Już w 3. kolejce Premier League na kibiców czekał prawdziwy hit - starcie na szczycie. W niedzielę Liverpool podejmował na własnym stadionie Arsenal, a więc doszło do meczu dwóch najlepszych drużyn minionego sezonu i dwóch głównych kandydatów do mistrzostwa w obecnej kampanii. Trudno było wskazać faworyta, bo obie ekipy fenomenalnie rozpoczęły zmagania w lidze, od dwóch zwycięstw. Zapowiadało się więc na wyrównane i zacięte spotkanie. Tym bardziej iż w dwóch ostatnich meczach tych zespołów padło łącznie aż osiem bramek - dwukrotnie remis 2:2.
REKLAMA
Zobacz wideo Urban nie wytrzymał! "Czy ja się nie przesłyszałem?!"
Ospała pierwsza połowa w hicie Premier League. Liverpool zagubiony
Już na początku spotkania Arsenal musiał zmierzyć się ze sporym osłabieniem. W 5. minucie Mikel Arteta został zmuszony do dokonania zmiany. Urazu po kontakcie z rywalem doznał bowiem William Saliba. Pech gwiazdy nie wpłynął na obniżenie morale czy jakości sportowej gości i ci powoli przejmowali kontrolę nad meczem.
Wymieniali krótkie podania, cierpliwie szukając okazji do strzału. Ostatecznie Arsenal uderzył sześciokrotnie, ale tylko raz strzał poleciał w światło bramki. Gol z tego jednak nie padł. Liverpoolowi skierować skutecznie futbolówki do siatki też się nie udało - oddał tylko dwa strzały, ale wszystkie były niecelne. W pierwszej połowie groźnych akcji było jak na lekarstwo. Ciśnienie kibicom skoczyło mocniej głównie w 36. minucie, kiedy znakomitą okazję miał Noni Madueke, ale przed oddaniem strzału powstrzymał go Milos Kerkez. I to w jaki sposób! Ryzykownym, ale czystym wślizgiem.
Zobacz też: W 84. minucie strzelili na 2:0. Nieprawdopodobne, iż tego nie wygrali.
Przebudzenie Liverpoolu. Widowiskowy gol zadecydował
Fani liczyli, iż w drugiej połowie zobaczą więcej widowiskowych akcji, a przede wszystkim jakieś gole. Blisko bramki było w 61. minucie, kiedy to Florian Wirtz spróbował szczęścia, ale David Raya nie dał się zaskoczyć. Szansę miał też Cody Gakpo, tylko iż sędzia liniowy dopatrzył się spalonego. Czarować próbował również Mohamed Salah, ale skuteczności brakowało. Liverpool pobudził się jednak do działania i rozkręcał z minuty na minutę. Groźniejszych akcji było już zdecydowanie więcej, ale skuteczności przez cały czas brakowało.
Do czasu! W 83. minucie przed szansą stanął Dominik Szoboszlai. Sędzia podyktował rzut wolny. Wydawało się, iż jest zbyt daleko, by zagrozić bramce Arsenalu, a jednak. Węgier oddał piekielnie mocny strzał ponad murem i wpakował piłkę do siatki. Golkiper był absolutnie bezradny. - Brak słów, brak słów na to, co przed momentem zrobił Szaboszlai. Fenomenalne trafienie. Coś pięknego. Tego lepiej nie dało się zrobić. 10 na 10! - ekscytowali się komentatorzy Canal+Sport.
To trafienie rozwścieczyło Arsenal, który zaczął naciskać na Liverpool. Role nieco się odwróciły i teraz to goście atakowali, chcąc doprowadzić do wyrównania. Ale ta sztuka im się nie udała.
Liverpool - Arsenal 1:0
Dzięki temu zwycięstwu Liverpool awansował na pozycję lidera z dorobkiem dziewięciu punktów. Arsenal zamyka podium - jest trzeci. W kolejnym meczu Liverpool zagra z Burnley, a Arsenal z Nottingham Forest.
Przed Wami najnowszy Magazyn.Sport.pl! Polscy koszykarze zagrają w Katowicach o mistrzostwo Europy. Korespondenci Sport.pl czuwają, a już teraz mamy oryginalny starter pack kibica basketu. Ekskluzywne wywiady, odważne felietony i opinie przeczytasz >> TU