To zupełnie nowa runda w kalendarzu F1. Fani mogą czuć się lekko zdezorientowani

2 godzin temu

Już w najbliższy weekend odbędzie się kolejna runda sezonu F1. Będzie to zupełnie nowa impreza, bez wcześniejszej historii. W niedzielę poznamy jednocześnie jej pierwszego, historycznego triumfatora. Oczywiście wszystko to tylko w założeniu i w teorii. Czeka nas bowiem wyścig w Barcelonie. Natomiast już nie jako Grand Prix Hiszpanii, a po raz pierwszy jako Grand Prix Katalonii. Skąd ta zmiana i jak to będzie wyglądało w przyszłości?

Spis treści:

  • Double-header Monako – Barcelona
  • Pierwszy taki wyścig w historii
  • Hiszpańsko-belgijskie ciekawostki
  • Czy znamy faworyta?
  • Zapowiedź weekendu
  • Polacy w seriach towarzyszących

Nowa runda w okresie F1. Przynajmniej w pewnym sensie

Nie opadł jeszcze kurz po Grand Prix Monako, a kolorowa kawalkada F1 już przeniosła się kilkaset kilometrów dalej, do Barcelony. Poprzez zamieszanie związane z Grand Prix Bahrajnu i Arabii Saudyjskiej, jest to dopiero drugi double-header w tym sezonie. Jednocześnie, mamy tutaj do czynienia z bardzo ciekawą sytuacją. Otóż oficjalnie mowa o kompletnym debiucie, o zupełnie nowej rundzie w kalendarzu F1. Rywalizacja na torze w Barcelonie po raz pierwszy odbędzie się bowiem jako Grand Prix Katalonii.

fot. Andy Hone / LAT Images / Pirelli F1 Press Area

Od 1991 roku w Barcelonie rozgrywano wyścig o Grand Prix Hiszpanii. Natomiast począwszy od 2026 roku miano to przejmuje Madryt ze swoim torem o mieszanej charakterystyce – zarówno z sekcjami „tradycyjnymi” jak i „ulicznymi”. Grand Prix Hiszpanii będzie odbywało się w stolicy tego kraju przynajmniej do 2035 roku – taka jest aktualna umowa organizatora imprezy z promotorem F1. Natomiast Barcelona pozostanie w kalendarzu jako Grand Prix Katalonii. Do 2032 roku będzie obowiązywał tutaj system rotacyjny z Grand Prix Belgii na torze Spa-Francorchamps. W Barcelonie zawodnicy będą ścigali się w latach parzystych: 2026, 2028, 2030 oraz 2032, natomiast w Belgii – oprócz sezonu 2026, będą to lata nieparzyste: 2027, 2029 oraz 2031.

W teorii nie wiemy nic, w praktyce wiemy wszystko

Zatem oficjalnie, Grand Prix Katalonii jest rozgrywane po raz pierwszy i w niedzielę poznamy jego pierwszego zwycięzcę. Tyle mówi teoria. W praktyce jednak wiemy, kto historycznie radził sobie w Barcelonie najlepiej – tylko w wyścigu pod inną nazwą. Ex-aequo rekordzistami są tam Michael Schumacher i Lewis Hamilton, którzy w Katalonii wygrywali po sześć razy. Za nimi z czterema triumfami jest Max Verstappen. Ani Brytyjczyk, ani Holender, nie będą w tym roku faworytami do zwycięstwa w słonecznej Hiszpanii. Choć jeżeli mielibyśmy strzelać, to nieco więcej szans na wygraną powinniśmy dać raczej Verstappenowi.

fot. Zak Mauger / LAT Images / Pirelli F1 Press Area

Faworytem musi być Andrea Kimi Antonelli. Nie może być inaczej – nie możemy założyć inaczej w sytuacji, kiedy młody Włoch wygrywa pięć wyścigów z rzędu. Kiedy jego zespołowy kolega George Russell jest w absolutnej rozsypce. Oczywiście – to są wyścigi i niczego nie da się tutaj przesądzić, przewidzieć. jeżeli natomiast nie wydarzy się nic nieoczekiwanego, to Mercedes powinien mieć w Katalonii najlepsze tempo. I to Antonelli znów może być faworytem do wygranej.

Klasyczny weekend F1

Podobnie, jak w przypadku Grand Prix Monako, mamy tutaj do czynienia z klasycznym formatem weekendu F1. Oznacza to, iż na zawodników czekają trzy sesje treningowe. Pierwsza to piątek, godzina 13:30, druga to piątek, godzina 17:00 natomiast trzecia to sobota, godzina 12:30. Spore emocje pojawią się w sobotę o godzinie 16:00, wówczas wystartują kwalifikacje. Natomiast sam premierowy wyścig o Grand Prix Katalonii wystartuje w niedzielę o godzinie 15:00. Zawodnicy pokonają w jego trakcie 66 okrążeń, co da łączny dystans wyścigu na poziomie 307 kilometrów.

fot. Peter Fox / LAT Images / Pirelli F1 Press Area

Co oczywiste, w Barcelonie pojawią się również serie juniorskie, czyli Formuła 2 oraz Formuła 3. A to oznacza, iż do rywalizacji powraca też dwóch Polaków – Roman Biliński (F2, DAMS Lucas Oil) oraz Maciej Gładysz (F3, ART. Grand Prix). jeżeli chodzi o F2, liderem punktacji jest Gabriele Mini, który ma 1 punkt przewagi nad Nikolą Tsolovem. Roman Biliński jest siedemnasty z dorobkiem 11 punktów – z czego 9 wywalczył w miniony weekend w Monako. W F3 prowadzi Ugo Ugochukwu, który ma 43 punkty. Maciek Gładysz jest dziewiąty z dorobkiem 13 oczek – z czego większość wywalczył w pierwszej rundzie sezonu w Australii.

Zdjęcie główne: Steven Tee / LAT Images / Pirelli F1 Press Area

Idź do oryginalnego materiału