Iga Świątek odpadła z Australian Open po meczu z Jeleną Rybakiną. Odpadła, bo przegrała pierwszego seta, choć grała w nim dobrze. Odpadła też, bo w drugim była znacznie gorsza od rywalki. Oba te zjawiska w ostatnim czasie się powtarzają. I będą się powtarzać, dopóki Iga Świątek nie udoskonali swojej gry. Bo w sporcie na najwyższym poziomie tak to działa: albo się rozwijasz, albo cię zjadają. Tenisowy darwinizm, ot co.
Spis treści
- Iga Świątek i potrzeba rozwoju
- Najlepsi stale się rozwijają
- Upór czy niemożność? Wie tylko Iga Świątek
- A może krok do tyłu?
- Czytaj więcej o tenisie:
Iga Świątek i potrzeba rozwoju
Czy Iga Świątek przez cały czas może wygrywać turnieje wielkoszlemowe? Może, jak najbardziej. Nie jest już jednak tak, iż jest do tego główną faworytką. To miano należy się Arynie Sabalence, a za nią podąża cała rzesza tenisistek zdolnych do tego, by dojść do finału któregoś z czterech Szlemów. Jest Coco Gauff, jest Jessica Pegula, jest Jelena Rybakina, w zeszłym roku pokazała się Amanda Anisimova, a zlekceważyć nie można zawodniczek takich jak Jasmine Paolini, Elina Switolina czy Mirra Andriejewa albo choćby Qinwen Zheng, jeżeli uporządkuje swoje problemy zdrowotne.
A potem i tak zawsze może wyskoczyć któraś z Czeszek albo Madison Keys i zgarnąć tytuł.
CZYTAJ TEŻ: IGA ŚWIĄTEK POZA AUSTRALIAN OPEN!
Iga jest w tej drugiej grupie. Faworytka, ale nie czołowa. Gotowa dojść do finału, gotowa wygrać – tak. Ale czy gotowa pokonać każdą przeciwniczkę, jaka stanie na jej drodze? Co do tego można mieć wątpliwości. Bo gdy Aryna Sabalenka rozwinęła swój tenis, Jelena Rybakina pokonała przeszkody, a Coco Gauff wyraźnie – choć nie zawsze to widać – pracowała nad stroną mentalną swojej gry oraz jej regularnością. I to dało efekt. Iga tymczasem zatrzymała się w czasie.
Sęk w tym, iż nie jest to zatrzymanie w roku 2022, gdy adekwatnie wszystko jej wychodziło – czy choćby w 2020, gdy na Roland Garros była bezbłędna. Zamiast tego zastygła, jak mucha w bursztynie, w 2024. Czyli wtedy, gdy jej gra przez cały czas była całkiem dobra, ale pojawiły się na niej spore rysy. I to te rysy sprawiały, iż wygrywała mniej, a przeciwniczki zaczęły znajdować na nią sposób.
Teraz znajdują jeszcze częściej – bo one ewoluują. Iga niekoniecznie.
Najlepsi stale się rozwijają
Ewolucja to w tenisie nie wymysł. To potrzeba, wymóg by utrzymać się na szczycie. Najlepsi zawodnicy i najlepsze zawodniczki stale poszukują rozwiązań. Czasem na udoskonalenie swojej gry, a czasem – na to, jak poradzić sobie z konkretnym przeciwnikiem. Novak Djoković dlatego tak długo jest w stanie grać na najwyższym poziomie, iż wiele eksperymentował. Udoskonalił serwis, kiedyś jego słabą stronę. Dołożył świetne skróty. Stał się też – z wiekiem – bardziej ofensywny, by oszczędzać się kondycyjnie.
I to długo działało. Ba, działa przez cały czas na większość rywali.
Roger Federer w pewnym momencie wymyślił z trenerami coś, co ochrzczono mianem SABR – najście do przodu na serwis rywala i natychmiastowe pójście do siatki. Efekty były świetne. Gdy wracał po kontuzji w 2017 roku, okazało się z kolei, iż ma niesamowicie udoskonalony backhand. Aryna Sabalenka poprawiła serwis, o tym wiedzą wszyscy, ale też ewidentnie postawiła na urozmaicenie swojej gry, udoskonalenie aspektów innych niż ofensywa, przyciśnięcie rywalki i gra z głębi kortu. Jest przez to mniej przewidywalna, więcej potrafi.
I tak dalej, i tak dalej. Dawno minęły czasy, gdy nie trzeba było niczego zmieniać. Tenis jest dziś grą nie tylko na korcie, ale i – a może przede wszystkim – poza nim. Wszelkie zmiany, eksperymenty, ewolucje, które dokonują się tam, decydują o sukcesie lub jego braku, gdy wyjdzie się na mecz.
U Igi tych zmian nie widać.
Nie twierdzę, iż nie istnieją próby ich wprowadzania. Może takie są. Ba, zakładam, iż są. Często ze sztabu Polki dochodzą głosy o konieczności sprawienia, by jej gra była bardziej wielowymiarowa. O poprawie serwisu. O znajdowaniu rozwiązań na rywalki grające szybką piłką. Ale czy da się dostrzec, iż coś faktycznie się zmienia?
Nie. I w tym problem.
Upór czy niemożność? Wie tylko Iga Świątek
Trzeba tu napisać jedną rzecz: ta „bazowa” gra Igi Świątek – przy założeniu, iż to Iga w formie – to wciąż na pewno TOP 10, a najpewniej i światowe TOP 5. Polka grając swój tenis, bez żadnych udoskonaleń, naprawdę jest w stanie wygrać z każdą rywalką. Tylko iż w przypadku wielu z nich pojawia się już taka mała gwiazdeczka. O taka: *. I ona odsyła w odpowiednie miejsce, gdzie można przeczytać dopisek. O taki:
*o ile rywalka nie gra na swoim najwyższym poziomie.
Postawcie aktualną Igę Świątek w najlepszej formie, a po drugiej stronie Arynę Sabalenkę w najlepszej dyspozycji. Kto będzie faworytem? Sabalenka. Bo Białorusinka raz, iż udoskonaliła to, co sama potrafi robić na korcie, a dwa – rozumie już, jak grać z Igą. Paradoksalnie jej tenis nie jest aż tak doskonale dobrany jako kontra do tego, co prezentuje Polka. Lepszy ma kilka innych zawodniczek, w tym obecna Coco Gauff. Ale Iga i tak ma coraz większe problemy, by sobie z nim poradzić.
Polka ma swoje ograniczenia. Przez obszerny ruch forehandowy, źle radzi sobie z szybkimi, płaskimi piłkami (za to rotacje z jej strony kortu są koszmarem dla przeciwniczek). Nie jest najlepszą tenisistką, gdy przychodzi do reagowania na wydarzenia przy siatce – choć potrafi grać wolejem – w tym skróty. Ma braki w rozumieniu tenisowej taktyki, bo choć doskonale potrafi wykorzystywać geometrię kortu, to już na przykład rozumienie, jaką zmianę wprowadzić w swojej grze, by odmienić bieg wydarzeń na korcie, stanowi dla niej wyzwanie.
Część z tych rzeczy wymaga nie tylko wyszkolenia, ale i pewnego rodzaju instynktu, którego nauczyć jest trudno. Jednak choćby z takimi ograniczeniami grę Igi da się rozwinąć, to na pewno.
Powstaje więc pytanie: co jest problemem? Upór? Niemożność wprowadzenia zmian? Trenerzy, którzy nie potrafią do niej dotrzeć? Ona, która nie dopuszcza głosu trenerów w pełni? Mentalna strona sportu, jakaś blokada gdzieś wewnątrz?
A może krok do tyłu?
Bo problem istnieje i to nie od dziś. Widać, iż wszelkie próby wprowadzenia rozwoju, innowacji w grze Igi kończą się albo nikłym, albo w ogóle brakiem powodzenia. Polka czasem zagra skrót, czasem zaatakuje do siatki, zmienił się nieco jej serwis, ale główne problemy pozostają te same: zbyt często stara się grać „siła na siłę” z zawodniczkami, które tej siły mają więcej. Zbyt często wchodzi w bezpośrednią rywalizację, zamiast starać się rywalki przechytrzyć. Popełnia dużo błędów, bo chce skracać wymiany „na siłę”, gdy jej atutem jest budowanie punktów zamęczając przeciwniczki.
Mamy więc do czynienia nie tylko z brakiem ewolucji, ale miejscami ewolucją nieudaną, w złą stronę.
Możliwe, iż Iga potrzebuje kroku wstecz, powrotu do swojej poprzedniej formy, podstaw. Opanowania, ukrócenia tego, co nie działa. I dopiero wtedy – wprowadzenia innowacji, prób pójścia w innym kierunku.
W każdym razie: czegoś potrzebuje na pewno.
Widać to na korcie.
SEBASTIAN WARZECHA
Fot. Newspix
Czytaj więcej o tenisie:
- Polak w półfinale Australian Open! Pokonał faworyzowanych rywali
- 25 momentów polskiego sportu na ćwierćwiecze: Lewy, Świątek i igrzyska
- Bitwa płci? Tenis już ich nie potrzebuje [KOMENTARZ]
- Kulisy świętowania Polaków. „Byliśmy dość wczorajsi”

1 tydzień temu













