarro (46. Kocyła), Nguiamba, Perea (11. Jakubczyk), Gaprindaszwili - Rusyn (63. Szysz), Kerk - Gutkovskis
Trener: Dawid Szwarga
Sędzia: Jarosław Przybył (Kluczbork)
Żółte kartki: Wolski, Kingue (Radomiak) - Gojny, Rusyn (Arka)
Idź do oryginalnego materiału