Stelmet Falubaz Zielona Góra w niedzielę odniósł drugie w tym roku zwycięstwo w tym sezonie PGE Ekstraligi. Zielonogórzanie pokonali Betard Spartę Wrocław, co było pewną niespodzianką. Gospodarze bardzo mocno weszli w rywalizację, co później okazało się być kluczowe. Po zawodach głos zabrał Piotr Protasiewicz, który skomentował postawę swojej drużyny, a także odniósł się do dyspozycji jednego z liderów.
Po pierwszych czterech biegach kibice oglądający spotkanie na zielonogórskim owalu mogli przecierać oczy ze zdumienia. Falubaz prowadził ze Spartą 19:5. Później drużynie z Wrocławia udało się zniwelować stratę, jednak żółto-czerwoni nie byli w stanie objąć prowadzenia. Ostatecznie mecz zakończył się wynikiem 47:43.
Bardzo ważne na zielonogórskim owalu były start i rozegranie pierwszego łuku. To właśnie na pierwszych metrach biegów Wrocławianom zdarzały się błędy. Porażka może być dla nich sporym rozczarowaniem, o czym mówił szkoleniowiec Betard Sparty Wrocław, Piotr Protasiewicz.
– Liczyliśmy na wygraną i przywiezienie z Zielonej Góry pełnej puli, a nie tylko punktu bonusowego. W tabeli jest bardzo ciasno i zdajemy sobie sprawę z wagi każdego meczu. Już prawie dogoniliśmy Falubaz, traciliśmy tylko dwa punkty, ale popełnialiśmy błędy w rozegraniu pierwszego łuku. W kilku sytuacjach nasi zawodnicy tego nie przypilnowali, więc do Wrocławia wracamy na tarczy – mówił trener cytowany przez Gazetę Wrocławską.
Starcie z Falubazem było pierwszym po kontuzji dla Artioma Łaguty. Rosjanin z polskim paszportem wystąpił w spotkaniu i sześciokrotnie pojawił się na torze, zdobywając 10 punktów i 2 bonusy. Odczuwał on jednak skutki kontuzji, ponieważ ból dawał mu się we znaki.
Podczas meczu można było się zastanawiać, dlaczego Piotr Protasiewicz nie zdecydował się na skorzystanie z rezerwy taktycznej i zastąpienie Andersa Rowe’a Artiomem Łagutą w biegu trzynastym. Zgodnie ze słowami trenera Betard Sparty Wrocław, nie było szans, aby mistrz świata z 2021 roku pojawił się jeszcze raz na torze.
– Dał z siebie sto procent. Wyprosiłem wręcz na kolanach, żeby pojechał w czternastym biegu. Nie było opcji, aby wystąpił jeszcze jeden raz. Pamiętajmy, iż jest po groźnej kontuzji – zaznaczył Piotr Protasiewicz.
Piotr Protasiewicz













