To już się dzieje, Europa znowu straszy. Wyjdzie jak z Rosją

2 godzin temu
Europa znów chce pokazać światu moralną wyższość. Przez kontynent przetaczają się wezwania do bojkotu mundialu w USA. Na szczęście dla piłkarzy i kibiców to wzmożenie to nic więcej niż tzw. sygnalizowanie cnoty. Gdyby Niemcy, Holendrzy czy Francuzi rzeczywiście brali na poważnie prawa człowieka i prawo międzynarodowe, to nie powinni zagrać na żadnym mundialu od 2018 roku aż do 2034.
Europejczycy mają całą masę powodów do bojkotu mistrzostw świata. Przede wszystkim Stanami Zjednoczonymi rządzi znienawidzony przez większość europejskiej klasy politycznej Donald Trump. Prezydent USA nie tylko upokarza Stary Kontynent słowem, ale także czynem. Nakłada wygórowane cła na europejskie towary sprzedawane do Ameryki, a także żąda większych wydatków na sprzęt wojskowy produkowany za Oceanem. W dodatku nie szanuje prawa międzynarodowego, czyniąc zakusy na duńską kolonię w Ameryce Północnej: Grenlandię i dokonując porwania prezydenta Wenezueli Nicolasa Maduro.

REKLAMA







Zobacz wideo



150 tys. ludzi podpisało petycję
To tylko skromna część zarzutów, jakie formułuje się wobec Trumpa. Można by je jeszcze mnożyć, przypominając, jak brutalnie federalne służby obchodzą się w USA z imigrantami.


W tym konflikcie europejskie państwa nie chcą być tylko chłopcami do bicia. Szukają więc jakiejś formy retorsji, żeby odgryźć się Trumpowi i Stanom Zjednoczonym. Stąd pomysł, by europejskie reprezentacje zbojkotowały turniej, który ma się odbyć za Oceanem na przełomie czerwca i lipca.
W Holandii dziennikarz Teun van de Keuken wystosował petycję do niderlandzkiego związku piłkarskiego, ministerstwa zdrowia (które jest odpowiedzialne również za sport) oraz premiera Dicka Schoofa. Żąda, by jego kraj nie wysyłał drużyny na mistrzostwa świata i w ten sposób nie przyczyniał się do promowania "brutalnej i dyskryminującej" polityki Donalda Trumpa. Dziennikarz zachęcił internautów do podpisywania wniosku. Udało mu się już zebrać ponad 150 tys. podpisów pod petycją. Kontrpetycje popierające udział Holandii w mundialu cieszą się dużo skromniejszym poparciem.
Ludzie, którzy pracowali w FIFA też za bojkotem
W Szwajcarii do bojkotu wezwał Mark Pieth. To prawnik, który w latach 2011-13 przewodził niezależnemu komitetowi, dokonując reformy Międzynarodowej Federacji Piłkarskiej, po tym, jak FIFA wstrząsnęły skandale korupcyjne. W przeciwieństwie do van de Keukena on miał na myśli przede wszystkim kibiców. – To, co widzimy w tym kraju [USA] – marginalizacja przeciwników politycznych, nadużycia ze strony służb imigracyjnych – nie zachęcają fanów do przyjazdu – powiedział Pieth w wywiadzie dla dziennika "Der Bund". – Lepiej oglądać mistrzostwa w telewizji. W razie wyjazdu fani powinni spodziewać się, iż jeżeli nie zadowolą urzędników, zostaną odesłani następnym lotem do domu. jeżeli będą mieli szczęście – dodał. Jego stanowisko poparł w mediach społecznościowych były szef FIFA Sepp Blatter.



Niemiecki parlamentarzysta Juergen Hardt stwierdził natomiast, iż niemiecka reprezentacja powinna rozważyć bojkot mundialu, aby "przywrócić Trumpowi rozsądek". Dodał jednak, iż to byłaby ostateczność. Również dla jego kolegi z CSU, Rodericha Kiesewettera, bojkot mistrzostw to możliwe rozwiązanie: – jeżeli Trump zastosuje się do swoich zapowiedzi i gróźb dotyczących Grenlandii i rozpocznie wojnę handlową z UE, trudno mi sobie wyobrazić kraje europejskie uczestniczące w mistrzostwach świata – powiedział gazecie "Augsburg Allgemeine".
W gazecie "Hamburger Morgenpost" do rozpoczęcia dyskusji o bojkocie wezwał wiceprezes niemieckiego związku piłkarskiego, Oke Goettlich: – Jakie były uzasadnienia bojkotu igrzysk w latach 80.? Moim zdaniem potencjalne zagrożenie jest teraz większe niż wtedy. Musimy o tym porozmawiać.
W rozmowie z serwisem The Athletic Goettlich dodał: - Widzimy, jak ludzie giną na ulicach w wyniku działań służb imigranckich: ICE. Jeszcze nie wiemy, co się stanie z Grenlandią. Na tym tle odpowiedzialne i konieczne jest otwarte omówienie, które scenariusze są na stole.
Brytyjczycy chcą zawstydzić Trumpa
W brytyjskim parlamencie do bojkotu turnieju przez Anglię i Szkocję, które już się zakwalifikowały, ewentualnie też przez Irlandię Północną i Walię, o ile awansują, wezwali Simon Hoare z Partii Konserwatywnej i Luke Taylor z Liberalnych Demokratów. Ten pierwszy uważa, iż takie posunięcie "zawstydziłoby Trumpa". – Na ogień powinniśmy odpowiedzieć ogniem – stwierdził.



– Muszę się zgodzić – stwierdził natomiast Taylor. – I pytam rząd: czy rozważy odwołanie wizyty króla w Stanach Zjednoczonych, a także bojkot mistrzostw świata, by dać do zrozumienia Trumpowi, iż jedyną rzecz, na którą jest wrażliwy, to jego własna duma.


We Francji do bojkotu mundialu wezwał Eric Coquerel, poseł z lewicowej partii Francja Niepokorna. W mediach społecznościowych napisał: "Serio? Naprawdę możemy sobie wyobrazić, iż pojedziemy na mistrzostwa świata do kraju, który atakuje swoich sąsiadów, grozi inwazją na Grenlandię, podważa prawo międzynarodowe, chce pogrążyć ONZ?"
Te pohukiwania powtarzają się od lat
Odpowiadając na to ostatnie pytanie, trzeba powiedzieć, iż oczywiście, iż sobie wyobrażamy. Więcej jeszcze. Przecież już to zrobiliśmy. Polska, Francja, Niemcy, Dania, Hiszpania itp. pojechały do kraju, który dopiero co oderwał kawałek terytorium sąsiada, dokonywał zbrodni na własnych obywatelach, łamał prawo międzynarodowe i ignorował rezolucje ONZ. Chodzi oczywiście o Rosję i mundial w 2018 r. Wtedy jakoś europejskim miłośnikom praw człowieka nie przeszkadzało, iż piłkarze z ich państw biorą udział w wielkiej imprezie wzmacniającej reżim Władimira Putina.
Podobnie było cztery lata później. Owszem, głosy protestu przeciwko organizowaniu turnieju w autokratycznym i łamiącym praw człowieka Katarze, były głośniejsze niż wobec Rosji. Jednak do żadnego bojkotu nie doszło, choć stadiony wybudowane zostały kosztem zdrowia i życia tysięcy robotników, którzy musieli pracować w ekstremalnych warunkach bez podstawowych środków ochrony.



A co zrobią miłośnicy praw człowieka za cztery lata? To doprawdy kuriozalne, iż lewicowy rząd hiszpański Pedro Sancheza, tak wrażliwy na kwestie społeczne, organizuje wielki turniej razem z Marokiem, które od dziesięcioleci łamie prawo międzynarodowe, okupując terytorium Sahary Zachodniej i rabując jej surowce naturalne. To przecież Maroko wybudowało potężny system fortyfikacji, liczący 2700 km, który oddziela skrawki wolnej Sahary Zachodniej od jej okupowanej części. Gdy marokański rząd brutalnie stłumił protesty młodzieży przeciwko wydatkom na mundial w 2030 roku, też jakoś nie było słychać w Europie głosów potępienia. A przecież też polała się krew. Trzech demonstrantów zginęło.
A co z mundialem w Arabii Saudyjskiej w 2034 roku?
Nikt nie będzie pamiętał o nieobecnych
To też pytanie retoryczne. Wiadomo przecież, iż żadnych bojkotów nie będzie. We wszystkich tych wezwaniach, które przytoczyłem powyżej, chodzi przede wszystkim o okazanie swojej wyższości moralnej. Takie działania noszą wyraźne znamiona czegoś, co nosi nazwę "sygnalizowania cnoty". To sformułowanie jest tu tym bardziej trafne, iż osoby, które do bojkotów wzywają, nie ponoszą ich kosztów. To piłkarze i kibice zapłaciliby za to, iż ich drużyny nie zagrałyby na boiskach USA, Meksyku i Kanady.
Zresztą niemiecki związek piłki nożnej na bojkotowe szarże polityków gwałtownie odpowiedział, żeby nie wtrącali się oni do sprawy, która nie leży w ich gestii.



Swoją drogą słowa, iż bojkot mundialu mógłby Trumpa "zawstydzić", albo "przywołać go do rozsądku", czy urazić jego dumę, pokazują, jak naiwnie patrzy na sytuację międzynarodową europejska klasa polityczna. Prezydent USA razem z szefem FIFA Giannim Infantino z pewnością gwałtownie znaleźliby zastępstwo za Niemcy, Holandię czy Francję. Chętnych na pewno by nie zabrakło. Ci, którzy pamiętają wielkie bojkoty z lat 70. (Montreal) czy 80. (Moskwa, Los Angeles i Seul), doskonale wiedzą, iż ci, którzy na te imprezy pojechali, nie zaprzątali sobie głowy tym, kogo zabrakło i dlaczego. I za każdym razem organizatorzy ogłaszali, iż była to najwspanialsza impreza w historii.
Idź do oryginalnego materiału