Wczesna jesień w świecie futbolu zawsze oznacza mniejsze lub większe emocje związane z galą Złotej Piłki. Już 26 października w londyńskim Palladium Theatre ogłoszony zostanie zwycięzca najbardziej prestiżowej nagrody piłkarskiej. Tegoroczna edycja zapowiada się na najbardziej wyrównaną od kilkunastu lat i najprawdopodobniej do samego końca nie będzie wiadomo, kto ostatecznie sięgnie po tytuł przyznawany przez ogólnoświatową kapitułę.
Rok temu dziennikarze i pozostali elektorzy (wśród których znajdują się choćby kapitanowie reprezentacji narodowych) zdecydowali, iż nagroda dla najlepszego piłkarza świata zostanie w Paryżu i trafi w ręce Ousmane’a Dembélé, na którego korzyść przemawiał triumf w rozgrywkach Ligi Mistrzów wraz z PSG. W zeszłym sezonie zespół prowadzony przez Luisa Enrique ponownie zwyciężył w najbardziej prestiżowych rozgrywkach klubowych rozgrywanych na Starym Kontynencie, przez co Dembélé znów należy typować do roli faworyta. Na jego niekorzyść przemawia jednak brak zwycięstwa podczas Mistrzostw Świata rozgrywanych w Stanach Zjednoczonych Ameryki, Kanadzie i Meksyku, które bez wątpienia będą miały największy wpływ na głosy elektorów. Francuski zespół na Mundialu zajął bowiem dopiero czwarte miejsce, co przy najlepszej i najszerszej kadrze na świecie należy traktować jako rozczarowanie.
O triumfie w klasyfikacji Złotej Piłki marzą także inni ofensywni zawodnicy znad Sekwany, których szanse zdają się być choćby większe niż Dembélé. Mowa o Kylianie Mbappé i Michaelu Olise, którzy byli najjaśniejszymi punktami „Les Blues” podczas MŚ. Punktem zaczepienia napastnika Realu Madryt może być kapitalny (choć rzecz jasna tylko indywidualnie) występ na Mundialu, gdzie Mbappe został królem strzelców z 10 bramkami na koncie. Jednocześnie 27-latek został najbardziej bramkostrzelnym zawodnikiem w prawie stuletniej historii turnieju, wyprzedzając choćby Leo Messiego czy Pelego. Mbappé i Złota Piłka to jednak historia prawie dekady „gonienia króliczka”, podczas której zawsze ktoś okazywał się minimalnie lepszy. Od zakończenia ery wspomnianego Messiego i Cristiano Ronaldo najlepszym piłkarzem ostatnich lat bez wątpienia jest właśnie Francuz. jeżeli jednak weźmiemy każdy sezon z osobna, to czyiś szczyt formy zawsze przewyższał nieschodzącego poniżej i tak już wysokiego poziomu Mbappé. Klubowe rozgrywki, podobnie jak Mistrzostwa Świata, przybierały dla napastnika różne barwy. Z jednej strony zdobył on tytuł „Pichichi” w La Liga, jednak drużynowo po raz kolejny nie sięgnął po żaden puchar z Realem Madryt, do którego trafił po to, aby deklasować konkurencję zarówno na poziomie krajowym, jak i europejskim.
Wywołany do tablicy akapit wcześniej Olise także ma za sobą udany Mundial, podczas którego wraz z Mbappé stworzył duet będący postrachem wszystkich zespołów walczących latem w Ameryce Północnej. Do tego skrzydłowy Bayernu Monachium zaliczył umiarkowanie dobrą kampanię klubową, w ramach której sięgnął po mistrzostwo oraz Puchar Niemiec, co z jednej strony jest chlebem powszednim „Bawarczyków”, a z drugiej w ostatnich latach stanowiło nie lada wyzwanie. Olise brylował na boiskach Bundesligi, co potwierdzają również liczby opiewające na 15 goli i 19 asyst. Francuz może także pochwalić się dotarciem do półfinału Ligi Mistrzów, gdzie po niezwykle emocjonującym dwumeczu Bayern ostatecznie odpadł z PSG. W kontekście wyboru przez gremium przyznające Złotą Piłkę minusem Olise może być postawa pozaboiskowa, która także jest jednym z kryterium wyboru. Francuz słynie bowiem ze zdawkowych wypowiedzi pozbawionych większego sensu, do tego często lekceważąco traktuje media oraz kibiców, gdy między innymi jako jedyny zawodnik z zespołu regularnie odmawiał świętowania pod trybuną zarezerwowaną dla najzagorzalszych sympatyków „FC Hollywood”.
Pierwszy Anglik od ćwierćwiecza?
Innym zawodnikiem reprezentującym na co dzień barwy Bayernu Monachium, który jest regularnie wymieniany w ścisłym gronie faworytów do otrzymania głównej nagrody podczas październikowej gali, jest napastnik – Harry Kane. Anglik jest na ten moment, a był także w zeszłym sezonie (za który jest przyznawana nagroda) najlepszym napastnikiem świata, który – nie bójmy się tego stwierdzić – najbardziej zrewolucjonizował pozycję numer dziewięć wśród wszystkich wybitnych atakujących ostatnich lat. Oglądając potyczki Monachijczyków, możemy bowiem zauważyć Kane’a cofającego się momentami do obrony, aby pomóc zespołowi w odzyskaniu piłki. Reprezentant „Lwów” nie robi tego jednak w akcie frustracji, ale ogromnej zawziętości i chęci jak najszybszego przetransportowania piłki pod pole karne przeciwnika. W futbolowym wokabularzu od lat znajduje się spopularyzowane przez wielu trenerów powiedzenie „napastnik jest pierwszym obrońcą”. Nikt inny nie spełnia tego „bon motu” tak dobrze, jak właśnie Kane.
Jednocześnie praca w obronie nie wpłynęła na wysoką bramkostrzelność Anglika, który w trakcie zeszłego sezonu Bundesligi strzelił aż 36 goli, z naszej perspektywy niebezpiecznie zbliżając się do rekordu Roberta Lewandowskiego z kampanii 2020/2021, kiedy to Polakowi udało się zdobyć 41 bramek, bijąc rekord legendarnego Gerda Müllera. Do trafień na krajowym podwórku Kane dołożył również 14 goli w Lidze Mistrzów, ustępując tylko Kylianowi Mbappé, który zanotował gola więcej.
Na rzecz wygranej Anglika w mediach mocno lobbują wpływowe brytyjskie media sportowe i stacje takie jak Sky Sports czy BBC, które generują ogromne zasięgi w mediach społecznościowych. Takie kwestie także mają oczywiście wpływ na decyzje elektorów. W końcu wszyscy z taką samą dawką humoru co frustracji wspominamy głosowanie z 2021 roku, kiedy o triumf otarł się Lewandowski. Wówczas elektor będący dziennikarzem z Uzbekistanu, zapytany o brak umieszczenia Polaka w pierwszej trójce, wysłał print screena karty „Lewego” z gry komputerowej FIFA i dołączył do tego wiadomość: „Nie jest wystarczająco szybki. Plus nie robi trików w prawdziwym życiu”. Ot, uroki futbolowego trzeciego świata.
Brytyjczykom nie ma co się jednak dziwić. Ostatnim reprezentantem Anglii, który sięgnął po Złotą Piłką był Michael Owen, dokonując tej sztuki w 2001 roku. Co ciekawe, to najdłuższy okres bez reprezentanta „Three Lions” na szczycie plebiscytu organizowanego przez magazyn France Football w całej jego historii. Przed Owenem kraj herbaty, monarchii i kultury pubowej doczekał się czterech zwycięzców Złotej Piłki. Byli nimi kolejno: Stanley Matthews (1956), Bobby Charlton (1966) i Kevin Keegan (1978 i 1979).
Mundialowe opus magnum
Poza Mbapép, Kanem i Olise największych faworytów do zwycięstwa należy upatrywać przede wszystkim w kadrze triumfatorów mistrzostw świata, czyli Hiszpanów. Wśród piłkarzy „La Furia Roja” prym wiedzie duet grający w FC Barcelonie, czyli Lamine Yamal oraz Rodri. Pierwszy z nich jest najbardziej medialnym, widowiskowym i rozpoznawalnym piłkarzem na świecie, a drugi zaliczył wspaniały Mundial, na koniec którego został ogłoszony najlepszym zawodnikiem turnieju.
Poza wygraną na MŚ, Yamal wcześniej dołożył także mistrzostwo oraz Superpuchar Hiszpanii, a jego indywidualne, ligowe statystyki także robią niemałe wrażenie (16 goli i 11 asyst). Jedno nie ulega wątpliwości – to właśnie przez takich piłkarzy jak Hiszpan, dzieci z całego świata zakochują się w piłce i sporcie jako takim. Dlatego wybór ten należy traktować jako najlepszy w kontekście promowania piłki, aktywności fizycznej i sportu jako dziedziny zakrawającej o sztukę. Bo właśnie tak gra Yamal. Minusem przy jego nazwisku jest przeciętny indywidualny występ na Mundialu, gdzie zdołał strzelić tylko jednego gola. Argument ten można jednak odeprzeć, mówiąc, iż przecież skrzydłowy „Dumy Katalonii” i tak był twarzą triumfu swojego zespołu, a za kilkanaście czy kilkadziesiąt lat każdy będzie miał w głowie wyłącznie obrazki Yamala z pucharem noszącym kiedyś imię Julesa Rimeta.
Mateusz DUKAT

2 dni temu
















