Iga Świątek (2. WTA) rozpoczęła tegoroczny turniej US Open od spotkań z zawodniczkami, z którymi dotąd nie miała okazji się mierzyć. Najpierw w pierwszej rundzie pokonała Emilianę Arango (84.) z Kolumbii 6:1, 6:2. W czwartek w kolejnym spotkaniu zmierzyła się z Holenderką Suzan Lamens (66.)
REKLAMA
Zobacz wideo Jak Iga Świątek! Englert, Daniec, Strasburger i wiele innych gwiazd błyszczy na korcie
Rywalka bez szans w pierwszym secie
Pierwszy set czwartkowego pojedynku skończył się po zaledwie 30 minutach wynikiem 6:1. Holenderka próbowała się przeciwstawić, ale nie miała jak. Przy wyniku 4:1 komentatorzy zauważyli: "Iga bawi się w tym gemie, czuje przewagę, widzi, iż z tego serwisu nie będzie żadnego zagrożenia", "treningowe granie".
Lamens prawie nie istniała na tle dobrze dysponowanej Świątek. Holenderka nie potrafiła skończyć akcji, jej uderzenia nie generowały takich prędkości jak rywalki. Zwłaszcza podanie pozostawało zbyt wolne, czasem blisko okolic 100 km/h. W ten sposób 66. tenisistka świata nie mogła zagrozić wiceliderce rankingu i musiała liczyć przede wszystkim na błędy faworytki, których w pierwszej partii nie było zbyt wiele.
Nic dziwnego, iż po zakończeniu seta, gdy operator pokazał team Igi Świątek na trybunach, w ich reakcjach widać było zarazem euforia i spokój. Ten set, podobnie jak pojedynek z Arango był pod kontrolą ich podopiecznej. Dominacja Polki sprawiła, iż tak jak w meczu z Kolumbijką miała okazję kilka razy pójść do siatki, poćwiczyć grę wolejem. - To dobry poligon doświadczalny. Gdzie próbować jak nie tutaj w takich spotkaniach - przyznał komentujący w Eurosporcie Lech Sidor.
Komentator: Mamy sensację
Od drugiej partii wszystko się zmieniło. Nasza zawodnika częściej się myliła, jak przyznali od razu komentatorzy: "Cały czas trzeba być skoncentrowanym, a to nie jest prosta sprawa, gdy 20-30 proc. twojego nakładu sił wystarcza na zamknięcie partii". Już w drugim gemie Iga Świątek musiała bronić się przed przełamaniem. Wtedy jeszcze się wybroniła, ale kilka minut później została przełamana do zera. Wtedy to usłyszeliśmy wymowny komentarz z trybun od Darii Abramowicz do Igi Świątek: "Dawaj bez skupiania się na błędach, tylko następna, dawaj!". To była pierwsza tego typu podpowiedź od teamu naszej tenisistki w tym spotkaniu, ale nie ostatnia.
Słabszy fragment ze strony faworytki sprawił, iż Holenderka wyszła na 3:2. Lamens uwierzyła, iż nie wszystko stracone, grała coraz odważniej, atakowała, mijała Polkę przy siatce, znacznie podniosła swój poziom. Z kolei gra Świątek falowała, co najlepiej pokazuje przebieg wynikowy drugiej partii: przegrywała 2:3, wyszła na 4:3 i serwis, przegrywała 4:5. Brakowało stabilizacji, jaką mogliśmy oglądać przez pierwsze pół godziny rywalizacji. Skończyło się 4:6, a komentujący Marek Furjan podsumował: "Mamy sensację". Nikt po pierwszej partii nie spodziewał się, iż o wszystkim zadecyduje trzeci set.
Trudniejszy mecz w turnieju wielkoszlemowym zapowiedzią zwycięstwa?
Trzeci set, w którym cały czas było nerwowo. Iga Świątek prowadziła 4:1, a po chwili było już tylko 4:3. Kolejne wskazówki przekazywał jej trener Wim Fissette, najgłośniej słychać było trenera przygotowania fizycznego oraz fizjoterapeutę Macieja Ryszczuka, gdy krzyknął: "Najpierw musisz otworzyć kort". Współpracownicy tenisistki robili, co mogli, by wesprzeć ją w trudnym momencie. Tego dnia druga rakieta świata rywalizowała nie tylko z rywalką, ale i z własnymi słabościami. Dlatego to zwycięstwo jest cenniejsze, niż się wydaje.
Czytaj także: Tak Polacy potraktowali gwiazdę Słowenii
Co warto zauważyć, w większości zwycięskich dla Świątek turniejów wielkoszlemowych musiała rozegrać chociaż jeden mecz na wstępnym etapie rywalizacji, w którym natrafiła na spore problemy. Tak było na niedawnym Wimbledonie, gdy w drugiej rundzie dopiero w trzech setach ograła Caty McNally. Tak było w zeszłorocznym Roland Garros, gdy także w 1/32 pokonała Naomi Osakę 2:1. Również w pamiętnym sezonie 2022, gdy Polka wygrała dwa turnieje Wielkiego Szlema, w Paryżu w czwartej rundzie stoczyła zacięty bój z Qinwen Zheng na dystansie trzech setów, a w Nowym Jorku także na pełnym dystansie z Jule Niemeier. Mecze z Chinką i Niemką rozgrywane były na etapie czwartej rundy.
Przy okazji trzeba również odnotować, że, jak wyliczyli statystycy, Iga Świątek jest jedyną tenisistką, która doszła co najmniej do trzeciej rundy w każdym turnieju Wielkiego Szlema w singlu w tej dekadzie. To wyczyn niesamowity, pokazujący jak regularna pozostaje nasza zawodniczka.
W kolejnym meczu w Nowym Jorku jej rywalką będzie Rosjanka Anna Kalińska (29. WTA), która pokonała reprezentantkę Kazachstanu Julię Putincewą (55.) 6:1, 7:5. Z Kalińską Świątek miała okazję niedawno mierzyć się w ćwierćfinale w Cincinnati, wygrywając 6:3, 6:4. Wtedy to wyrównała ich bezpośredni bilans, bo rok wcześniej w Dubaju przegrała w półfinale 4:6, 4:6. W sobotnim meczu z Rosjanką nasza tenisistka potrzebuje wejść na poziom zbliżony do pierwszego seta z Suzan Lamens, przydatny będzie m.in. lepszy serwis. Jest to jak najbardziej możliwe, bo spotkanie spotkaniu nierówne, a nie ma tenisisty, który w turnieju Wielkiego Szlema nie przeżywa trudniejszych chwil. Relacje z US Open w Sport.pl, transmisje w Eurosporcie i na platformie HBO Max.
Przed Wami najnowszy Magazyn.Sport.pl! Polscy koszykarze zagrają w Katowicach o mistrzostwo Europy. Korespondenci Sport.pl czuwają, a już teraz mamy oryginalny starter pack kibica basketu. Ekskluzywne wywiady, odważne felietony i opinie przeczytasz >> TU