To miał być ten dzień i ten start. Wszyscy polscy kibice zaciskali kciuki, by Damian Żurek przypieczętował świetną formę z tego sezonu wymarzonym olimpijskim krążkiem w swojej koronnej konkurencji. Zamiast niego jednak polski panczenista znów – tak jak na 1000 m – zajął bolesne czwarte miejsce. O ile jednak poprzednio można było uznać to za dobre przygotowanie do głównego występu, to teraz dominuje rozczarowanie po utraconej szansie.
REKLAMA
Zobacz wideo Michał Niewiński: Możemy być ostatni, ale możemy być też pierwsi. W short tracku możliwe jest wszystko
Nie ma miejsca na błędy. Żurek zaspał
- Na 500 i 1000 m każdy błąd waży dużo i ciężko jest to potem naprawić podczas biegu. Pracujemy nad drobnymi szczegółami, detalami. Tutaj wyżej bark, tutaj trochę rękę daję inaczej itd. Na ostatnich igrzyskach byłem 16., a do medalu zabrakło mi 0,4 sekundy. Do zwycięzcy 0,6 s. Tak naprawdę my się ścigamy na tych dystansach na centymetry, pojedyncze metry. Wszystko ma znaczenie i z tego wynika trudność naszej konkurencji – opowiadał w materiale Eurosportu Marek Kania.
On w sobotę zaliczył drobne zachwianie, które kosztowało go prawdopodobnie co najmniej jedną pozycję, ale ogółem może być zadowolony z ósmego miejsca. Drobny błąd zaliczył też Żurek i to na samym początku.
- Wydaje mi się, iż na starcie Damian delikatnie zaspał, opóźnił ten start. Mam poczucie, iż starter wyjątkowo długo trzymał tę parę przed naciśnięciem sygnału - analizowała Luiza Złotkowska.
Rywal przeszkodził Polakowi. "Od razu czujesz strach"
Potem dwukrotna medalistka olimpijska w rywalizacji drużynowej zwróciła uwagę na moment, w którym Żurek – nie ze swojej winy już – znalazł się w trudnym położeniu. Na drugiego wirażu startujący z nim w parze Sebas Diniz znalazł się w pewnym momencie bardzo blisko Polaka.
- Na zejściu do wirażu Holendra wyrzuciło na tor Damiana. Na pewno była dla niego niekomfortowa. Nie mógł w pełni wykorzystać siły odśrodkowej, która na niego działała na wirażu. To nie było komfortowe, gdy przy prędkości prawie 60 km na godzinę inny zawodnik zbliża się do ciebie prawie na żyletki - tłumaczyła była panczenistka.
O tym, iż był to decydujący moment w kontekście walki Żurka o medal, przekonany jest Paweł Zygmunt.
- Holender nie pomógł mu, a wręcz mu przeszkodził. Zbliżył się do niego, przeciął mu linię oddzielającą tor. W momencie, kiedy dojeżdża do ciebie zawodnik, od razu czujesz strach, iż jak go podetnie, to i ty polecisz. I to była właśnie taka sytuacja. I tam Damian stracił najwięcej. Na tych ostatnich 30 metrach, kiedy wychodził z wirażu, kiedy Holender zbliżył się do niego. Jestem przekonany, iż to zaważyło o wyniku na brązowy medal - podsumował dawny brązowy medalista mistrzostw świata i brązowy medalista mistrzostw Europy.
I dodał, iż Żurek nie miał szczęścia do losowania toru. 26-latkowi do tego, by znaleźć się na podium, zabrakło tym razem 0,09 sekundy. W rywalizacji na 1000 m było to 0,07 s.
O ile Złotkowska w podsumowaniu sobotniego występu Polaka zaznaczyła, iż po prostu trzech innych zawodników było tego dnia od niego lepszych, to Zygmunt powtarzał, iż srebrny lub brązowy krążek był w zasięgu Żurka.

1 godzina temu















