To było po prostu żenujące. Urban zmarnował czas

9 godzin temu
Rakieta, jaką w ostatniej chwili odpalił Przemysław Wiśniewski, ratując nam remis 2:2 z Nigerią, kilka zmieniła. Czerwcowe występy reprezentacji Polski były bardzo słabe, by nie napisać, iż beznadziejne. Po meczach z Ukrainą i Nigerią można się zastanawiać, po co w ogóle było to zgrupowanie i te spotkania.
W idealnym świecie ten mecz w ogóle by się nie odbył. Gdyby reprezentacja Polski wygrała w marcu ze Szwecją, dziś pewnie bylibyśmy już w Chicago po ostatnim sparingu przed mundialem. Ale świat idealny nie jest, na mistrzostwach świata zagrają Szwedzi, a nam został towarzyski mecz z Nigerią. Mecz nikomu niepotrzebny. Zresztą tak samo jak ten niedzielny z Ukrainą.


REKLAMA


Zobacz wideo Żelazny o występie Świderskiego z opaską kapitana: Co to w ogóle ma być?!


Wątpliwości co do tego nie pozostawili sami piłkarze. Po meczu z Ukrainą i Robert Lewandowski, i Piotr Zieliński wprost przyznali, iż zaangażowanie drużyny nie było na takim samym poziomie jak w spotkaniach o punkty. Mimo iż na wtorkowej konferencji prasowej podejścia zespołu bronili Jan Urban i Nicola Zalewski, to już pierwsze minuty meczu z Nigerią pokazały, iż piłkarze nie są należycie skoncentrowani.
W 2. minucie Przemysław Wiśniewski przepuścił piłkę tak, iż przejął ją przeciwnik. Chwilę później nieatakowany przez nikogo Kamil Grabara tak podawał do Wiśniewskiego, iż oddaliśmy piłkę we własnym polu karnym i omal nie straciliśmy gola. Jakby tego było mało, Zalewski dryblował w aut, a Jakub Kamiński podawał przede wszystkim do Nigeryjczyków. Nad resztą szkoda już się pastwić.
To było po prostu żenujące. Podobnie jak w meczu z Ukrainą gra Polaków była nędzna. Wolna, niedokładna, przewidywalna. Mimo iż w środę Urban ze zmianami czekał dużo dłużej niż w niedzielę w spotkaniu z Ukrainą, to gra Polaków w ogóle nie wyglądała lepiej. choćby na tle Nigerii, która tych zmian dokonała dużo więcej. Było na tyle źle, iż w 68. minucie na beznadziejną grę zirytował się Lewandowski, który wymownie wymachiwał rękoma. Ale ten sam Lewandowski cztery minuty później nie strzelił gola w sytuacji sam na sam z bramkarzem. A w 82. minucie zmarnował jeszcze jedną "setkę".
Nikt nam nie wmówi, iż zawodnicy myślami nie byli na urlopie albo - jak Lewandowski czy Grabara - przy rozmowach o najbliższej przyszłości w klubie. A gdy dodamy do tego marną jak zawsze atmosferę na Stadionie Narodowym, otrzymamy piknik pełną gębą. I kilka zmienia rakieta, jaką w ostatniej chwili odpalił Wiśniewski, rzutem na taśmę ratując nam remis 2:2 z Nigeryjczykami.


Urban zmarnował czas
Po co w ogóle było to zgrupowanie i mecze? Jedyna odpowiedź, jaka ciśnie się na usta, to: bo musiało. Bo to oficjalny termin na rozgrywanie meczów międzypaństwowych, bo PZPN pewnie wpisał wcześniej wpisał to już do swojego budżetu. Innych powodów naprawdę próżno się doszukiwać.
To nie miało żadnego sensu. Po pierwsze dlatego, iż kadrowicze byli już na wakacjach. W przenośni i dosłownie, bo sam Urban mówił we wtorek, iż część piłkarzy przyjechała na zgrupowanie prosto z pierwszej części urlopu. Ale i sam selekcjoner zmarnował tych kilka dni.
Bo czego konkretnego Urban dowiedział się w tym czasie? We wtorek przebąkiwał coś o hierarchii i przydatności piłkarzy. Ale wspominał tylko o zawodnikach drugiego rzędu jak Jakub Piotrowski czy Mateusz Żukowski. Zresztą ten drugi został sprawdzony tylko przez 45 minut w momencie, gdy Polacy grali już w mocno zmienionym składzie.
Urban zmarnował szansę na sprawdzenie w kadrze czegoś nowego. OK, kilku debiutantów było, ale albo dostali minuty w bardzo eksperymentalnym składzie, albo - jak Karol Czubak - dostali tylko chwilę. Dlaczego? Zamiast tego w 87. minucie meczu z Ukrainą wpuścił Bartosza Slisza za Piotrowskiego, a pod koniec spotkania z Nigerią - już przy stanie 1:2 - Kacpra Potulskiego zmienił Jakub Kiwior. Jaki cel miały tak defensywne zmiany w momencie, gdy w obu meczach przegrywaliśmy? O co tu w ogóle chodziło?


Urban zmarnował też szansę na wypróbowanie ustawienia z czwórką obrońców. OK, wciąż nie mamy klasowego lewego obrońcy, ale przecież stoperów na odpowiednim poziomie też nie mamy wielu. Dlaczego nie spróbowaliśmy innego ustawienia, skoro w obecnym tak łatwo tracimy gole? I przy okazji marnujemy potencjał Oskara Pietuszewskiego, którego nie możemy ustawić na skrzydle, gdzie czuje się najlepiej.
W meczu z Nigerią Urban postawił na dwóch napastników i byłoby to do obrony, gdyby przy okazji nie poświęcił swojego największego odkrycia. W środę Kamiński zagrał jako wahadłowy, a nie jak w dotychczasowych meczach na pozycji ofensywnego pomocnika. Piłkarz FC Koeln czuł się tam świetnie, dobrze współpracował z Lewandowskim, ale przeciwko Nigerii był cieniem samego siebie. Kamiński nie atakował wolnej przestrzeni w ataku, bo często skupiał się na obronie. To głównie dlatego nasza gra była tak statyczna i przewidywalna.
Za chwilę minie dokładnie rok od kompromitacji reprezentacji Polski w meczu z Finlandią w Helsinkach (1:2). To po niej z kadrą rozstał się Michał Probierz, a Urban od września zaczął wielkie sprzątanie i układanie kadry na nowo. Za ponad trzy miesiące, kiedy kadrowicze zaczną walkę w Lidze Narodów, Urban znów będzie musiał przewietrzyć atmosferę wokół reprezentacji. Tym razem po własnych błędach.
Idź do oryginalnego materiału