Ten mecz przejdzie do historii Australian Open! Było 0:6, 2:5 i stało się to

2 godzin temu
Czy można przegrywać już 0:6, 2:5, bronić serwisu rywalki, a ostatecznie i tak wygrać mecz? Okazuje się, iż można. Udowodniła to Laura Siegemund, która trzeciego dnia Australian Open napisała niebywałą wręcz historię. Choć porażka w starciu z Ludmiłą Samsonową dosłownie wisiała na włosku, Niemka przeprowadziła spektakularny comeback. Wygrała 0:6, 7:5, 6:4 i pozostała w turnieju.
Australian Open co roku potrafi zaskakiwać niesamowitymi tenisowymi historiami. Sensacyjnych momentów nie brakuje i w tej edycji. Jeden z nich przeżyli kibice podczas meczu I rundy pomiędzy Laurą Siegemund a Ludmiłą Samsonową, w którym doświadczona Niemka wybrnęła z sytuacji niemalże beznadziejnej.

REKLAMA







Zobacz wideo Lewandowski, Świątek, Zmarzlik? Klaudia Zwolińska: To dla mnie szokujące!



Już żegnała się z Australian Open i nagle taki zwrot. Ależ to był comeback!
37-latka rozpoczęła stracie po prostu koszmarnie. Pierwszego seta przegrała do zera w zaledwie 33 minuty. W drugim również się jej nie układało. Gdy po raz drugi została przełamana, wydawało się, iż już się nie podniesie. Samsonowa prowadziła 5:2 i miała serwis. Wtedy jednak wydarzyło się coś zupełnie nieoczekiwanego. Siegemund doprowadziła do gry na przewagi, po czym wykorzystała trzeciego breakpointa. Chwilę później przy własnym podaniu przegrywała 15:40 i znów była o krok od porażki. Obroniła jednak dwie piłki meczowe i utrzymał serwis. Jak się okazało, był to punkt zwrotny całego spotkania.


Rozpędzona Siegemund poszła za ciosem i do końca partii nie oddała gema. Wygrała 7:5. O zwycięstwie zadecydował więc trzeci set. A ten również nie rozpoczął się dla Niemki zbyt dobrze. Na dzień dobry została przełamana. Mimo to nie poddała się. niedługo doprowadziła do remisu 3:3, a w decydującym momencie znów okazała się mocniejsza psychicznie. Przy wyniku 5:4 i serwisie Samsonowej przełamała raz jeszcze, wykorzystując pierwszą piłę meczową. Wtedy zaczęła wręcz podskakiwać z radości.
Bohaterka Australian Open sama to przyznała. "Nie wierzyłam"
Mecz zakończył po dwóch godzinach i 33 minutach wynikiem 0:6, 7:5, 6:4 i wprawił komentatorów w osłupienie. - Nierealny powrót Siegemund w walce z Samsonową - podsumował portugalski dziennikarz Jose Morgado na portalu X. - Nie zrezygnowałam mimo nędznego położenia i walczyłam dalej - powiedziała sama zwyciężczyni w rozmowie z niemieckim Eurosportem. Wróciła też do tego, co czuła w trakcie drugiego seta. - Sama w to nie wierzyłam [w wygraną - red.]. Ale wtedy zagrałam kilka dobrych gemów, a ona zaczęła się chwiać - przyznała.








Zachwytu nad Siegemund nie krył także były niemiecki mistrz Boris Becker. - Laura jest naprawdę lwicą, wojowniczą naturą, a także przykładem dla młodych niemieckich tenisistek. Pokazała, co można osiągnąć przy odpowiednim nastawieniu, sercu do walki i sprawności fizycznej, choćby jeżeli była dziś nieco poobijana - skomentował.



Dzięki wygranej niemiecka tenisistka awansowała do II rundy. W niej zaś zmierzy się ze zwyciężczynią starcia pomiędzy Maddison Inglis i Kimberly Birrell.
Idź do oryginalnego materiału