W 23. minucie derbów Śląska sędzia anulował gola. I się zaczęło

1 godzina temu
W 23. minucie derbów trybuny przy Roosevelta eksplodowały z radości, gdy goście w derbowym meczu z Piastem Gliwica objęli prowadzenie. Szczęście fanów gospodarzy nie trwało długo, bo sędzia najpierw anulował ich bramkę, a chwilę później podopieczni Daniela Myśliwca wyszli na prowadzenie. Wszystko skończyło się jednak pozytywnie dla Górnika, który zdołał odwrócić losy meczu.
Oczywiście najważniejszym meczem derbowym dla Górnika była jest i będzie rywalizacja z Ruchem Chorzów. Ale dopóki oba kluby nie grają na tym samym poziomie rozgrywkowym, kibice muszą zadowolić się derbami z innym rywalem z Górnego Śląska, czyli Piastem Gliwice.

REKLAMA







Zobacz wideo Kosecki: Grałem w ŁKS, ale wybaczcie mi – Widzew jest numerem jeden w Łodzi



Górnik przeważał, ale i tak musiał gonić wynik
Gospodarze byli faworytami sobotniej rywalizacji. W końcu wygrana dawałaby im ponownie pierwsze miejsce w tabeli, z trzema punktami przewagi nad drugą Wisłą Płock. W zupełnie innym położeniu byli goście, którzy walczą o utrzymanie.


Górnik od początku spotkania przeważał, a w 23. minucie choćby zdołał wyjść na prowadzenie. Wtedy zakotłowało się w polu karnym Piasta, którego obrońcy zdołali wybić piłkę. Ta trafiła jednak pod nogi Maksyma Chłania, który wykonał dośrodkowanie na Rafała Janickiego. Ten zaś nie miał sobie równych w powietrzu i strzałem głową pokonał Frantiska Placha, doprowadzając kibiców na trybunie stadionu im. Ernesta Pohla do ekstazy.
Ta jednak nie trwała długo. Jak się okazało, Janicki podczas dośrodkowania Chłania dał się złapać na pozycji spalonej, co wyłapał asystent arbitra Piotra Lasyka.


Na domiar złego dla Górnika, to goście dwie minuty później strzelili bramkę. Wtedy prawą stroną boiska z piłką zabrał się Leandro Sanca, który następnie wypatrzył w polu karnym Adriana Dalmau. Hiszpan wprawdzie nie skierował piłki do siatki, ale zdołał zgrać ją do Queitina Boisgarda, a ten dał drużynie prowadzenie!









Górnik się nie załamał i odwrócił losy meczu
Podopieczni Michala Gasparika w sobotnie popołudnie postanowili jednak wyznać zasadę, iż prawdziwych mężczyzn poznaje się nie po tym, jak zaczynają, ale jak kończą. Na boisku byli bowiem drużyną lepszą, dlatego też nie przejęli się tym, iż pierwszy celny strzał gliwiczan na bramkę od razu skończył się golem.
W 41. minucie piłka w polu karnym Piasta trafiła pod nogi Brandona Dominguesa. Francuz oddał strzał, który Plach odbił z najwyższym trudem. Po tej interwencji piłka trafiła pod nogi Erika Janży. Słoweniec nie miał zamiaru się podpalać. Podniósł głowę i mierzonym uderzeniem po ziemi doprowadził do wyrównania.






Po przerwie Górnik gwałtownie pokazał, iż remis nie spełnia jego ambicji. Od wznowienia dyktował tempo gry, za co został gwałtownie nagrodzony. W 50. minucie akcję środkiem boiska poprowadził Domingues, który następnie zagrał na lewą stronę do Jarosława Kubickiego. Ten zaś zagrał płasko w pole karne, gdzie piłkę z pierwszej piłki uderzył Chłań. Wprawdzie była to bardzo ładna akcja, ale trener Myśliwiec może przy niej mieć ogromne pretensje do Jakuba Lewickiego, który krył Ukraińca na radar i zupełnie nie odnalazł się w sytuacji bramkowej Górnika.






Po objęciu prowadzenia goście zaczęli grać bardziej kunktatorsko, tak jakby nie czuli zagrożenia ze strony rywali. Pod koniec spotkania taka taktyka mogła się zemścić, bo w 89. minucie Piast obił poprzeczkę bramki Marcela Łubika. Piłka do siatki jednak nie wpadła, a to sprawia, iż o tej akcji żaden kibic Górnika nie będzie już pamiętał.



Dla nich liczy się to, iż podopieczni Gasparika odwrócili losy spotkania. Wygrali derby i ponownie są liderem Ekstraklasy, a ta sytuacja potrwa przynajmniej do niedzieli.
Górnik Zabrze 2:1 Piast Gliwice
Bramki: 0:1 Boisgard (25'), 1:1 Janża (41'), 2:1 Chłań (50')
Idź do oryginalnego materiału